Po udanym zakończeniu sesji w USA wydawało się, że pomyślny wiatr od rana powieje także w żagle polskich inwestorów. Za oceanem gracze wrócili z długiego weekendu umocnieni w przekonaniu, że amerykański bank centralny obniży wkrótce stopy procentowe, a tańszy pieniądz rozkręci ponownie spiralę wzrostów. Postanowili zatem zdyskontować ten scenariusz, wychodząc z założenia, że najlepsze zyski można osiągnąć, zanim ich uzasadnienie stanie się faktem.
Pierwsza faza notowań na GPW nie zaskoczyła jednak niczym spektakularnym. Można było odnieść wrażenie, że ktoś zapomniał zerwać kartkę z kalendarza. Indeksy otworzyły się bez zmian, po czym rynek, tak jak w poprzednich dniach, zapadł w śpiączkę. Na przeszkodzie dalszym wzrostom stanęła niepewność na rynkach zagranicznych, na których szczególnie ciążył sektor finansowy, źle znoszący spekulacje o możliwości pogłębienia się kryzysu kredytowego.
Rozproszyły się nieco chmury wiszące od tygodnia nad firmami Ryszarda Krauzego. Bioton należał do bardziej aktywnych na rynku, a kurs jego akcji powrócił przed południem w rejony sprzed feralnego czwartku 30 sierpnia. W czołówce WIG20 znalazły się też papiery Prokomu, choć w ich przypadku poprawa była skromniejsza. Spółka została nagrodzona rekomendacją kupna przez analityków Amerbrokers, z ceną docelową 171,50 zł. Wyróżnił się Petrolinvest, który zyskując ponad 3 proc., oddalił się nieco od minimum po niedawnej przecenie.
Kolejne godziny notowań upływały inwestorom w śmiertelnej nudzie. W drugiej fazie sesji lekką przewagę wywalczyła podaż, ośmielona utrzymującą się słabą postawą zagranicy. Przecena jednak nie była zbyt głęboka, dopóki nie pojawiła się informacja o szokującym spadku sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA. Ten negatywny impuls definitywnie rozstrzygnął wynik sesji na korzyść niedźwiedzi. WIG20 przełamał linię 3600 pkt i uległ błyskawicznej przecenie, tracąc na koniec dnia 2 proc. Końcówka była zatem dynamiczna, podobnie jak dzień wcześniej, tyle że ceny powędrowały w przeciwnym kierunku.
Co dalej?
Sztuka cierpliwoŚci
Inwestorów irytuje brak wyraźnego trendu i niska zmienność w ciągu sesji, przerywana czasem gwałtowniejszą reakcją na wieści z USA. Pozostaje im tylko uzbroić się w cierpliwość, bo do 18 września rozwój sytuacji na rynkach będzie podporządkowany posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Rynki od pewnego czasu wzrastały, dyskontując obniżenie stóp. Amerykańscy inwestorzy zakładali, że tańszy pieniądz pozwoli akcjom rosnąć mimo możliwego spowolnienia gospodarki. Mówił już o tym wczoraj Jean-Philippe Cotis, główny ekonomista OECD. Jeśli jednak na rynek zaczną napływać naprawdę złe informacje, strach przed głębszą recesją może przyćmić powab taniego pieniądza.