Arbitraż międzynarodowy wygrywa małym kosztem

Krzysztof Buczek
opublikowano: 2002-04-19 00:00

Na początku maja w sądzie arbitrażowym Elektrim znów zetrze się z DT Mobil o udziały w PTC. Eureko myśli o procesowaniu się w Sztokholmie z MSP w sprawie PZU. Polskie kłótnie wychodzą poza Polskę, bo międzynarodowe sądy arbitrażowe pozwalają szybciej i taniej rozstrzygać spory.

Gdy dojdzie do sporu biznesowego między firmami pochodzącymi z różnych krajów, a negocjacje nie przynoszą rezultatu, konieczne staje się oddanie sprawy do sądu. Ale — czy zdecydować się na sąd państwowy czy też wybrać trybunał arbitrażowy? Procesowanie się przed sądami powszechnymi obcego kraju nie cieszy się popularnością. Zazwyczaj ciągnie się latami, jest kosztowne i nie daje komfortu poufności. Stąd coraz większa popularność usług międzynarodowych sądów arbitrażowych, które dają stronom większą elastyczność, a przede wszystkim pozwalają zaoszczędzić czas, nerwy i pieniądze.

10 maja 2002 r. ma się odbyć kolejna rozprawa w konflikcie Elektrimu z DT Mobil o udziały w PTC.

Spór toczy się przed sądem arbitrażowym w Wiedniu.

DT Mobil, należący do grupy Deutsche Telekom, wniósł w październiku 1999 r. do wiedeńskiego sądu arbitrażowego pozew przeciwko Elektrimowi, BRE Bankowi, Kulczyk Holding i Warcie. Niemcy zakwestionowali zakup przez warszawski holding od tych spółek udziałów Polskiej Telefonii Cyfrowej. Po transakcji Elektrim przejął kontrolę nad PTC.

W odpowiedzi Elektrim złożył kontrpozew. Zarzucił Niemcom m.in. skupowanie udziałów PTC przez podstawione podmioty. Rok później warszawska spółka szukając inwestora dla telekomunikacyjnej części holdingu przeniosła udziały w PTC do Elektrimu Telekomunikacja. Część udziałów ET kupił natomiast francuski koncern medialny Vivendi. Te operacje również zostały zaskarżone przez Niemców. W tej chwili trwają przesłuchania dodatkowych świadków, które prowadzą polskie sądy w porozumieniu z wiedeńskim arbitrażem.

MSP kontra Eureko

Do międzynarodowego sądu arbitrażowego w Sztokholmie może wkrótce trafić spór Ministra Skarbu Państwa z paneuropejskim holdingiem Eureko w sprawie PZU. Zarejestrowany w Holandii inwestor, posiadający wraz z BIG BG 30 proc. akcji polskiego ubezpieczyciela, twierdzi, że resort skarbu nie wywiązuje się z umów zawartych w procesie prywatyzacji PZU. Eureko skierował skargę do rządu holenderskiego na postępowanie MSP, powołując się na umowę międzyrządową o wzajemnym wspieraniu inwestycji. Strony mają teraz pół roku (do września) na rozwiązanie sporu w drodze negocjacji. Jeżeli nie dojdzie do ugody, to zgodnie z umową międzyrządową spór może trafić do trybunału arbitrażowego w Sztokholmie. Na razie minister Wiesław Kaczmarek uważa wszczęcie tej procedury za falstart, a Eureko liczy na sukces negocjacji.

Trwa seria nieregularnych, cichych spotkań. Nie przynoszą jednak rezultatów.

Arbitraż daje więcej

Aby kłótnie inwestorów mogły być skutecznie rozpatrzone przez sąd arbitrażowy, konieczne jest zawarcie przez strony odpowiedniej umowy (klauzuli). Wszczęcie procedury wymaga określenia stron, przedmiotu i okoliczności sporu, żądania pozwu i wszelkich zarzutów, podstawy prawnej roszczenia, liczby i sposobu wyboru arbitrów, klauzuli arbitrażowej wiążącej strony, informacji dotyczących miejsca arbitrażu.

Niektóre sądy arbitrażowe wymagają też wniesienia kopii dokumentów potwierdzających roszczenia i zarzuty, a czasem także uiszczenia opłaty rejestracyjnej lub zaliczki na poczet opłat administracyjnych, które np. w Instytucie Arbitrażu przy Szwedzkiej Izbie Handlowej wynoszą 1 tys. EUR (3,6 tys. zł), w paryskim CIďA przy Międzynarodowej Izbie Handlowej — 2,5 tys. USD (10 tys. zł). Postępowanie wszczyna się w momencie wniesienia pozwu albo wspomnianej opłaty. Sądownictwo polubowne pozwala stronom wybierać arbitrów oraz decydować o procedurze.

— Istnieje więc możliwość skorzystania z pomocy ekspertów, zwłaszcza z zakresu handlu międzynarodowego. Jest też duża szansa na szybsze, trwające średnio 8-10 miesięcy, i mniej formalistyczne niż w sądownictwie państwowym, rozstrzyganie sporów. Arbitrzy orzekają nie tylko na podstawie przepisów, ale biorą też pod uwagę wolę stron, zwyczaje handlowe i zasady słuszności. Na szybkość postępowania wpływa także jednoinstancyjność i prostsza procedura — wyjaśnia Andrzej Tynel, radca prawny z kancelarii Backer & McKenzie, prezes Polskiego Stowarzyszenia Sądownictwa Polubownego.

Liczą się niskie koszty

Strony ponoszą koszty honorariów arbitrów, opłaty rejestracyjne, koszty administracyjne sądu, koszty ekspertów, świadków, tłumaczeń, podróży arbitrów.

— Koszty są niższe niż w sądach powszechnych z uwagi na krótszy cykl procesu i niższe koszty zastępstwa procesowego. Nie ma obowiązku korzystania z pomocy prawników — dodaje Andrzej Tynel.

Na świecie działa kilkadziesiąt stałych sądów arbitrażowych. W Polsce są dwa, w Warszawie i Gdyni.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface