BANKI: REZERWY ZJADAJĄ ZYSKI
Zachodni partnerzy zwykle krytykują polskie standardy oceny ryzyka kredytowego
Największe giełdowe banki nie mają powodów do hurraoptymizmu. Zyski za 1999 rok byłyby o wiele większe, gdyby instytucje finansowe nie tworzyły — niekiedy niepotrzebnych — rezerw celowych. Ich wielkość, zdaniem analityków, świadczy o tym, że polskie standardy bezpieczeństwa kredytowego nijak nie przystają do wymagań zachodnich inwestorów naszych banków.
Największe różnice w relacji: wysokość rezerw celowych do zysku netto pokazały w 1999 roku dwa banki. To Pekao SA i Bank Przemysłowo-Handlowy. Zdaniem obserwatorów, stworzenie wysokich rezerw (odpowiednio 713,2 mln zł i 372,5 mln zł) było do przewidzenia. To naturalna konsekwencja nie tyle pogorszenia się jakości portfela kredytowego banków, ile wymagań pozyskanych inwestorów strategicznych bądź nowych właścicieli instytucji.
Sami bankowcy twierdzą, że jedną z pierwszych decyzji inwestora strategicznego przejmującego polski bank jest prawie zawsze zmiana standardów oceny wiarygodności klientów — szczególnie kredytobiorców korporacyjnych. Przyjęte w Polsce oceny ryzyka bankowego, choć sprawdzały się w rodzimych warunkach, nie przystają do wymagań zachodnich rynków finansowych.
Obcy wymagający
— Przychodząc do banku partner wnosi uznane przez siebie standardy oceny wiarygodności i ryzyka. To normalne. Zarząd każdego banku, który pozyskuje inwestora, musi mieć świadomość, że przez rok-dwa od chwili inwestycji wykaże mniejsze zyski. Z powodu zmiany stylu pracy i oceny ryzyka — twierdzi Robert Waker z BPH — banku, który w ubiegłym roku został przejęty przez niemiecki Bayerische Hypo -und Vereinsbank.
— Być może inwestor w BPH trochę przesadził. Rezerwy, które stworzył krakowski bank kierując się nowymi standardami bezpieczeństwa, wydają się zbyt duże — uważa analityk zachodniego banku inwestycyjnego.
Jednak stworzenie wysokich rezerw w końcu wychodzi bankom na dobre. Ich rozwiązanie w następnym roku lub latach kolejnych zwiększa zysk netto banku.
— Jednocześnie nowy zarząd dostaje do ręki silny argument, którego słucha rynek: poprzednie władze banku doprowadziły do tego, że zysk był niższy niż się tego spodziewano. My zaś wynik poprawiliśmy. Drobni inwestorzy nie wgłębiają się w niuanse bilansów, dla nich liczą się podstawowe dane — przede wszystkim zysk netto. Mogą nie wiedzieć nawet, że wyższy zysk to sprawa „odmrożonych” pieniędzy — twierdzi analityk.
Wyjdzie na dobre
Obserwatorzy są zgodni: w najbliższych latach nie powinniśmy się spodziewać zwiększania rezerw celowych w bankach.
— Nie będzie już takich skoków wartości jak w Pekao SA czy BPH. W ciągu klku ostatnich lat byliśmy świadkami pewnego procesu — każdy nowy inwestor w banku wymuszał na zarządach zwiększanie tego rodzaju odpisów kosztem zysku netto. Trzy lata temu, na przykład, w Banku Śląskim kwota rezerw zwiększyła się prawie trzykrotnie. Regułą jednak jest, że po przystosowaniu procedur oceny ryzyka dynamika zysków wraca na swój normalny poziom — ocenia Marek Juraś, analityk Erste Securities.
Dobry dziwny rok
Huśtawka z rezerwami, zdaniem analityków, czeka w 2000 roku BIG BG i Bank Handlowy. BHW może nawet wcześniej, ponieważ przejęcie instytucji przez Citigroup jest praktycznie kwestią dni. Poza BPH, większość dużych banków giełdowych nie ma powodów do narzekań. Wysokość rezerw miała dla większości niewielki wpływ na wyniki. Zdecydowanie na czele jest BRE Bank, który w 1999 roku zdołał zarobić nieco ponad 700 mln zł. To wynik ryzykownych, ale skutecznych inwestycji portfelowych w BIG BG i PTC. Prawie 487 mln zł zysku BHW stawia bank na drugim pod tym względem miejscu spośród banków z GPW.
Zdaniem bankowców, rezerwy celowe są zarazem odbiciem stanu polskiej gospodarki. Pogorszenie się jakości portfela kredytowego dotyczy głównie pieniędzy, które pożyczyły z banków firmy. Potfele kredytowe klientów detalicznych we wszystkich bankach mieszczą się w granicach przyjętego ryzyka. Ocenianego tak według polskich standardów, jak i metod przyjętych na Zachodzie.