Bank Światowy studzi emocje

Mira Wszelaka
15-07-2004, 00:00

Zbyt optymistyczne prognozy wzrostu przy jednoczesnym odkładaniu reform — to największe grzechy Polski wytknięte przez Bank Światowy.

Autorzy kwartalnego raportu Banku Światowego (BŚ), dotyczącego ośmiu nowych członków UE, nie mają dla nas dobrych wieści. Ich zdaniem, wykorzystanie ekonomicznych korzyści z wejścia nowych krajów z naszego regionu do Unii może trwać dziesięciolecia. Dlaczego? Ekonomiści z BŚ wskazują na jeden główny powód: dochody w tych krajach stanowią 40-80 proc. średniej dla UE.

Ale to nie koniec złych wieści. Zdaniem ekspertów, nie zostały wdrożone reformy wspierające redukcję deficytów budżetowych w krajach, którym jest to bardzo potrzebne. Niektóre plany konwergencji ekonomicznej (które przygotowują do przyjęcia euro) zostały oparte na zbyt optymistycznych założeniach wzrostu gospodarczego, bez konkretnych działań politycznych. Dotyczy to szczególnie Polski. Główny niepokój dotyczy losów planu Hausnera, który utknął w Sejmie i „zmierza donikąd”. Kolejne niepokojące sygnały dotyczą m.in. zahamowania procesów prywatyzacyjnych. Poza tym Warszawa zadeklarowała zbicie deficytu poniżej dopuszczalnego w strefie euro 3 proc. PKB w 2007 r. Zdaniem ekonomistów z BŚ, będzie to największe wyzwanie. Mniej ambitnie, ale bardziej realistycznie, podeszły do tego tematu Węgry i Czechy, które zamierzają zbić deficyt rok później. Autorzy raportu prognozują, że cała trójka wejdzie do strefy euro przed 2010 r.

Co czeka nowicjuszy? Przede wszystkim utrzymanie pod kontrolą oczekiwań inflacyjnych. Ma to zapobiec wzrostowi cen prowadzącemu do nacisku na wzrost płac.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Bank Światowy studzi emocje