ANALIZA-W 10 lat od startu GPW czekają ważne wybory

INSTAL KRAKÓW S.A.
18-04-2001, 13:21

Kuba Kurasz

WARSZAWA (Reuters) - W świadomości społeczeństwa giełda to błotnisty plac z wdeptanymi w ziemię liśćmi kapusty, na którym handluje się owocami i warzywami lub sprzedaje się stare albo kradzione auta, napisało Życie Warszawy w kwietniu 1991 roku, w artykule o raczkującym rynku kapitałowym.

Dziesięć lat temu w budynku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w której zadomowiła się Giełda Papierów Wartościowych (GPW), zamiast owoców i warzyw rozpoczęto handel mało znanymi towarami - akcjami polskich przedsiębiorstw.

Początkowo, przy tłumie gapiów, którzy licząc na gigantyczne fortuny przekształcili się w inwestorów giełdowych, handlowano papierami Próchnika, Tonsilu, Kabli, Exbudu i Krosna.

Obecnie notowania odbywają się w nowym budynku giełdy, którego architektura w żaden sposób nie nawiązuje do wzorców socrealistycznych i ducha starych czasów. Handlowanych jest 225 spółek, a średnie obroty na sesji za ubiegły rok wyniosły kilkaset milionów złotych.

Giełda przeszła przez wszystkie etapy, od hossy z początków jej istnienia, do krachu w marcu 1994 roku, aż do powrotu wzrostów, wywołanych globalną akceptacją wszystkiego co wiązało się z Internetem na przełomie 1999 i 2000 roku.

Obecnie, za sprawą dekoniunktury, indeks największych spółek WIG20 bliski jest najniższego poziomu od dwóch lat.

MIELIŚMY SZCZĘŚCIE

Wartość rynkowa spółek i obroty dają jednak warszawskiemu parkietowi szanse na walkę o prymat w Europie Środkowo-Wschodniej. Trwa pojedynek z giełdą wiedeńską, której historia liczy kilkadziesiąt lat, a nie zaledwie dekada.

"Szczęście nam sprzyja, ale teraz punktem odniesienie będą giełdy Europy Zachodniej. Jesteśmy lepiej przygotowani do konkurencji z nimi niż na początku, ale o roli giełdy można mówić wyłącznie w ocenie jej przyszłości" - uważa Wiesław Rozłucki, prezes zarządu od początku istnienia GPW.

Spadek płynności polskich firm giełdowych, wywołany przejmowaniem dużych pakietów ich akcji przez inwestorów zagranicznych oraz nadal silna pozycja skarbu państwa, będącego największym giełdowym inwestorem, to zdaniem analityków najpoważniejsze problemy giełdy.

Brak dopływu nowych spółek, zarówno tych z portfela skarbu państwa jak i dużych przedsiębiorstw prywatnych, może mieć duży wpływ na poziom atrakcyjności GPW w regionie, a także na jej pozycję wśród konkurujących rynków kapitałowych w Europie.

Na razie to, czego GPW nie jest w stanie zaoferować inwestorom zagranicznym to brak notowań i rozliczania transakcji w euro. Wielu z nich irytuje także powszechna akceptacja złych obyczajów korporacyjnych.

WEJŚĆ W SOJUSZ I DO UNII

W ocenie Jana Krzysztofa Bieleckiego, dyrektora w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie, a w 1991 roku premiera, który oficjalnie dokonał otwarcia warszawskiego parkietu, GPW musi wyrwać się ze swojej prowincjonalności.

"Naszą giełdę trzeba wyrwać z marazmu. Szansą jest więc połączenie z jednym z aliansów giełd europejskich" - uważa Jan Krzysztof Bielecki.

Rozłucki uważa, że polskiej giełdzie najbliżej jest do Euronextu, aliansu giełd w Paryżu, Amsterdamie i Brukseli. "Wynika to z długotrwałej współpracy z giełdą paryską i podobnego systemu obrotu" - mówi. Dla giełdy i dla koniunktury na rynku najbardziej istotny w ciągu najbliższych lat będzie proces przystępowania Polski do Unii Europejskiej.

"Wraz z wejściem do Unii, należy się liczyć z hossą. Powinna ona nastąpić, chociażby patrząc na przykład kilku krajów, które miały podobną drogę do UE co teraz Polska" - twierdzi Robert Nejman, dziś doradca inwestycyjny, a w chwili startu GPW asystent na Politechnice Warszawskiej.

Nejman, zarządzający obecnie portfelem w CA IB Investment Management, dodaje, że w ocenie zagranicznych specjalistów, przy wycenie polskich firm stosowane jest 20-30 procentowe dyskonto. Gdy będziemy wchodzić do Unii dyskonto powinno zanikać, sądzi.

RYNEK PEŁEN EMOCJI

Hossa, którą przyniesie przybliżenie się Polski do Unii będzie jednak niczym w porównaniu z tą sprzed 1994 roku, kiedy nastąpiło apogeum zainteresowania warszawską giełdą.

Wtedy domy maklerskie otworzyły milionowy rachunek inwestycyjny, a po akcje Banku Śląskiego stać trzeba było w kolejkach.

Akcje spółki kupiło ponad 800.000 osób. Bank zadebiutował z ceną o 1.250 procent wyższą niż emisyjna, ustalona w ofercie publicznej na 50 złotych.

"Teraz na giełdzie jest pusto i martwo. Wówczas po sesji na górę na parkiet, gdzie odbywały się notowania, schodził się tłum spekulantów, a później po wprowadzeniu przepustek, na parter budynku partii, który w żargonie nazywany był betonem" - dodał Nejman.

Wielu spekulantów się wykruszyło. Mimo, że liczba rachunków maklerskich sięga dziś 1,2 miliona, to aktywnie inwestuje jedynie około 100.000 osób. Polska jest wciąż rynkiem wschodzącym, a wielu zagranicznych inwestorów obecnych w dużych spółkach za nic ma interesy drobnych akcjonariuszy.

Raimondo Eggink, doradca inwestycyjny w ABN AMRO Asset Management, nazywany Don Kichotem polskiego rynku z powodu swego zaangażowania w spory z inwestorami zagranicznymi w imieniu swoim i akcjonariuszy mniejszościowych, sądzi jednak, że mimo to rynek jest ciekawy i rokujący dobrze na przyszłość.

"Mało kto jest zainteresowany napiętnowaniem złych obyczajów i to nie tylko niestety na rynku kapitałowym. Mimo to, obecna wycena polskich spółek jest nadal niska co sprawia, że jest on atrakcyjny i wart zainteresowania" - uważa Eggink, Holender od sześciu lat działający na rynku w Polsce.

"Jeśli warszawska giełda mądrze pokieruje swą przyszłością ma szanse odegrać znaczącą rolę na europejskim rynku" - sądzi.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, warsaw.newsroom@reuters.com))

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: INSTAL KRAKÓW S.A.

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / ANALIZA-W 10 lat od startu GPW czekają ważne wybory