Marcin Grajewski
WARSZAWA (Reuters) - Niedzielne wybory w Polsce dały opozycyjnemu Sojuszowi Lewicy Demokratycznej (SLD) tylko chwiejny mandat do reform niezbędnych dla uniknięcia kryzysu finasowego oraz do wprowadzenia Polski do Unii Europejskiej.
Wyniki sondaży pokazują, że lewica, która zapowiada przyspieszenie negocjacji z UE oraz stabilizację finansów publicznych poprzez cięcie w wydatkach budżetowych, zdobyła w parlamencie nieznaczną większość.
Niespodziewanie mocną pozycję osiągnęły natomiast partie sceptyczne wobec integracji europejskiej.
W wyniku wyborów poza parlamentem znajdzie się większość polityków wywodzących się z dawnej antykomunistycznej opozycji, którzy byli dotąd główną siłą wolnorynkowych reform.
"Te wybory to zarazem zła i dobra wiadomość" - powiedział Krzysztof Rybiński, główny ekonomista ING Barings w Warszawie. "Polska może mieć w końcu jednopartyjny rząd z większością w Sejmie, ale z drugiej strony parlament będzie pełen populistów".
Według analityków przyszłość polskich reform i tempo marszu ku Unii Europejskiej zależy od determinacji Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD), która powinna szybko przełożyć przedwyborcze zobowiązania na konkrety i utrzymać ostrą dyscyplinę partyjną w parlamencie.
KLUCZOWA JEST DETERMINACJA SLD
"Obawiam się, że na tym monolicie, którym dotąd było SLD zaczną pojawiać się rysy" - powiedział jeden z zachodnich dyplomatów.
Marek Belka zapowiedział, że Polska musi dokonać głębokich cięć w wydatkach, po to by uniknąć w 2002 roku deficytu sięgajacego 88 miliardów złotych, czyli 11 procent PKB.
Deficyt przekraczający 40 miliardów złotych lub pięć procent PKB mógłby doprowadzić do ponownego pobudzenia inflacji, wywołać panikę wśród zachodnich inwestorów, wymusić dewaluację złotego i w efekcie doprowadzić do recesji.
Obawy o przyszłość polskiej gospodarki wybuchły w tym roku, kiedy spowolnienie wzrostu gospodarczego ograniczyło przychody państwa, a jednocześnie rządowi nie udawało się ograniczyć biurokracji i utrzymać w ryzach wydatków socjalnych.
Przedstawiciele SLD od razu zadeklarowali, że nie wycofują się z ujawnionego ostatnio planu bolensych cięć w budżecie, które mają zapobiec powiększeniu deficytu budżetowego do rozmiarów grożących kryzysem finansów państwa.
Potwierdzili także, że priorytetem pozostaje dla nich wejście do UE w 2004 roku.
"SLD będzie miało teraz silniejszy mandat na uzdrawianie finansów państwa i ożywienie gospodarki" - powiedział Marek Belka, kandydat SLD na ministra finansów.
"Chcemy zakończyć rozmowy akcesyjne z UE do końca 2002 roku. Obecne problemy gospodarcze Polski nie powstrzymają nas przed wejściem do Unii w 2004 roku" - powiedział Włodzimierz Cimoszewicz, który ma objąć tekę ministra spraw zagranicznych.
Analitycy zwracają jednak uwagę, że SLD które zanim zdobyło zdecydowaną przewagę w sondażach domagało się złagodzenia skutków reform rynkowych dla najuboższych, spotka się w parlamencie z dużym naciskiem populistów, którzy będą zarzucać lewicy zdradę intersów najuboższych.
"Największym niebezpieczeństwem dla Polski jest to, że SLD nie zdoła utrzymać dyscypliny w obliczu możliwych niepokojów społecznych nakręcanych przez populistów w parlamencie" - powiedział Andrzej Rychard, socjololog w Uniwersytecie Środkowoeuropejskim.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 97 00, fax +48 22 653 97 80, [email protected]))