Gdy świat się trzęsie, inwestorzy kupują złoto – tak tłumaczy szarżę na złocie w 2025 r. Didier Borowski, dyrektor analiz makroekonomicznych w Amundi Investment Institute.
- To, co się dzieje na złocie, wcale nas nie dziwi, zważywszy na obecne zawirowania geopolityczne. Nie zdziwiłoby nas, gdyby złoto w ciągu najbliższych dwóch lub trzech lat przebiło 5, a nawet 6 tys. USD za uncję – mówi ekspert Amundi.
Nowa bezpieczna przystań
Od początku roku cena złota zdążyła urosnąć już o 7 proc., przebijając próg 4,6 tys. USD za uncję. Jako powód zwyżki podaje się dwa zdarzenia: atak USA na Wenezuelę oraz narastający konflikt między Rezerwą Federalną a Białym Domem.
- Niezależność Fedu jest zagrożona, co może wywołać presję na długoterminowe stopy procentowe i skłonić inwestorów do szukania zysków gdzie indziej. Konflikt nie pomaga też dolarowi, po którym nie spodziewamy się powrotu do siły. Wielu inwestorów uważa, że ma zbyt dużą ekspozycję na dolara, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach złota – argumentuje ekspert Amundi Investment Institute.
W 2025 r. dolar stracił ponad 13 proc. wobec złotego i euro. Eksperci ING wyliczali, że był to najgorszy rok amerykańskiej waluty od lat 70. Tymczasem rentowności amerykańskich obligacji dziesięcioletnich przez większość roku utrzymały się powyżej 4 proc. mimo trzech obniżek stóp procentowych przez Fed o 75 pkt bazowych.
- Dolar i amerykańskie obligacje nie odgrywają już roli bezpiecznych przystani. Rynek szuka zatem alternatyw, a taką na razie jest złoto i srebro, co jest odzwierciedlone w cenie. Nie sądzimy jednak, że dolar przestanie być globalną walutą rezerwową – mówi Didier Borowski.
Sparzyć się można na akcjach i obligacjach
Innym powodem ucieczki inwestorów do złota jest rosnące zadłużenie największych gospodarek świata, argumentuje Didier Borowski.
- Polityka fiskalna Stanów Zjednoczonych jest nie do utrzymania w długim terminie. Dlatego presja na długoterminowe stopy procentowe nie osłabnie, a to odbije się na amerykańskim rynku obligacji. To samo tyczy się krajów rozwiniętych w Europie, chociaż u nas sytuacja jest trochę lepsza. Rynek obligacji nie jest już bezpieczną przystanią. Przez ostatnie 20 lat obligacje rządowe były alternatywą dla rynku akcji, szczególnie w wypadku większych korekt. Teraz już tak nie jest – tłumaczy ekspert Amundi Investment Institute.
W przypadku rynku akcji Didier Borowski zaczyna dostrzegać podobieństwa między bańką AI a bańką internetową z początku wieku. Jego zdaniem koncentracja akcjonariuszy w sektorze IT i usług konsumenckich przewyższa szczyty z okresu bańki internetowej. Udział sektora IT w indeksie MSCI World wzrósł do ponad 35 proc., wynika z obliczeń Amundi Investment Institute.
- Nie twierdzę, że bańka pęknie w tym roku, ale spodziewamy się konsolidacji na rynku amerykańskim. Przeważanie akcji spółek z tego segmentu nie jest racjonalne – zaznacza Didier Borowski.
Ekspert uczula, że inwestorzy przeważający akcje lub obligacje muszą rozważyć dywersyfikację. Oba rynki są podatne na szoki.
- Naszym zdaniem trzeba zacząć myśleć globalnie. Geograficzna dywersyfikacja jest najlepszą polisą ubezpieczeniową przed kolejnymi szokami – mówi Didier Borowski.
- Sektorowo podchodzimy neutralnie do banków, natomiast w sektorze konsumenckim zalecamy selekcję. Podobnie postrzegamy sektor budowlany – część spółek ma już wliczone w cenę kontrakty związane z CPK, ale nie wszystkie. Innym przykładem jest sektor gamingowy, który od kilku lat jest w odwrocie, ale niedawna premiera „StarRupture" firmy Creepy Jar pokazała, że słabość sektora nie musi decydować o losie każdej spółki. Trzymałbym też na oku spółki z sektora biotech – mówi Hubert Kmiecik, CIO Amundi TFI.
