Taki obraz najbliższych dwóch lat wyłania się z rynkowych prognoz makroekonomicznych, które NBP zbiera z rynku w cokwartalnej ankiecie. Widać, że wśród ekonomistów powoli zakorzenia się pogląd, że wchodzimy w erę podwyższonej inflacji.
Ankieta makroekonomiczna to bardzo ciekawy dokument, który agreguje wyniki prognoz ponad 20 zespołów – z instytucji finansowych czy akademii. Pojawia się raz na kwartał i dzięki temu pozwala na śledzenie, jak zmieniają się oczekiwania prognostów. Takie same dane można śledzić w dużych serwisach finansowych, jak Bloomberg, czy Reuters, ale badanie NBP jest dostępne dla wszystkich.
Obecna runda prognoz (zbieranych do końca marca) pokazuje, że mimo słabego pierwszego kwartału oczekiwania dotyczące wzrostu PKB w całym 2021 r. nie zmieniły się istotnie. Zagregowana prognoza na ten rok wynosi 3,7 proc., wobec 3,8 proc. w rundzie grudniowej. A prognozy na przyszły rok zostały podniesione z 4 do 4,2 proc. Patrząc sumarycznie na prognozy dotyczące całego okresu 2020-22 nie widać istotnej zmiany przewidywań w ostatnich trzech miesiącach, co oznacza, że panuje powszechne przekonanie, iż bieżąca fala epidemii jest ostatnią tak silną falą. Po niej ma nastąpić wyraźnie ożywienie gospodarcze. Choć podejrzewam, że gdyby wszyscy wierzyli, że pandemia całkowicie minie, to prognozy byłyby dużo wyższe, bliższe 5-6 proc.

Widać natomiast istotną zmianę przewidywań dotyczących inflacji. Do niedawna prognozy wskazywały, że po przejściowych wahaniach inflacja będzie wracała do celu NBP na poziomie 2,5 proc. To zwykle jest cecha prognoz inflacyjnych, często pokazują, że inflacja w przyszłości ma zbiegać tam, gdzie chce bank centralny. Ekonomiści po prostu wierzą w skuteczność zarządzania inflacją.
Teraz jednak prognozy inflacyjne ruszyły się w górę. Prognoza na 2022 r. wynosi 2,9 proc. i jest wyraźnie wyższa niż w poprzednich rundach. Również oczekiwania dotyczące średniej inflacji w ciągu 5 lat zwiększają się – w obecnej rundzie wynoszą 2,9 proc., wobec 2,7 proc. w grudniowej rundzie prognoz. Widać zatem, że panuje przekonanie, iż NBP pozwoli na kształtowanie się dynamiki cen powyżej swojego celu – nie znacząco, ale jednak powyżej.
Jednocześnie istotnym zmianom nie uległy prognozy stóp procentowych. Zagregowana prognoza średniej stopy referencyjnej NBP na 2022 r. wynosi w obecnej rundzie niemal tyle samo, co w poprzedniej – 0,2 proc. Ponieważ obecnie stopa ta wynosi 0,1 proc., to by oznaczało praktycznie brak podwyżek kosztu pieniądza w Polsce, mimo wzrostu inflacji. Pewien wzrost oczekiwań dotyczących zmian stóp widać w prognozach na osiem kwartałów do przodu, czyli na przełom 2022/2023 roku – oczekiwania wzrosły o ok. 0,2 pkt proc. Ale to raptem jedna mała podwyżka.
Dlaczego ekonomiści nie przewidują wzrostu stóp procentowych? Jeden powód jest taki, że sądzą zapewne w większości, że lekko podwyższona inflacja będzie niezbędnym elementem pokryzysowego krajobrazu - wszędzie na świecie. Drugim powodem może być fakt, że NBP słowami prezesa Adama Glapińskiego otwarcie obiecuje, że co najmniej do połowy 2022 r. nie będzie zmieniał stóp.
Wydaje mi się jednak, że prawdopodobieństwo wzrostu stóp narasta i to jest element, który – wbrew prognozom – warto wziąć pod uwagę.
