W przyszłym roku PKB będzie rósł jak przed kryzysem — prognozuje Narodowy Bank Polski
Optymistyczne prognozy nie przekonały Rady Polityki Pieniężnej do przykręcenia monetarnej śruby.
W przyszłym roku gospodarka będzie rozwijać się w tempie zbliżonym do 4,6 proc. — to najnowsza, zaskakująco optymistyczna prognoza Narodowego Banku Polskiego. Dotąd oficjalna projekcja banku mówiła zaledwie o 2,9-procentowym wzroście (to tempo zbliżone do odnotowywanego obecnie). Jeśli optymizm analityków z ul. Świętokrzyskiej się sprawdzi, koniunktura będzie więc prawie tak rozgrzana, jak przed wybuchem kryzysu.
Wbrew rynkowi
Autorzy projekcji dopiero jutro uzasadnią, skąd ten optymizm. Rynek czeka na wyjaśnienia, ponieważ większość ekonomistów bankowych spodziewa się znacznie mniej korzystnego rozwoju wydarzeń.
— Prezentacja założeń rzuci więcej światła na tę ogromną rewizję. Jesteśmy mniej optymistyczni, spodziewamy się wzrostu niższego o 1 pkt proc. — zaznacza Nora Szentivaniy, ekonomistka JP Morgan.
Większość prognoz krążących po rynku mówi, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy będzie zbliżony do tegorocznego.
— Bardzo bym się cieszył z 4,6-procentowego wzrostu. Nie wykluczam takiego scenariusza, ale biorąc pod uwagę rozwój wydarzeń na świecie, uważam go za optymistyczny. Spodziewamy się wzrostu poniżej 4 proc. — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.
Analityków instytucji finansowych przed optymizmem powstrzymuje przede wszystkim kryzys grecki, który rozlał się po całej strefie euro.
— Dane ze światowej gospodarki pokazują, że ożywienie postępuje. Jednak sytuacja fiskalna w strefie euro odnowiła obawy rynków finansowych, że gospodarka może wejść w drugie dno recesji — twierdzi Brian Coulton, ekonomista agencji Fitch.
O podwyżkach ani słowa
Niewykluczone, że w optymistyczną wymowę projekcji NBP powątpiewają też członkowie Rady Polityki Pieniężnej (RPP), którzy poznali już szczegóły analizy. Choć gospodarka ma mieć się coraz lepiej, a inflacja rosnąć (patrz wykres nowej projekcji inflacyjnej), rada nie podniosła wczoraj stóp procentowych, główna nadal wynosi 3,5 proc. RPP — wbrew oczekiwaniom rynku — nawet nie zasugerowała, że będzie zacieśniać politykę pieniężną w przyszłości. Jedyna oznaka "jastrzębiego" nastawienia to wycięcie z komunikatu po posiedzeniu RPP zdania, że ryzyka wysokiej i niskiej inflacji się równoważą. Według wielu analityków, to za mało, żeby mówić o przełomie w polityce monetarnej.
— Pozbycie się tego zdania mogłoby sugerować zmianę polityki na bardziej restrykcyjną. Wyniki projekcji zresztą za tym przemawiają. Jednak nigdzie: ani w komunikacie, ani w wypowiedziach członków RPP po posiedzeniu nie ma potwierdzenia takiej zmiany — twierdzi Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.
Marek Belka, prezes NBP debiutujący jako przewodniczący RPP, unikał wczoraj jakichkolwiek "jastrzębich" tonów.
— Istnieją zarówno czynniki, które osłabiają presję inflacyjną, jak i te, które ją wzmacniają — mówił dyplomatycznie Marek Belka.
Dlatego ekonomiści nie zmieniają prognoz dotyczących stóp procentowych. Nadal spodziewają się pierwszych podwyżek najwcześniej na przełomie lat 2010 i 2011.
— Zostajemy przy naszych prognozach PKB i inflacji, a w nastawieniu RPP nie widzimy zmiany. Dlatego nadal oczekujemy pierwszej podwyżki stóp w drugim kwartale 2011 r. — wyjaśnia Aleksandra Świątkowska.