Banki pożyczyły 340 mln zł

Paweł Janas
opublikowano: 2004-12-17 00:00

Cel wicelidera paliwowego rynku to 500 stacji. Udział w rynku ma wzrosnąć z 6,5 do 10 proc.

Zgodnie z naszymi wczorajszymi informacjami, Grupa Lotos podpisała umowę kredytową z konsorcjum banków Pekao SA i PKO BP, dotyczącą finansowania rozwoju sieci detalicznej.

— Umowa jest warta 340 mln zł. Każdy z banków zaangażował się dokładnie po połowie — mówi Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos.

To jednak nie wszystkie pieniądze, które posłużą realizacji strategii rozwoju detalu. Wkład własny spółki ma wynieść około 160 mln zł.

Bez alternatywy

Pieniądze zostaną przeznaczone na zwiększenie liczby stacji z obecnych 383 do 500 pod koniec 2006 r. Będą to placówki własne, partnerskie i patronackie. Do końca tego roku w barwach Lotosu ma działać już około 400 placówek. Za dwa lata spółka chce zwiększyć udział w rynku z 6,5 proc. obecnie do około 10 proc.

Dlaczego Lotos tak zabiega o rozwój sieci?

— Jeśli spółka chce rzeczywiście być drugim po PKN Orlen ośrodkiem paliwowym w Polsce, to musi szybko rozbudować własną sieć sprzedaży detalicznej. Obecna liczba stacji jest zbyt mała w stosunku do mocy przerobowych pomorskiej rafinerii. Jest też niewystarczająca, by Lotos mógł być w pełni niezależny — mówi Jacek Wróblewski, dyrektor Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Ostrożne kroki

Zdaniem analityków, plany dynamicznego przyrostu sieci nie spowodują wojny cenowej z konkurentami, np. z PKN Orlen.

— Mało który koncern paliwowy decyduje się na walkę na rynku detalicznym na śmierć i życie. Jest to po prostu nieopłacalne. Podobnie będzie z Lotosem. Kredyty wzięte na rozbudowę sieci trzeba będzie spłacić. Rozpoczęcie wojny cenowej oznaczać zaś mogłoby znaczny spadek marży detalicznej, a więc i mniejsze zyski — twierdzi Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha.