W epoce II Rzeczypospolitej data 6 sierpnia miała znaczenie kultowe, jako że w 1914 r. tegoż dnia z krakowskich Oleandrów wymaszerowała do zaboru rosyjskiego strzelecka kompania – Pierwsza Kadrowa. III RP tamten historyczny symbol reaktywowała, ale od 2010 r., po katastrofie smoleńskiej i zmianie kalendarza wyborczego, 6 sierpnia dość przypadkowo zyskał wymiar współczesny – akurat tegoż dnia co pięć lat rozpoczyna się kadencja głowy państwa. Kolejni prezydenci składający przysięgę wykorzystywali historyczną symbolikę wymarszu ku wyśnionej niepodległości bardzo różnie. Bronisław Komorowski uważał, że oczywiście ją odzyskaliśmy 4 czerwca 1989 r., Andrzej Duda co do zasady także, chociaż z wieloma krytycznymi uwagami, natomiast Karol Nawrocki teoretycznie również, ale zarazem postanowił wysadzić konstytucyjne fundamenty państwa.
Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 r. ustaliła nam ustrój parlamentarno-gabinetowy z jedynie domieszką prezydencką. Jej znaczenie od czasu do czasu gwałtownie zwyżkuje, najważniejsza jest okoliczność, że po wyborach parlamentarnych prezydent według całkowicie subiektywnej oceny desygnuje nowego premiera, a później zaprzysięga pod żyrandolem jego gabinet, nie przejmując się, czy rząd później uzyska w Sejmie wotum zaufania. Dwa razy w dziejach III RP prezydenci przepchnęli swoje wręcz prywatne rządy – Aleksander Kwaśniewski w 2004 r. pierwszy gabinet Marka Belki (za drugą próbą Sejm wymiękł w kwestii wotum zaufania pod groźbą natychmiastowego skrócenia kadencji), zaś Andrzej Duda w 2023 r. pamiętny dwutygodniowy wyrób rządopodobny Mateusza Morawieckiego.
Po wyborach w październiku 2027 r. Karol Nawrocki na krótko otrzyma prawdziwą władzę. Będzie trzymał przecież w ręku wszystkie sznurki podczas ucierania się międzypartyjnych koalicji w rozczłonkowanym Sejmie. Taki naprawdę decyzyjny, ale jednak niedługi epizod to za mało dla jego ambicji, dlatego od pierwszych dni kadencji owładnięty jest ideą radykalnej zmiany ustroju Polski na prezydencką modłę. Naturalnie nie dosłownie amerykańską – dodatkowych obowiązków szefa rządu absolutnie by nie chciał – lecz francuską, gdzie premier istnieje, ale jako podległy silnemu prezydentowi jedynie techniczno-wykonawczy kierownik ministrów. Dla zrealizowania tej idei Karol Nawrocki powołał przy swoim majestacie tzw. Radę Nowej Konstytucji, składającą się obecnie z 47 – ale będzie jeszcze więcej – rozmaitych postaci, z których oczywiście żadna nie należy do środowisk rządzącego obecnie tzw. konsorcjum 15 października. Prezydent silnie akcentuje, że absolutnie nie chodzi o nowelizację obecnej Konstytucji RP, lecz o uchwalenie właśnie nowej, która miałaby wejść w życie w 2030 r., czyli razem z drugą kadencją Karola Nawrockiego – reelekcja to w jego mniemaniu oczywistość. Radykalna przemiana ustrojowa była lejtmotywem czwartkowych plenerowych obchodów pierwszej rocznicy prezydentury na pałacowym dziedzińcu przy Krakowskim Przedmieściu. Ich gospodarz na razie całkowicie unika odpowiedzi na strategiczne pytanie, jak widziałby ścieżkę prawną przyjęcia nowej ustawy zasadniczej. Ta obecna w ogóle nie przewiduje procedury samolikwidacyjnej, zatem wypada przyjąć, że obowiązywałyby identyczne zasady i progi, jak przy nowelizacji. W Sejmie konieczna jest większość dwóch trzecich (czyli co najmniej 307 głosów, zakładając obecność kompletu 460 posłów), a potem w Senacie zatwierdzenie tekstu – bez tknięcia choćby przecinka – bezwzględną większością (czyli co najmniej 51 głosów, zakładając obecność kompletu 100 senatorów).
Karol Nawrocki zdaje sobie sprawę, że zgromadzenie w Sejmie wybranym w 2027 r. większości wspierającej jego pomysł to idée fixe. Bardziej realna jest większość bezwzględna w zatwierdzającym tekst nowym Senacie, no ale nowa konstytucja przecież nie wyjdzie z Sejmu. Kreatywność prezydenckich zauszników jest jednak nieograniczona, być może spróbują ścieżki… referendalnej. Teoretycznie można sobie wyobrazić zatwierdzenie tekstu nowej Konstytucji RP przez naród w powszechnym głosowaniu. Dotychczasowe doświadczenia Karola Nawrockiego w tej procedurze są bardzo mało obiecujące, w czwartek wraży politycznie Senat drugi raz odrzucił jego wniosek o przeprowadzenie absurdalnego referendum klimatycznego. Dlatego z jego instytucjonalnego punktu widzenia wyjątkowo ważny będzie wybrany w 2027 r. skład Senatu.

