Banki centralne walczą z recesją redukując stopy
Ostatnio pisałem, że nadchodzi koniec bessy na GPW. Nie chcę mówić, że przewidziałem wzrosty. Rynek jednak wykorzystał uspokojenie na świecie i pogłoski o kilku dużych spółkach.
Z Ameryki
Aż do piątku rynek zachowywał się w sposób zgodny z oczekiwaniami. Przeważał pesymizm. Fed obniżył stopy o 25 pkt bazowych. Na nikim nie zrobiło to wrażenia. Prawie nikt nie oczekiwał innego rozstrzygnięcia. Komunikat po posiedzeniu jednak rozczarował rynek, bo podtrzymując chęć do dalszych cięć Fed wyraźnie stwierdził, że nie widzi zagrożeń dla inflacji, ale widzi dalsze zagrożenia dla gospodarki.
Rynek wolałby już chyba zmianę nastawienia na neutralne i lepszą ocenę przyszłości. Ta seria siedmiu obniżek musi w końcu odnieść skutek, ale będzie to raczej w I kwartale 2002 r. niż w IV br.
Zagrożenia
Opublikowany protokół z posiedzenia FOMC w czerwcu ujawnił, że komitet widzi dużo zagrożeń dla gospodarki i przewiduje dalsze osłabienie
— Jest ryzyko znacznie większego, od ostatnio prognozowanego, osłabienia w nadchodzących miesiącach w wydatkach inwestycyjnych — napisano w komunikacie.
Prezes Banku Dallas i członek Fed R. McTeer oświadczył, że bezrobocie będzie rosło, a to nie napawa wcale optymizmem. Ilość zwolnień w USA zwiększyła się o 44 proc. w drugim kwartale 2001 r. Za całe pierwsze półrocze to było 40 proc. Obniżki podatków i spowolnienie gospodarcze mocno dało się we znaki budżetowi USA. Po odliczeniu niemożliwych do ruszenia funduszy na ubezpieczenie społeczne zostaje symboliczny 1 mld USD. Brakuje jeszcze, by USA zaczęły mieć problemy z deficytem budżetowym.
Rynek ma rację
Piątkową sesją byłem zdziwiony. Spodziewałem się wzrostu, ale nie tak dużego i nie z tak błahego powodu. Z rynkiem się jednak nie dyskutuje. Podstawą do wzrostu na giełdzie było oświadczenie Cisco, choć prezes tej spółki wcale nie powiedział, że zyski będą większe. Powiedział jedynie, że zamówienia się stabilizują.
Nie wiadomo więc, skąd tak wielki optymizm. Szczególnie, że zamówienia na dobra trwałego użytku wcale się nie poprawiły, a za czerwiec zostały zweryfikowane w dół. Jakimś wyjaśnieniem były dane o sprzedaży nowych domów (prawie 5 proc. lepiej od oczekiwań). To dało rzeczywistą podstawę do takiego wzrostu i olbrzymiego optymizmu. W takim momencie nie pamięta się, że budownictwo i nieruchomości zazwyczaj ostatnie wchodzą w recesję. Fakt jest jednak jeden: z takiego optymizmu nie przechodzi się natychmiast do dużych spadków.
Przyszły tydzień jest bogaty w dane makro. Zobaczymy, czy ten optymizm jest uzasadniony. Może rozjaśnią one nieco sytuację. We wtorek zostanie ogłoszony bardzo ważny raport — o zaufaniu konsumentów. Prognozowany jest niewielki wzrost.
Środa to wstępne dane o PKB w II kwartale. Oczekiwania są bardzo pesymistyczne — 0 proc. Czwartek to normalne dane tygodniowe o nowych bezrobotnych i za lipiec o przychodach i wydatkach osobistych. Ważne, ale nie decydujące, chyba że poprzednie raporty już wprawią rynek w odpowiedni nastrój. Piątek to wreszcie zweryfikowany indeks nastroju Uniwersytetu Michigan, PMI w obszarze Chicago i zamówienia fabryczne. Mocny akcent końcowy.
Bardzo ciężko przewidzieć, jak ułożą się te wszystkie dane. Najbardziej prawdopodobna jest wymyślona przeze mnie formacja piły: jeden dzień do góry, drugi do dołu. Tak jest już od wielu sesji.
Wielkimi krokami nadchodzi sezon ostrzeżeń o wynikach za trzeci kwartał. Według Thomson Financial/First Call dla składników indeksu S&P 500 powinny spaść o około 14 proc. Jeszcze w kwietniu oczekiwano wzrostu o 1 proc.
Analiza
W obrazie DJIA widać, że indeks doszedł do średniej 50-sesyjnej i przełamał linię trendu spadkowego. To powinien być sygnał kupna. Można jednak nieco inaczej rozrysować wykres indeksu. Na wykresie w cenach zamknięcia widać, że uformował się trójkąt prostokątny. Wyjście z niego powinno zaowocować ruchem o minimum 500 pkt. Wyjście górą to przełamanie 10 480 pkt i wtedy wzrost przynajmniej do 11 000 pkt. Wyjście dołem (10 170 pkt) to spadek do przynajmniej 9670 pkt. Na takim samym wykresie S&P 500 widać kanał trendu spadkowego. Sygnałem kupna byłoby przełamanie 1190 pkt. Wtedy wzrost do 1260 pkt. Sprzedaż to przełamanie 1155 pkt.
Nasdaq powrócił z impetem ponad naruszony opór na 1870 pkt.— to dobry znak. Poważnym oporem jest teraz 1940 pkt, a potem 1980. Wsparcie to obszar 1840-1870 pkt. Indeksy wyglądają więc bardzo optymistycznie. TRIN nie daje jednak sygnału kupna.
Z Polski
Ostatnio pisałem, że nadchodzi koniec najdłuższej bessy w historii GPW. Nie chcę napisać, że przewidziałem zeszłotygodniowe wzrosty. Uważałem i uważam, że wpierw powinno być gorzej, by potem było lepiej. Rynek wykorzystał jednak chwilowe uspokojenie na świecie i pogłoski o kilku dużych spółkach.
Więcej szczegółów
Wyjaśniła się częściowo tajemnica wzrostu TP SA. MSP zwróciło się do rządu o zezwolenie na przesunięcie oferty na koniec roku. To chwilowo dobrze dla kursu, ale kumulacja prywatyzacji w końcu roku może zagrozić giełdzie. Poza tym rynek oczekuje również sprzedaży 10 proc. akcji TP SA w bliskim okresie. Nie ma możliwości prognozowania, czy France Telecom bardziej opłaca się kupić akcje od nowego czy starego rządu. Większość analityków uważa, że transakcja powinna nastąpić teraz, ale ja wcale tego pewien nie jestem.
Zanosi się również na odwołanie przez MSP oferty publicznej akcji KGHM w bliskim terminie. Są również pogłoski, że spółka może sprzedać swoje aktywa telekomunikacyjne i wypłacić dużą dywidendę. Rynek czeka na umowę Elektrim-Vivendi. PKN ma dwóch starających się o rękę, a cena zakupu ma wynosić 26 zł. Chodzą pogłoski o tym, że Prokom może chcieć przejąć Softbank. Te kilka spółek podgrzewa atmosferę i nie pozwala giełdzie na spadki.
W Polsce minus sto
Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy o 100 pkt. Oczywiście słusznie, tyle że mało i za późno. Oczekiwałem, że sparaliżowana strachem o budżet tego nie uczyni. Jaki był powód? Rząd dał pretekst postanawiając, że deficyt nie przekroczy 40 mld zł, a RPP wzięła to oświadczenie za dobrą monetę.
Myślę, że RPP zaczyna się powoli bać tego, co nastąpi po wyborach. Nie da się ukryć, że politycy szykują się do zmiany ustawy o NBP. Poza tym rada boi się odpowiedzialności, która na nią spadnie za ewentualny krach. Artykuł Marka Belki w „Polityce” wyraźnie dawał znać radzie i osobiście Leszkowi Balcerowiczowi, co o nich myśli nowy układ. Ja od dawna krytykuję, ale nie odważyłem się napisać tak, jak zrobił to Marek Belka: „Ta ortodoksja graniczy z obłędem”. Na artykuł, w którym Marek Belka wyraźnie stwierdza, że RPP powinna obniżyć stopy o 400-500 pkt, Leszek Balcerowicz odpowiedział praktycznie krótkim „nie”. Obniżka akurat w tym momencie była bardzo zła z jednego powodu: dawała rządowi czystą kartę w układaniu projektu budżetu.
Sprawa OFE
W mijającym tygodniu wstrząsnęła ekonomistami i analitykami propozycja likwidacji OFE autorstwa Wiesława Kaczmarka. Jest to dosyć karkołomny pomysł i raczej z gatunku desperackich. Oczywiście, że jeśli stan finansów będzie tragiczny, to OFE pójdą na pierwszy ogień. Na dzisiaj taki pomysł to raczej fikcja finansowa. Jednak pojawianie się takich pomysłów tworzy pewną, nieciekawą atmosferę, w której oszczędności mogą zaczynać się od OFE. W tej sytuacji zarządzający mogą spodziewać się przynajmniej znacznego ograniczenia napływu środków. Inni inwestorzy też będą się tego spodziewali. Wiadomo, jak może się to odbić na koniunkturze giełdowej.
Pomoc z MFW
Argentyna dostała oczekiwaną nową pomoc z MFW wysokości 8 mld USD. Pomogło to rynkowi akcji przez jedną sesję (wzrost o ponad 7 proc.). Następne dwie to już spadki. Analitycy obawiają się, że nowe fundusze wystarczą do październikowych wyborów do kongresu, a potem problem powróci ze zdwojoną siłą.
Waluty większości krajów zaliczanych do rynków wschodzących rosły po informacji o pożyczce. Złoty wzmocnił się właśnie na skutek rozwoju sytuacji w Argentynie, oczekiwania na transakcję z France Telecom i sprzedaży PKN Orlen oraz po realizacji zysków po obniżce stóp. Teraz 4,20 jest poziomem, którego złoty nie powinien przekroczyć. W dalszym ciągu mamy korektę spadku, ale zbliżamy się już do jej końca. Złoty powinien słabnąć. Jak szybko, to zależy od rozwoju sytuacji w sprawie prywatyzacji i budżetu.
Kolejne instytucje zaczynają krytycznie wypowiadać się o naszej sytuacji gospodarczej. Standard & Poor’s zmienił perspektywę dla ratingu na stabilną z pozytywnej, a austriacki bank RZB rozważa obniżenie prognoz dla złotego. Warto o tym pamiętać — to kolejny zły znak z zagranicznych instytucji finansowych.
Podawany w tym tygodniu deficyt obrotów bieżących może być elementem decydującym jeśli chodzi o walutę. Jeżeli importerzy przestraszyli się wizji podatku importowego, to możemy mieć niemiłą niespodziankę.
Komisja wicepremiera
Wicepremier Janusz Steinhoff powołał komisję do sprawy projektu budżetu. Dziwoląg, jakiego świat nie widział. Skład jest niezwykle ciekawy. Przewodniczący Witold Orłowski i Wojciech Misiąg to znani przeciwnicy projektu ministra finansów Jarosława Bauca. Wojciech Misiąg jest doradcą wicepremiera Steinhoffa.
Dziwi mnie tylko, że kierownictwo Ministerstwa Finansów zgodziło się na taki policzek. Można to odczytać jako brak zaufania dla ministra i jego ekspertów.
Komisja będzie miała dwie możliwości. Pierwsza to propozycja deficytu bez cięć, czyli około 60 mld i możliwość zmniejszenia do 40 mld. To jednak grozi dymisją twórców budżetu, bo to oni w końcu będą firmować projekt. Druga możliwość to określenie deficytu na około 80 mld i zmniejszenie cięciami i rezygnacją z wprowadzenia ustaw do 60 mld. Taki werdykt co prawda zachowałby kierownictwo Ministerstwa Finansów, ale przekonałby wreszcie wszystkich, że mamy dramat w finansach państwa. Skutki dla rynków finansowych w obu przypadkach byłyby bardzo niedobre.
Obniżka w ECB
Bardzo istotne dla naszego rynku będzie w tym tygodniu dyskontowanie przez Euroland obniżki stóp. W Niemczech zupełnie niespodziewanie wzrósł indeks zaufania Ifo. Przypuszczać należy, że to oczekiwania na obniżkę stóp rodzą optymizm. Drugi kwartał był dla gospodarki niemieckiej fatalny. Oczekiwano wzrostu PKB o 1 proc., a było tylko 0,6 proc. — najwolniej od 4 lat. Prognozy mówią o wzroście PKB w tym roku o 1-1,5 proc., przy założeniu ożywienia popytu w III i IV kwartale.
Dobrą informacją było, że produkcja przemysłowa w strefie euro wzrosła, a nie spadła — jak tego oczekiwano. W tej samej, dobrej serii danych, są informacje o inflacji, która w kilku niemieckich landach spadła. Ciekawą informacją jest to, że w czerwcu po raz pierwszy w tym roku w strefie euro wzrosły inwestycje portfelowe i bezpośrednie. To pomoże wzrostowi wartości euro. Malejąca inflacja i słabe PKB oraz wzrost wartości euro powodują, że 80 proc. analityków oczekuje obniżki stóp na posiedzeniu ECB (30.08) o 25 pkt.
Analiza
Indeks cenowy wybił się z krótkoterminowego trendu spadkowego — to daje sygnał kupna, ale do dna jeszcze kawałek. Podobnie sytuacja wygląda na WIG — oporem jest 14 000 pkt. Wykres długoterminowy nie pozostawia złudzeń — to jeszcze nie koniec spadków. Na WIG 20 wzrost zatrzymało okno bessy 1130-1140 pkt. Gdyby zostało zamknięte to pozostanie opór na 1160 pkt, a potem na 1200 pkt. Nie wydaje się jednak możliwe przełamanie 1200 pkt. na tym obrocie, a szans na zwiększenie obrotu nie widzę. Wsparciem jest oczywiście 1050 pkt. TRIN nie daje sygnału kupna.
Nie ma sposobu, by w tak długiej bessie wykryć dno. Uważam, że może być gorzej z tym, że WIG 20 niekoniecznie spadnie poniżej 1000 pkt. Rynek przy życiu utrzymują pogłoski i spokój na świecie. Spadki zaczną się, kiedy pogłoski będą już faktami. Ten tydzień może być niezły do decyzji ECB. Nie ma jednak żadnych gwarancji. Złe dane w USA i już mamy spadek i to duży. Nie mówię już o dymisji kierownictwa MF, które uważam za bardzo prawdopodobne.


