Azjatyckie tygrysy pokazały pazur

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-10-11 22:00

Indonezja, Malezja, Tajlandia i Singapur — te rynki odbiły od dna, a pomógł im Fed. Rajd potrwa dopóty, dopóki stopy procentowe w USA nie wzrosną

Pierwsze trzy kwartały 2015 r. nie były zbyt udane dla azjatyckich rynków wschodzących. Giełda w Dżakarcie, stolicy Indonezji, spadła o 14 proc., a inwestorzy wyprzedawali akcje z powodu rozczarowujących danych o dynamice PKB, opóźnień w wydatkach fiskalnych i niższych cen surowców. Nie pomagała też osłabiająca się rupia.

W ostatnich dniach na rynku akcji spółek indonezyjskich ceny jednak w końcu odbiły — indeks Jakarta Composite wzrósł w ciągu pięciu dni o prawie 6 proc. W tym czasie od 3 do 5 proc. zwyżkowały także pozostałe giełdy nowych azjatyckich tygrysów ekonomicznych: Malezji, Tajlandii, Filipin i Singapuru. To rezultat braku podwyżek stóp procentowych w USA, a także podpisanego kilka dni temu porozumienia dotyczącego zniesienia barier handlowych pomiędzy USA, Kanadą oraz głównymi gospodarkami azjatyckimi.

— Pozostawienie stóp procentowych za oceanem na tym samym poziomie podczas październikowego posiedzenia Fedu to odroczenie w czasie procesu umacniana się dolara, a co za tym idzie — odpływu pieniędzy z krajów rozwijających się. Silny dolar oznacza bowiem droższy koszt finansowania zewnętrznego dla deficytu fiskalnego oraz na rachunku obrotów bieżących tych gospodarek — tłumaczy Adrian Apanel z MM Prime TFI.

Wskoczyć przez okienko

Brak podwyżki stóp w USA w najbliższych miesiącach daje więc krajom azjatyckim, uzależnionym od kapitału zagranicznego, chwilę oddechu. Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI, uważa jednak, że to „okienko” nie będzie otwarte na zawsze. — Zakładam, że w pierwszych miesiącach 2016 r. Fed zabierze się za zacieśnienie polityki monetarnej, widząc, że amerykańska gospodarka jednak nie zwalnia, a ceny surowców przestają wspierać deflację. Wydaje mi się natomiast, że inwestorzy będą skłonni do wykorzystania otwierającego się okienka, w którym na kilka tygodni lub 2-3 miesiące rynki wschodzące odzyskają utraconą pozycję.

Podobnie było pod koniec 2013 r., po pierwszej fali paniki, wywołanej obawami o odpływ kapitału. Wtedy azjatyckie „tygrysy” dostały ponad rok na odrabianie strat. Teraz może być go trochę mniej — prognozuje Jarosław Niedzielewski. Na rynkach azjatyckich tygrysów można zainwestować za pośrednictwem funduszy. W Polsce dostępnych jest kilkanaście tego typu produktów i pochodzą one z oferty zagranicznych powierników.

W Tajlandii okazji szuka np. Franklin Templeton, ale na tle rywali jego zarobek jest skromny, bo sięga w skali miesiąca zaledwie 1 proc. W tym czasie JPMorgan zarobił w Singapurze niecałe 6 proc. Na giełdzie w Dżakarcie inwestuje natomiast BNP Equity Indonesia, który przez cztery tygodnie zyskał prawie 9 proc. Zarządzający funduszem postawił na takie spółki, jak Telekomunikas, Bank Central Asia czy Unilever Indonesia, i przekonuje, że firmy indonezyjskie będą dynamicznie poprawiać wyniki, a to powinno sprzyjać notowaniom.

— Bank Indonezji skorygował w dół cel w zakresie wzrostu gospodarczego, ale ogłosił równocześnie zamiar złagodzenia polityki makroostrożnościowej, co powinno pobudzić wzrost gospodarczy. Przewidujemy, że dynamika zysków spółek osiągnie poziom 5-9 proc. w 2015 r. i wzrośnie do około 15 proc. w 2016 r., szczególnie w przypadku dobrze zarządzanych firm w sektorach infrastruktury, budowlanym, nieruchomości i użyteczności publicznej — mówi Alex Wai Shing Ko, zarządzający funduszem BNP Equity Indonesia.

Co kraj, to problem

W dłuższej perspektywie wszystko zależy od kondycji poszczególnych gospodarek.A trudno jest traktować kraje tego regionu jako jednolitą grupę o podobnych cechach. Jarosław Niedzielewski wyjaśnia, że większość państw azjatyckich jest silnie powiązana z gospodarką chińską oraz japońską, a eksport odpowiada za większość PKB w Tajlandii i Malezji. W przypadku Indonezji i Filipin wymiana handlowa nie gra aż tak dużej roli.

— Indonezja, kiedyś znaczący eksporter ropy, dziś stała się jej importerem, dzięki czemu rząd nie ma takiego bólu głowy z dochodami budżetowymi jak w przypadku Malezji, która pozostaje eksporterem czarnego złota. Natomiast oba te państwa znacząco zmieniły w ciągu ostatniego roku skalę subsydiów paliwowych, które przy słabnącej walucie mogłyby drogo kosztować państwową kasę. Gwałtowny wzrost kosztów tankowania pojazdów odbił się wyraźnie na nastrojach konsumentów oraz na spadającym rynku sprzedaży samochodów — mówi Jarosław Niedzielewski.

Ekspert z Investors TFI zwraca też uwagę, że pomimo dużych, 20-procentowych spadków, wyceny na większości giełd azjatyckich nie należą do niskich. — Wskaźnik ceny do zysku znajduje się w przedziale 15-17. Ne jest to jakaś wielka okazja, biorąc pod uwagę ryzyko każdego z tych państw i ryzyko twardego lądowania Chin. Na europejskich rynkach mamy niższe wyceny, a ryzyko inwestycyjne wydaje się znacznie mniejsze — dodaje Jarosław Niedzielewski.