Anglicy dorzucą pizzeriom do pieca

Spółka prowadząca w Polsce lokale pod szyldem Domino’s szuka w Londynie 55 mln zł na rozwój sieci.

Pizza to wynalazek Włochów, ale już od dawna jedzą ją niemal wszystkie narody świata. I na tym zarabiają. W Polsce pizzerie pod szyldem amerykańskiej sieci Domino’s prowadzi notowana na londyńskim rynku alternatywnym AIM spółka DP Poland — i właśnie szykuje się do przeprowadzenia tam oferty publicznej, z której chce zebrać 10,5 mln GBP. Wszystko na inwestycje nad Wisłą.

— To będzie w przeliczeniu ok. 55 mln zł, co pozwoli nam na ekspansję terytorialną i osiągnięcie zysków w perspektywie kilku lat. Do tej pory zainwestowaliśmy tu ok. 50 mln zł i otworzyliśmy 13 lokali w Warszawie — mówi Maciej Jania, dyrektor zarządzający Domino’s w Polsce.

Domino’s powróciło na polski rynek w połowie 2010 r. Wcześniej już raz próbowało dogodzić podniebieniom i żołądkom Polaków — na przełomie wieków miało kilkanaście lokali, głównie w stolicy, ale w 2002 r. zamknęło podwoje. Teraz — pod skrzydłami DP Poland — ma wchodzić do kolejnych miast.

— Do końca tego roku ruszą jeszcze dwa lokale w Warszawie. W 2013 i 2014 r. chcemy otwierać po 10 pizzerii rocznie. Zamierzamy wejść do największych miast — jak Gdańsk, Wrocław czy Kraków — ale nie zdecydowaliśmy jeszcze, czy będziemy ruszać jednocześnie we wszystkich, czy spróbujemy je podbić po kolei. Strategia ekspansji dopiero powstaje — mówi Maciej Jania. Na całym świecie pod szyldem Domino’s działa ok. 10 tys. lokali — z czego połowa w Stanach Zjednoczonych. Większość prowadzą franczyzobiorcy.

— Wszystkie lokale Domino’s w Polsce należą do nas jako krajowego masterfranczyzobiorcy. Kolejne będą działać w takiej samej formule, ale — zgodnie z globalną polityką sieci — po umocnieniu się na rynku rozważymy dopuszczenie do prowadzenia lokali także zwykłych franczyzobiorców — mówi Maciej Jania. Na polskim rynku pizzerii dziś największe sieci to m.in. Da Grasso, Dominium, Biesiadowo czy hiszpańska Telepizza, koncentrująca się na sprzedaży w dostawie. To właśnie w tym segmencie rynku Domino’s szuka klientów.

— Zarabiamy przede wszystkim na dostawie, głównie dzięki zamówieniom telefonicznym. Internet ma mniejszy udział, ale bardzo duży potencjał. Spodziewamy się, że w ciągu kilku lat zamówienia z komputerów i urządzeń mobilnych będą odgrywały większą rolę — mówi Maciej Jania.

Wyniki polskiego Domino’s na razie nie wyglądają różowo — tylko w pierwszym półroczu 2012 r. spółka miała ok. 4 mln zł przychodów przy 8 mln zł straty netto. Eksperci branżowi zastrzegają jednak, że na tak wczesnym etapie rozwoju straty są nieuniknione.

— To efekt dużych inwestycji, przede wszystkim w lokale własne. To już drugie podejście firmy do polskiego rynku, ale tym razem skala jest znacznie większa. Domino’s wróciło na rynek w trudnym momencie dla gastronomii, gdy konsumenci zaczęli ograniczać wydatki z powodu kryzysu — ale jak na tak wczesny etap rozwoju radzą sobie dobrze i mogą konkurować z dużymi sieciami czy trzymającymi się mocno lokalnymi pizzeriami — ocenia Jarosław Frontczak, analityk PMR.

Jego zdaniem, problemy całej branży gastronomicznej są tak naprawdę szansą dla nowych graczy — zwalnia się dużo dobrych lokalizacji i taka sieć jak Domino’s może zaznaczyć swoje miejsce na mapie.

— O ile nie przeinwestują, za kilka lat mogą być jedną z większych marek na rynku pizzerii — uważa Jarosław Frontczak.  

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Anglicy dorzucą pizzeriom do pieca