ARR już nie mierzy w prezesa UZP

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2013-03-04 00:00

Agencja nie złożyła broni w sądowej potyczce z Jackiem Sadowym, ale przestała oskarżać go o stronniczość.

To mógł być bezprecedensowy spór między dwoma urzędami centralnymi — z premierem Donaldem Tuskiem jako arbitrem. Mógł, ale nie będzie, bo po publikacji „Pulsu Biznesu” Agencja Rynku Rolnego (ARR) wycofała się z konfrontacji z Urzędem Zamówień Publicznych (UZP). Jak informowaliśmy w połowie lutego, oskarżyła przed sądem Jacka Sadowego, prezesa przetargowego regulatora, o stronniczość i zażądała wyłączenia go ze sprawy.

Poszło o kontrakt, który ARR zawarła z Comarchem na utrzymanie systemów informatycznych. Nie jest to szczególnie wartościowe zamówienie (krakowska firma dostanie za niego przez rok 6 mln zł netto), jednak dla UZP istotne było to, że jest kolejnym udzielonym z wolnej ręki, bez przetargu. Dlatego urząd poszedł do sądu. Agrarna agencja poczuła się nękana, bo nie pierwszy raz UZP rzucił jej kłody pod nogi.

Choć ARR zrezygnowała z ostrej konfrontacji z regulatorem, podtrzymuje negatywną opinię na temat jego działań. Jak głosi jej pismo do sądu, „cofnięcie wniosku nie wynika ze zmiany oceny okoliczności, które legły u jego podstaw i zostały obszernie przytoczone w uzasadnieniu tego wniosku”. Agencja jako powód podaje publikacje prasowe, według których chciała ona pozbawić prezesa UZP ustawowych kompetencji. Prawniczy wybieg, który chciała zastosować ARR, był możliwy, ponieważ szef urzędu — choć jest organem państwowym, którego nie można oskarżyć o stronniczość — jest również osobą fizyczną, wobec której można sformułować taki zarzut. Jeśli udałoby się wykluczyć ze sprawy Jacka Sadowego, skarga szefa UZP trafiłaby do kosza. Zgodnie z prawem zamówień publicznych, do działań prezesa UZP — w zakresie wnoszenia skarg i przystępowania do postępowań sądowych — stosuje się przepisy kodeksu postępowania cywilnego o prokuraturze. Te zaś odsyłają częściowo do przepisów o sędziach i ławnikach, których można wyłączyć z rozprawy, jeśli ich bezstronność budzi wątpliwości. Prawo mówi, że sąd powinien zapytać o opinię przełożonego, czyli — w przypadku szefa UZP — premiera Donalda Tuska.

— Naszą intencją było skorzystanie z przysługującej każdej stronie procesu cywilnego gwarancji procesowej — przekonuje ARR.

Prezes Urzędu Zamówień Publicznych nie komentuje wycofania wniosku przez ARR.

— UZP nie będzie komentować decyzji procesowych. Na tę sprawę należy patrzeć przez pryzmat rozstrzygnięcia przez sąd skargi — ucina Anita Wichniak-Olczak, rzecznik urzędu. Bitwa ARR z UZP ma też czysto biznesowy aspekt. W ubiegłym roku chrapkę na kontrakt z ARR miało Asseco. Agencja zawarła go jednak z Comarchem, który zbudował i od wielu lat utrzymuje jej system. Rzeszowskiemu gigantowi nie udało się podważyć zamówienia w Krajowej Izbie Odwoławczej. Pozostaje mu więc kibicowanie UZP w sądowym sporze z agencją.