Automatyczny ratownik w każdym samochodzie

opublikowano: 20-03-2014, 00:00

System eCall niedługo będzie obowiązkowy w każdym nowym aucie w UE. Ma ratować życie i zdrowie. Dlatego nikt nie będzie narzekał na wyższe ceny aut.

Pod koniec lutego 2014 r. Parlament Europejski (PE) przegłosował, że usługa eCall będzie obowiązkowa dla każdego nowego auta osobowego i dostawczego sprzedawanego na terenie UE. Ma się to przyczynić się do zmniejszenia liczby śmiertelnych wypadków drogowych w Europie. Dzięki eCall informacja o poważnym wypadku zostanie automatycznie wysłana do służb ratunkowych.

Będzie zawierała dokładną lokalizację auta, czas wypadku, kierunek jazdy. System musi być przyjęty przez państwa członkowskie. Ma to nastąpić do końca tego roku. Od kiedy będzie działał? PE zdecydował, że od października 2015 r. eCall będzie obowiązkowo montowany we wszystkich nowych samochodach. W Polsce za funkcjonowanie systemu powiadamiania ratunkowego odpowiada Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAiC).

— W ramach tego systemu działają Centra Powiadamiania Ratunkowego, które obsługują zgłoszenia alarmowe kierowane na numer 112, a docelowo będą także obsługiwane zgłoszenia z systemu eCall — informuje Artur Koziołek, rzecznik MAiC. Dodaje, że październikowa data nie jest jeszcze ostateczna. — Na szczeblu UE wciąż trwają prace nad projektem. Nie wyklucza się możliwości przesunięcia terminu na koniec 2016 roku — mówi rzecznik.

Cena życia

Europejscy urzędnicy podkreślają, że stworzenie publicznego, działającego na terenie całej UE systemu telefonów alarmowych jest bardzo ważnym działaniem na rzecz bezpieczeństwa użytkowników ruchu drogowego. W Europie co roku mogłoby ocaleć około 2,5 tys. osób, a obrażenia nie musiałyby być tak poważne w dziesiątkach tysięcy przypadków — twierdzą.

System eCall ma być wolny od opłat dla dobra każdego kierowcy w Europie. Oczywiście chodzi o opłaty za połączenia czy za rodzaj abonamentu. Za samo urządzenie, które będzie musiało się w samochodzie znaleźć, trzeba będzie zapłacić. Ile? Według Komisji Europejskiej, około 100 euro. Jak jednak podkreśla PE — system jest usługą użyteczności publicznej i powinien być dostępny bezpłatnie. Czy jednak będzie? Producenci i dystrybutorzy nie pozostawiają złudzeń.

— System ma za zadanie po poważnym wypadku samoczynnie wezwać służby ratunkowe. Dzięki lokalizacji policjanci, załoga karetki lub straż pożarna wiedzą, gdzie należy się kierować i to natychmiast po zdarzeniu. To ważne, bo często stan kierowcy nie pozwala mu samodzielnie wezwać odpowiednich służb. Systemu można też użyć, gdy nie ma wypadku, ale np. pasażer dozna zawału. Unijnym politykom ten pomysł spodobał się tak bardzo, że chcą niedługo narzucić producentom to rozwiązanie jako obowiązkowe. To dobra intencja, ale ktoś musi za to zapłacić. I ten ktoś nazywa się „klient” — mówi Mariusz Nycz, dyrektor sprzedaży w Volvo Auto Polska. Na szczęście według Macieja Gorzelaka z Toyoty Motor Poland raczej nie będzie drogo.

— To będzie raczej kilkanaście niż 100 euro, bo to w końcu tylko czytnik karty. Ale prawdziwych kosztów jeszcze nie znamy — mówi Maciej Gorzelak.

Warte każdej ceny

Co ciekawe — sam system eCall nie jest żadną nowością. Nowością jest obowiązek posiadania go w każdym aucie. Marki Premium oferują podobne rozwiązania ponad 10 lat.

— W Volvo system nazywa się On Call. Jego najnowsza generacja spełnia wszystkie założenia systemu alarmowego i pozwala sprawdzić, gdzie znajduje się pojazd, ile jest w nim paliwa, jaka panuje w nim temperatura, w jakim jest stanie technicznym, czy ma domknięte szyby itd. — informuje Mariusz Nycz. Sęk w tym, że takie systemy rzadko są składnikiem standardowego wyposażenia. Trzeba za nie dodatkowo zapłacić od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych (zależnie od marki mogą bowiem być instalowane np. razem z droższym modelem systemu nawigacyjnego).

Poza tym nie wszyscy producenci oferują takie rozwiązanie. I im tańsze auto, tym procentowo bardziej odczuwalne są w jego cenie takie systemy. Unia Europejska chce, by każde nowe auto było za jakiś czas wyposażone w układ kontroli trakcji, ABS, poduszki powietrzne i… na tym się na pewno nie skończy.

Także coraz nowsze normy emisji spalin podnoszą koszty produkcji samochodów, wymuszając coraz bardziej skomplikowaną budowę silnika. I tu dochodzimy do trudnej do rozstrzygnięcia sprawy. Czy klient powinien mieć wybór, czy też powinno mu się pewne rozwiązania narzucać?

— Odpowiedzią może być nasze nieoficjalne powiedzenie, że cenę droższego samochodu, jakim jest Volvo, zrozumie się dopiero wtedy, gdy ma się nim pierwszy poważny wypadek — mówi Mariusz Nycz.

20 proc. mniej

Szacuje się, że koszt wyprodukowania nowoczesnego (również pod względem bezpieczeństwa) samochodu jest dziś wyższy o około 20 proc. niż 15 lat temu. To cena, jaką płacimy właśnie za bezpieczeństwo. Czyli systemy aktywne i bierne, za nowe materiały. Do tego dochodzi koszt badań i projektów. Opłaca się? Volvo postanowiło to sprawdzić. Jego centrum badawcze poddało testowi zderzeniowemu dwa modele V70: jeden prawie nowy, drugi kilkunastoletni.

— Mimo że starszy egzemplarz był w swoim czasie wzorem bezpieczeństwa, wypadł w tym teście dużo gorzej od następcy. Jego kierowca nie opuściłby auta bez szwanku. Kierowcy nowego V70 włos z głowy nie spadł — twierdzi Mariusz Nycz. Sylwester Pawłowski, ekspert ds. bezpieczeństwa flot samochodowych z firmy Swiadomykierowca.pl, podkreśla, że jako klient nie lubi obowiązkowych dopłat podnoszących cenę produktu.

— Szczególnie, kiedy nie potrafię ocenić ewentualnych korzyści. Natomiast jako świadomy kierowca jestem zwolennikiem technologii, dzięki której moje życie i przyszłość mojej rodziny będą bardziej chronione niż dotychczas. Niestety nie ma róży bez kolców. Nie chciałbym, aby eCall stał się wyłącznie mniej lub bardziej kosztownym dodatkiem do auta ze względu na np. kulejący system ratunkowy i numer 112. Do dzisiaj nie działa on prawidłowo, więc zautomatyzowanie komunikacji wyłącznie między pojazdem a numerem 112 może być w Polsce źródłem wielu problemów o daleko idących konsekwencjach — komentuje Sylwester Pawłowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN BOŁTRYK

Polecane