Aptekarze uważają, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie ma prawa potrącać im pieniędzy z kontraktu, jeśli zrealizowali receptę zawierającą drobne - według nich - uchybienia. Fundusz twierdzi, że realizuje bowiązujące prawo.
O skutkach kontroli aptek przez NFZ napisała poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza". Lubuscy aptekarze, którym Fundusz potrącił kwoty refundacji, zamierzają pozwać NFZ.
Jeśli wypisany lek znajduje się na listach leków refundowanych, ubezpieczony nabywa go w aptece po niższej cenie, zaś różnicę pomiędzy tym, co zapłacił pacjent, a rzeczywistą ceną leku, zwraca aptece NFZ. NFZ ma prawo kontrolowania zarówno aptekarzy, w zakresie realizacji recept na leki refundowane, jak i lekarzy takie recepty wystawiających.
"Uchybienia są, ale formalistyczne" - powiedział PAP prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Andrzej Wróbel. Czasami na pieczątce lekarza brakuje telefonu, na recepcie nie ma kodu oddziału NFZ, do którego należy pacjent. Wróbel przyznał, że recepta to pewnego rodzaju czek, a apteka ma prawo nie wydać leku pacjentowi, który przyjedzie "z czekiem niestarannie wypełnionym". "Ale z drugiej strony, wydanie leku to uprawnienie pacjenta, a czasami niewydanie leku może mieć zgubne skutki dla jego zdrowia. Zdarza się więc, że aptekarz wydaje lek narażając się na utratę pieniędzy" - dodał.
Rzeczniczka NFZ Renata Furman powiedziała PAP, że rozporządzenie ministra zdrowia określa dokładnie, co ma być umieszczone na recepcie, zaś NFZ potrąca kwoty refundacji na mocy art. 498 Kodeksu cywilnego. Przepis ten dopuszcza potrącenie wierzytelności w sytuacji, gdy dwie osoby są wobec siebie dłużnikami, wierzytelności są wymagalne i można ich dochodzić przed sądem lub innym organem państwowym.
Lubuskie pozwy nie będą pierwszymi pozwami aptekarzy przeciwko płatnikowi. Rzeczniczka oddziału NFZ we Wrocławiu poinformowała PAP, że na Dolnym Śląsku od 2001 roku aptekarze złożyli do sądów siedem pozwów przeciwko istniejącej wówczas Dolnośląskiej Kasie Chorych. "Wszystkie pozwy sądy oddalały w całości. Wyroki są już prawomocne, ostatni uprawomocnił się w 2004 roku" - powiedziała.
Inspektorzy Dolnośląskiej Kasy Chorych we Wrocławiu zakwestionowali w spornych sprawach m.in. recepty, na których m.in. nie było podpisu lub pieczątki lekarza, na druku brakowało daty czy numeru kontraktu z kasą. Podważono też recepty wystawiane na nieprawidłowym druku.
Mierzwińska powiedziała PAP, że w uzasadnieniu jednego z wyroków napisano, że chybiony jest zarzut aptekarzy, że za braki na recepcie odpowiada jedynie lekarz. "W jednym z uzasadnień wyroku sąd napisał, że +apteka nie jest bowiem jedynie sprzedawcą i wykonawcą zlecenia wydania leku, lecz zobowiązana jest do kontroli recepty pod względem formalnym+" - relacjonowała Mierzwińska.