Takie przypadki zasługują na krytykę, bo wielu inwestorów przy podejmowaniu decyzji kieruje się deklaracjami zarządów firm. Nie zraża to jednak niektórych prezesów przed kolejnymi śmiałymi zapowiedziami. Wczoraj Marek Stefański, prezes Pol-Aquy, obiecał poprawę wyników w 2009 r. o 20-25 proc. Gracze tego nie kupili (kurs spadał przez całą sesję, na zamknięciu o 30,7 proc.), co nie powinno szczególnie dziwić, i to z kilku powodów. Przed rokiem spółka nie zrealizowała prognoz przychodów i zysku operacyjnego, a szacunki zysku netto były zgodne z planem tylko do momentu, aż sprawozdania nie zbadał biegły rewident. Wówczas zysk "stopniał" o 10 proc. do 50 mln zł. Takie korekty (niestety, zwykle in minus) zdarzały się już w tej firmie.
Inwestorzy podeszli z dystansem do deklaracji prezesa Pol-Aquy, bo trudno przypuszczać, że powody odwołania prognoz, przedstawione przez spółkę w uzasadnieniu (m. in. destabilizacja sytuacji makroekonomicznej, spowodowana kryzysem finansowym) przestaną być aktualne w przyszłym roku. Wyjaśnienia zarządu Pol-Aquy nie przekonują też analityków. Maciej Stokłosa z DI BRE Banku zwraca uwagę, że sytuacja makroekonomiczna ma ograniczony wpływ na bieżące wyniki spółek budowlanych, dlatego jego zdaniem prawdziwą przyczyną odwołania prognoz są zbyt optymistyczne założenia przyjęte przez firmę przy ich publikacji. Przypomnijmy, że większość konkurentów Pol-Aquy odnotowała dobre lub bardzo dobre wyniki.
W wielu innych przypadkach reakcja inwestorów była równie nerwowa, jak przy Pol-Aqua. Wczoraj najmocniej ucierpiała Kolastyna, którą gracze ukarali za odwołanie ambitnych (sądząc po dotychczasowych rezultatach) prognoz na ten rok. Mocno spadały też notowania Resbudu, Optopolu (to tegoroczny debiutant), Tritonu i PGF-u. Wcześniej za drastyczne obniżenie prognoz cięgi zebrały m.in. Ciech i TIM. Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec serii fatalnych doniesień z firm, bo warunki rozwoju przedsiębiorstw w Polsce zmieniają się na gorsze.
Widać to w komentarzach zarządów, uzasadniających zmianę planów. Wspólnym mianownikiem jest tu osłabienie koniunktury gospodarczej w kraju i na najważniejszych rynkach zagranicznych (czyli w Unii Europejskiej i w Rosji oraz na Ukrainie), które przekłada się na zmniejszenie popytu na wyroby i usługi firm. Spółki podkreślają też niestabilność na rynkach surowcowych i dużą zmienność kursów walut, co utrudnia prognozowanie wartości przychodów i zysków. Założenia, które przyjmowano już nie tylko na początku roku, ale nawet 2-3 miesiące temu (wtedy prognozę po raz pierwszy obniżały trzy wspomniane spółki, a także JW Construction), okazały się jak widać nadmiernie optymistyczne. W wielu przypadkach nowe prognozy są nawet niższe niż ubiegłoroczne rezultaty. To niepokojące, bo rośnie prawdopodobieństwo ostrego hamowania gospodarki już w trwającym kwartale.
Zobacz, komu przyznaliśmy czerwone kartki za recydywę i kto może być nastepny. Więcej we wtorkowym Pulsie Biznesu!