10 hoteli w trzy lata, a w dekadę — nawet 50 — oto plany sieci tanich hoteli BB w Polsce. Czy realne?
Polacy nie latali samolotami, dopóki nie pojawiły się tanie linie lotnicze. Jeśli będą mogli przenocować w ekonomicznym hotelu, zaczną korzystać także z tej możliwości. Taka filozofia przyświeca BB, wywodzącej się z Francji sieci tanich hoteli, która otworzyła w Toruniu pierwszy obiekt w Polsce, a jutro wmuruje kamień węgielny w Warszawie.
W 3-4 lata firma chce mieć 10 obiektów. W 2012 r. otworzy hotel we Wrocławiu.
— Kupiliśmy działkę w Łodzi, negocjujemy w Poznaniu, Krakowie, Katowicach, Trójmieście i Warszawie. W stolicy chcemy mieć 3-4 obiekty. Mam nadzieję, że w przyszłym roku w budowie będzie pięć obiektów — mówi Krzysztof Potocki, prezes BB Hotels Polska.
10 hoteli BB to 300 mln zł inwestycji i 80 bezpośrednich miejsc pracy.
— Nie zatrudniamy wielu pracowników, większość prac zlecamy zewnętrznym firmom. W hotelu w Toruniu pracuje 8 osób — mówi prezes BB.
Plany na dziesięć lat są bardzo ekspansywne.
— Nie mamy limitu hoteli. W 10 lat chciałbym mieć ich w Polsce 30-50. O ile rynek pozwoli — zaznacza Krzysztof Potocki.
Przeszkód nie brakuje.
— Podstawowy kłopot to wysoka cena działki. Poza tym od podjęcia decyzji o budowie do uruchomienia hotelu mija dużo więcej czasu niż firmy zakładają. Po trzecie — nie ma aż tylu potencjalnych lokalizacji — uważa Krzysztof Łopaciński, wiceprezes Instytutu Turystyki.
Pięć lat temu grupa Accor zapowiedziała, że przez 60 miesięcy wybuduje 30 hoteli Ibis i Etap. Dziś tych pierwszych jest 10, drugich — 8. Hoteli Campanille z grupy Louvre (która w 2007 r. zapowiedziała w ciągu kilku lat budowę 80 obiektów ekonomicznych w Europie Środkowej) jest 8.
— Tanie hotele przydadzą się w miastach, w których jest dużo turystów. W innych miejscach poradzą sobie obiekty nastawione w tygodniu na szkolenia i konferencje, a w weekendy na imprezy rodzinne, jak wesela. Tyle że to trudno pogodzić — podsumowuje Krzysztof Łopaciński.
We Francji, gdzie firma ruszyła w 1990 r., działa 186 hoteli BB. 73 proc. akcji należy do amerykańskiego funduszu Carlyle Group.