Ilu jest w Polsce architektów? Wielu. A ilu harleyowców? Też sporo. Ale jest tylko jeden architekt-harleyowiec... właściciel szpitala.
Piotr Gerber na pewno nie jest zwyczajnym dyrektorem szpitala. Zdarza się, że do pracy przyjeżdża na harleyu, a w gabinecie powiesił zabytkowe pocztówki o Wrocławiu — część jednej z największych takich kolekcji na świecie.
Na pytanie, czy nie bał się wchodzić w biznes medyczny, odpowiada:
— No pewnie, że się bałem! Jednak politycy obiecywali, że „pieniądze pójdą za pacjentem”. Postanowiłem zaryzykować i stworzyć szpital, do którego przyjdą i pacjenci, i pieniądze — tłumaczy Piotr Gerber, prezes i współwłaściciel szpitala Euromedicare.
Najpierw znalazł wspólnika — prof. Jarosława Leszczyszyna, jednego z najlepszych w kraju specjalistów od chirurgii przewodu pokarmowego, który został dyrektorem do spraw medycznych. Przez dwa lata przygotowywali projekt inwestycji, wynajęli firmę, która sondowała oczekiwania pacjentów. W styczniu 2001 r. ruszyło przedsiębiorstwo Euromedicare, Prywatny Szpital Specjalistyczny z Przychodnią. Właściciele liczą, że inwestycja zwróci się po 10 latach. Pieniądze — 20 mln zł — pochodzą m.in. z kredytów. Firma zatrudnia 83 osoby, na siedmiu oddziałach są 52 łóżka.
— Przez dwa, trzy miesiące nie mieliśmy zbyt wielu pacjentów, ludzie przyzwyczajali się, że w takich warunkach można się leczyć za darmo — opowiada Piotr Gerber.
Te warunki to m.in. pokoje z łazienką, telewizorem i internetem. A za dopłatą prasa, jednoosobowy pokój i hotelowa obsługa. Szpital — jako pierwszy w Polsce — otrzymał certyfikat ISO 9001:2000.
Na początku działalności Euromedicare pojawiły się oskarżenia wrocławskich szpitali budżetowych.
— Mały szpitalik, a dostał duże kontrakty! Poza tym oni wybierają sobie „rodzynki”, czyli takich pacjentów, których nie trzeba długo i kosztownie leczyć — mówią lekarze z innych placówek.
Szpital ma m.in. oddziały chirurgii przewodu pokarmowego, ortopedii, urologii.
— To chyba normalne, że prywatna firma decyduje o profilu działalności — odpowiada Piotr Gerber.
Właścicielom szpitala sen z powiek spędzają codzienne potyczki z Narodowym Funduszem Zdrowia. W marcu zdarzyło się, że lekarze dzwonili do pacjentów i przesuwali poważne operacje przewodu pokarmowego. Powód? Obcięte przez resort zdrowia kontrakty.
— Dlaczego nie znajdzie się ktoś, kto powie ludziom wprost, że w tym kraju nie ma wystarczająco pieniędzy, by leczyć wszystkich? — denerwuje się Piotr Gerber.