Zaostrzające się zawirowania na rynkach finansowych uderzają w forinta. Węgierska waluta jest ostatnio jedną z najszybciej słabnących na świecie. Przez cztery miesiące straciła na wartości 19 proc. do euro (złoty osłabł w tym czasie o 10 proc.).
Bank centralny Węgier próbuje interweniować na rynku walutowym, by umacniać forinta, ale ubywa mu amunicji. W październiku rezerwy walutowe banku spadły o 5 proc. — z 38,8 do 36,9 mld EUR. To największy miesięczny spadek przynajmniej od 1998 r. A to dopiero początek.
— Rezerwy będą się coraz szybciej kurczyć, do lutego spadną do 30 mld EUR. To oznacza, że Węgry będą musiały ograniczać interwencje walutowe chroniące forinta — twierdzi Eszter Gargyan, ekonomista Citigroup.
Niech oni płacą
Dlaczego zasoby banku centralnego się kurczą? Przede wszystkim dlatego, że bank centralny spłaca rezerwami zagraniczne zadłużenie węgierskiego rządu. Dlatego rezerwy stopniały w październiku o 1 mld EUR. — Rząd Viktora Orbana zdecydował, że nie będzie więcej zadłużał się w zagranicznych walutach. Oznacza to, że Węgry muszą spłacać zapadające zadłużenie, zamiast go rolować — tłumaczy Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas na Europę Środkową.
Węgierscy przywódcy zdecydowali, że na wykup euroobligacjinie ma miejsca w rządowym budżecie, więc wykorzystują do tego zasoby banku. Ta strategia będzie dla rezerw banku centralnego bardzo kosztowna. W grudniu przypada wykup papierów za 2 mld EUR, a w latach 2012-14 do spłacenia jest jeszcze 14 mld EUR.
— Spłacanie długu rządu z rezerw walutowych nie jest standardowym zachowaniem w polityce monetarnej. Mam obawy, czy wyzbywanie się rezerw w czasie poważnych napięć na rynkach finansowych to rozsądna strategia. W Polsce w każdym razie taki pomysł byłby mocno krytykowany — mówi Adam Antoniak, ekonomista Kredyt Banku.
Za karę
Drugi ważny powód spadku rezerw banku to efekt decyzji rządu o zamrożeniu kursu forinta dla kredytobiorców zadłużonych w walutach obcych. Decyzją rządu i parlamentu od października klienci banków mogą spłacać raty kredytów hipotecznych przy cenie franka równej 180 forintów, choć realny kurs wynosi dziś około 250 forintów.
— Różnica to koszt narzucony bankom. One czerpią franki z zewnętrznych źródeł i muszą rozliczyć się z nimi po realnym kursie, a nie sztucznym — rządowym.
Żeby to zrobić, muszą wydać własne pieniądze, a więc najpierw wymienić forinty na franki. Żeby ta operacja nie osłabiała dodatkowo węgierskiej waluty, bank centralny uwalnia rezerwy — wyjaśnia Michał Dybuła. Według wstępnych szacunków, w październiku w ramach tego programu bank pozbył się 0,4 mld EUR rezerw walutowych (pozostałe 0,5 mld EUR to zwykła strata na transakcjach finansowych prowadzonych przez bank). Podobne operacje zamierza przeprowadzać jeszcze w najbliższych miesiącach pięciokrotnie.
— To jest forma interwencji na rynku walutowym. Bank wypuszcza część swoich rezerw, by zapobiec osłabianiu forinta — zaznacza Adam Czerniak. Można w dużym przybieżeniu założyć, że 0,4 mld EUR to koszt, jaki poniosły banki w związku z decyzją rządu — swoiste odgórne przetransferowanie kapitału z sektora bankowego do gospodarstw domowych.
Z drugiej jednak strony, węgierscy bankierzy nie są święci. Udzielane
tam kredyty cały czas oparte są na stopie procentowej ustalanej
subiektywnie przez bank (w Polsce podobne zapisy w mBanku skończyły się
akcją „nabici w mBank” i problemami wizerunkowymi banku). Europejski
standard LIBOR+marża nigdy na Węgrzech nie zagościł.