Automatyzacja zastępuje karty

Karol Wieczorek
opublikowano: 1999-04-19 00:00

Automatyzacja zastępuje kraty

Potrzeba marketingowa poprawiła bezpieczeństwo w bankach

DETAL REWOLUCJĄ: Jeszcze dwa lata temu automatów kasowych i multisejfów było w Polsce kilka. Prawdziwy przełom nastąpił wraz z pojawieniem się nowych sieci bankowości detalicznej. Dopiero teraz na takie produkty zaczęły zwracać uwagę tradycyjne banki — mówi Krzysztof Kołodziejczyk, dyrektor działu techniki bankowej w firmie Emax. fot. ARC

Tradycyjne zabezpieczenia w bankach pozostawiają wiele do życzenia. Poprawę bezpieczeństwa niesie automatyzacja kasowa, która niestety sprawdza się tylko w oddziałach obsługujących klientów indywidualnych. Na razie rozwiązania takie stosują głównie nowe sieci detaliczne.

Dla banków bezpieczeństwo jest tematem tabu. Żaden z przedstawicieli instytucji, do których zwróciliśmy się o komentarz, nie chce się na ten temat wypowiadać. Bardziej skłonni do nieoficjalnych rozmów są specjaliści zajmujący się systemami zabezpieczeń. Ich zdaniem, zapewnienie bezpieczeństwa w oddziałach banków opiera się głównie na ludziach, którzy mogą przecież zawieść. Szyby odgradzające kasjerów i pieniądze od klientów tylko niekiedy są rzeczywiście kuloodporne. Pozostałe spełniają raczej rolę atrap. Tak czy inaczej obsługa klienta w starym wydaniu zaczyna być niewystarczająca. Dość dawno zauważono to na Zachodzie, tworząc tzw. banki otwarte.

Przypadek marketingowy

— Powstanie banku otwartego, czyli placówki, w której kasjer nie jest oddzielony od klienta zaporami typu szyby kuloodporne, było przede wszystkim dobrym chwytem marketingowym. Kiedy jednak zlikwidowano bariery ochronne, pojawiła się konieczność zapewnienia bezpieczeństwa przechowywanym pieniądzom. Próbowano różnych sposobów, ale problem udało się rozwiązać dopiero za pomocą nowoczesnej bankowości elektronicznej. Jej podstawą są głównie małe, kilkuosobowe oddziały wyposażone w urządzenia samoobsługowe oraz wielofunkcyjne bankomaty. Aby ułatwić i zabezpieczyć wewnętrzną pracę takich placówek, używa się automatów kasjerskich, nazywanych również dyspenserami — informuje Krzysztof Kołodziejczyk, dyrektor działu techniki bankowej w firmie Emax.

Maszyny takie zastępują tradycyjne kasy, zabezpieczając jednocześnie w znacznie lepszy sposób przechowywane w nich pieniądze. Ogólna zasada ich działania jest zbliżona do funkcjonalności bankomatu z tą różnicą, że używają ich kasjerzy. Takie rozwiązanie ma spory walor psychologiczny, bowiem pieniądze przechowywane w danym oddziale są niewidoczne dla ewentualnych złoczyńców.

Rychło w czas

Oprócz tego ochrona zgromadzonych środków odbywa się za pomocą opóźnień czasowych przy wypłacie gotówki. Banki mają tutaj pełną dowolność ustalania pewnych limitów wypłat dokonywanych natychmiast i tych, które odbywają się po kilku czy kilkunastu minutach. Tylko ich sprawą jest, czy skorzystają z możliwości programowania takich ograniczeń.

— Obowiązkowym zabezpieczeniom czasowym podlegać musi zamek urządzenia. W ten sposób można zminimalizować ryzyko większych kradzieży, bo trudno sobie wyobrazić, aby osoby dokonujące napadów na oddziały banków chroniących pieniądze opóźnieniami czasowymi mogły sobie pozwolić na kilkuminutowe oczekiwanie na wydanie pieniędzy — dodaje Krzysztof Kołodziejczyk.

Proceder napadów na banki wyposażone w sprzęt tego typu dodatkowo ogranicza również mała wydajność podajnika gotówki, który jednorazowo wydaje zaledwie kilkadziesiąt banknotów.

— Wszystkie badania przeprowadzane w krajach, gdzie bankowość detaliczna działa od paru lat, wskazują, iż napady na placówki wyposażone w podobne automaty są zjawiskiem marginalnym. Profesjonaliści nie napadają na takie oddziały. Zaobserwowano natomiast inne, ciekawe zjawisko. Zdesperowani przedstawiciele nizin społecznych, dokonujący napadów na tego typu placówki, zadowalają się drobnymi kwotami lub rezygnują z działania, gdy nie mogą dostać gotówki. Bardzo rzadko spotyka się eskalację agresji w momencie, gdy nie udaje się im osiągnąć celu — mówi Krzysztof Kołodziejczyk.

Raczej detal

Z tego powodu w wielu wysoko zautomatyzowanych placówkach bankowych udało się zapewnić bezpieczeństwo za pomocą nowoczesnego sprzętu, systemu alarmowego i telewizji przemysłowej, bez konieczności stałego przebywania na terenie obiektów ochrony fizycznej. Nie dzieje się tak co prawda zawsze, lecz przykładem w naszym kraju jest bankowość detaliczna w wydaniu Banku Handlowego — Handlobank. W konkurencyjnej sieci — Millennium — nadal zatrudnia się ochronę, ale w ograniczonej ilości. Mimo że w automatach kasjerskich można pomieścić nawet 1 mln zł, urządzenia te są skierowane raczej do nowoczesnych, elektronicznych banków detalicznych, gdzie z założenia nie potrzebne są większe ilości gotówki. W obsłudze klientów instytucjonalnych lepiej sprawdza się tradycyjny system kasowy.

— Na razie automaty kasowe i multisejfy stosuje się tylko w nowo tworzonych bankach detalicznych. Niebawem jednak do stosowania takich rozwiązań będą zmuszone działające już banki. Szacuje się, iż przy okazji reorganizacji jednego, tradycyjnego oddziału bankowego z zastosowaniem zautomatyzowanych urządzeń kasowych poziom zatrudnienia można ograniczyć do połowy — twierdzi Krzysztof Kołodziejczyk.

Rodzi się jednak pytanie, kiedy i jak wiele banków zdecyduje się na ograniczenie zatrudnienia.