Atom za polskie pieniądze

Nie wiadomo, kto sfinansuje polski atom, ale wiadomo, że będą to pieniądze krajowe. Inwestor pojawi się wtedy, gdy pierwszy blok będzie już stał.

Atom odegrał główną rolę w dyskusjach energetycznych podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Temat narzucił Krzysztof Tchórzewski, minister energii. Już pierwszego dnia zadeklarował w kuluarach, że w finansowaniu tej potężnej inwestycji nie wezmą udziału, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, ani energetyczny Tauron, ani miedziowy KGHM. Kolejne dni energetycy spędzili więc na spekulowaniu, kto i kiedy wyłoży 70-75 mld zł na budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. — Moim zdaniem, kwestia finansowania atomu jest już dookreślona i można to przedstawić Radzie Ministrów — zadeklarował z kolei ostatniego dnia kongresu Józef Sobolewski, dyrektor departamentu energii jądrowej w Ministerstwie Energii (ME).

OSTROŻNI I PEWNI: Chętny do budowy polskiego atomu jest francuski EDF, reprezentowany przez wiceprezesa Brunona Blotasa. Nie chce jednak szacować, ile inwestycja mgłaby kosztować. Resort energii mówi o 15 mln zł za 1 MW energii.
Zobacz więcej

OSTROŻNI I PEWNI: Chętny do budowy polskiego atomu jest francuski EDF, reprezentowany przez wiceprezesa Brunona Blotasa. Nie chce jednak szacować, ile inwestycja mgłaby kosztować. Resort energii mówi o 15 mln zł za 1 MW energii. fot.michał legierski

15 mld zł na pierwszy blok

Szczegółów tego, kto w finasowaniu będzie uczestniczył, Józef Sobolewski nie podał. Podtrzymał natomiast, że w pierwszej fazie mają to być pieniądze „polskie”, czyli krajowych firm państwowych i instytucji.

— Jeśli sami sfinansujemy pierwszy etap budowy, elektrownia zostanie postawiona i będzie już produkować energię, to do kolejnych etapów ustawi się kolejka inwestorów — przekonywał Józef Sobolewski. Miał na myśli przyszłą sprzedaż udziałów w elektrowni. W tym modelu konstruowano, a następnie sprzedawano udziały w elektrowniach np. w USA. Pierwszy etap budowy będzie droższy od kolejnych ze względu na inwestycje w infrastrukturę.

— Szacujemy, że w pierwszym etapie będziemy budować elektrownię przy koszcie 15 mln zł za megawat, co daje 15 mld zł w przeliczeniu na blok o mocy 1000 MW. Drugi etap będzie prawdopodobnie tańszy o 20 proc., a następny — o kolejne 20 proc. — zapowiedział Józef Sobolewski.

W ostatnich tygodniach pojawiły się spekulacje, że z ostateczną decyzją dotyczącą atomu rząd wstrzyma się ze względu na jesienne wybory samorządowe. Polityczna decyzja tego kalibru miałaby być zbyt ryzykowna w gorącym przedwyborczym okresie. — W ogóle nie wiązałbym tego z wyborami samorządowymi — podkreślił jednak Józef Sobolewski.

EDF w blokach startowych

Wśród firm bacznie obserwujących polskie plany jądrowe jest francuski EDF, który wchłonął niedawno atomową Arevę.

— Jesteśmy gotowi przedstawić ofertę — zapewnił Bruno Blotas, wiceprezes EDF ds. rozwoju projektów jądrowych. Do szacunków związanych z kosztami budowy elektrowni w Polsce podchodzi jednak ostrożnie, skoro nieznana jest jeszcze choćby lokalizacja (w grę nadal wchodzą dwa miejsca nad Bałtykiem).

— Żeby poznać cenę, trzeba zorganizować przetarg — stwierdził Bruno Blotas. Do ewentualnego przetargu ME zaprosi też inwestorów z Azji.

— To decyzja polityczna. Można zwrócić się do Rosatomu, który okazałby się pewnie najtańszy, ale raczej nie o to nam chodzi — stwierdził Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Bangladesz dał radę

Sceptyczny co do możliwości sfinansowania polskiego atomu jest Konrad Świrski, ekspert związany z Politechniką Warszawską. — Energetyka jądrowa nie jest przystosowana do dzisiejszego modelu rynku energii. Kiedyś finansowano ją, zwiększając rachunki odbiorców, dziś np. Wielka Brytania zdecydowała się na kontrakt różnicowy [gwarantujący stałą cenę odbioru energii z bloku jądrowego — red.]. Skoro Polska odrzuca ten model, zostaje nam własna gotówka — uważa Konrad Świrski.

Skąd polska energetyka ma ją wziąć?

— Z dystrybucji, która daje dziś dobre wyniki? To by oznaczało, że atom zabije inne możliwości inwestowania. Mamy problem z finansowaniem przy doskonałej koniunkturze gospodarczej. Co będzie, gdy przyjdzie kryzys? Dlatego jestem sceptyczny. Nie znajdziemy pieniędzy na atom — stwierdził ekspert.

— Tym, którzy zastanawiają się, czy nas stać, czy nie stać, przypominam, że ostatnio Bangladesz wylał beton pod reaktor nuklearny. To oznacza, że finanse nie są największym problemem — argumentował Józef Sobolewski.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Atom za polskie pieniądze