Autorskie fundusze sukcesem mierzone

Jagoda Fryc
opublikowano: 2013-08-27 07:45

Własna strategia zarządzania aktywami nie gwarantuje ponadprzeciętnych zysków. Dla wielu zarządzających to jednak szansa na promocję własnego nazwiska

„Chcemy realnie zarabiać. Uważamy, że czas klasycznych, benchmarkowych funduszy minął” — tak decyzję o założeniu autorskiego wehikułu inwestycyjnego argumentował w ubiegłym roku Paweł Burzyński, do niedawna analityk DM BZ WBK, a dziś członek zarządu Trigon TFI. Po niespełna roku działalności jego fundusz zarobił 16,7 proc. a do portfela pozyskał 53 mln zł.

None
None

Konrad Łapiński z autorskim projektem inwestycyjnym czekał na bessę. W 2007 r. na rynku było zbyt drogo, by w nowo założonymfunduszu po kazać dobry wynik. Gdy bessa przyszła i pogrążyła giełdy, on wkroczył do akcji. Dziś z powodzeniem mnoży zyski klientów Total FIZ. Nie zawsze jednak ciekawy pomysł i znane nazwisko są gwarantem sukcesu. Eurogeddon Krzysztofa Rybińskiego miał zarabiać na globalnym kryzysie gospodarczym. Gdy produkt był tworzony wydawało się, że wielu uczestników rynku podziela kasandryczne wizje specjalisty, co przyciągnie do portfela miliony złotych. Po półtora roku działalności fundusz jest 45 proc. pod kreską, a jego aktywa nie przekraczają w5 mln zł.

— Znane nazwisko i świetny pomysł to w większości przypadków za mało, aby trwale odnosić sukcesy sprzedażowe na rynku funduszy inwestycyjnych. Zainteresowanie ze strony inwestorów to w dużej mierze efekt uzyskiwanych wyników. Wcale nie musi być on spektakularny, ważne aby był powtarzalny, wówczas klienci dostrzegą w nim wartość dodaną, będącą rezultatem dobrej pracy zarządzającego — ocenia Michał Duniec, dyrektor działu analiz w Analizach Online. I o ile klienci autorskich wehikułów nie mają gwarancji zysków, tak dla zarządzających prywatny projekt, to szansa na sprawdzenie wartości swojego nazwiska i umiejętności.

— Zarządzający tworzą takie fundusze, bo w ten sposób realizują się zawodowo. Chodzi też pewnie o wyrwanie się z korporacyjnych macek, o niezależność, o stworzenie czegoś własnego. Zarządzanie funduszem zależy wtedy wyłącznie od nich i nie muszą oglądać się na ograniczenia narzucane przez korporacyjne standardy.

Oczywiście chodzi też o większe pieniądze — uważa Bernard Waszczyk, analityk Open Finance. Od 2009 r., czyli od czasu, kiedy Konrad Łapiński przetarł szlaki kolegom zarządzającym, na krajowym rynku powstało 6 autorskich funduszy — to niewiele. Jednak zdaniem Bernarda Waszczyka, oferta będzie się powiększać.

— W przyszłości takich funduszy powinno przybywać, wzorem Stanów Zjednoczonych, gdzie osoba zarządzającego funduszem ma bardzo duże znaczenie. Wystarczy choćby przywołać postać Warrena Buffeta. Oczywiście, kluczem jest zaufanie nie tylko tym zarządzającym, którzy są znani z tego, że są znani, ale tym, którzy mogą wylegitymować się konkretnymi osiągnięciami — dodaje Bernard Waszczyk.