Bajeczka o małych skrzynkach

Tomasz Teluk
opublikowano: 2008-02-14 00:00

Miesiąc przed wyborami, 20 września 2007 r., zarządy Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polkomtela podpisały trójporozumienie w sprawie cyfryzacji naziemnej. Ówczesny premier nazwał to „przełomem”, który doprowadzi do „radykalnego” zwiększenia dostępu Polaków do nowoczesnych usług multimedialnych. Każdy obywatel będzie dysponował magicznym urządzeniem, „malutką czarną skrzyneczką”, dzięki której połączy się z dziesiątkami kanałów bez „talerzy” — obiecywał Jarosław Kaczyński, mając na myśli anteny satelitarne. Na rynku miały pojawić się tanie dekodery, umożliwiające masowy odbiór programów cyfrowej jakości oraz dostęp do internetu poprzez infrastrukturę wybranego operatora komórkowego.

Minęło pięć miesięcy, a „małych skrzyneczek” w polskich domach nie było, nie ma i… nie będzie. Powód ciszy w eterze i na wizji jest prawdopodobnie bardzo przyziemny. Otóż technika rządzi się swoimi prawami i rozstawione po kraju maszty telefonii komórkowej okazują się po prostu zbyt krótkie, aby nadawać sygnał cyfrowy. Ich ewentualne podwyższenie wiązałoby się zaś z takimi kosztami, że przedsięwzięcie stałoby się zupełnie nieopłacalne.

Na razie możemy zapomnieć o olimpiadzie w Pekinie, pokazywanej w telewizji publicznej w jakości HD. Nie zobaczymy cyfrowo także naszego EURO 2012. Chyba że u Czechów czy Niemców, którzy już w 2010 r. wyłączą nadawanie analogowe. Cały świat wykorzystuje w cyfrze głównie „talerze”, dlatego wyrok wydany na nie przez poprzedniego premiera jedynie potwierdza przysłowie, że kłamstwo (także wyborcze) ma krótkie nóżki.

Tomasz

Teluk

prezes zarządu Instytutu Globalizacji