RPP wyjścia nie ma: stopy obniżyć po prostu musi. Nasze stopy są bezsensownie wysokie i chyba najwyższe na świecie w stosunku do inflacji.
Z Ameryki
Ten tydzień stał pod znakiem oczekiwania i reakcji na decyzję FOMC w sprawie stóp procentowych. Fed zdecydował się grać pod dyktando Wall Street i obniżył stopy o 50 pkt. W tej chwili są już niżej od inflacji. Bardzo ryzykowna gra i według mnie z przynajmniej 70 proc. szansą na przegraną. Bank za wszelką cenę chce pomóc gospodarce i zwiększyć popyt wewnętrzny zapominając, że takie lekarstwo podawane po raz dziesiąty ma coraz mniejszą moc. Na pewien czas temat Fed spada z wokandy a w dalsze cięcia stóp, mimo retoryki FOMC, nie bardzo wierze. A co zrobią, jeśli będzie jeszcze gorszy atak terrorystyczny niż ten na WTC? Fed działa tak jak zazwyczaj Amerykanie: działania przez nas podjęte nie dają rezultatów? To trzeba zwiększyć bodziec (obniżka stóp, bombardowanie...). Strategia kowboja.
Dane makro w dalszym ciągu sygnalizują pogarszanie się sytuacji gospodarczej. Duży spadek indeksu aktywności NAPM w usługach potwierdził, że gospodarka jest cała w recesji. Ceny producentów (PPI) spadły najwięcej od momentu notowania tego wskaźnika (1947 rok). Tak duży spadek oznacza, że producenci mają problemy ze zbytem. Nie ma inflacji, ale jest deflacja. Teraz trzeba nauczyć się czytania niektórych danych zupełnie odwrotnie niż przedtem. Podobnie było z wydajnością pracy. Była dużo lepsza od oczekiwań, co mogło wskazywać, że gospodarka ożywa, ale wynikało to przede wszystkim z faktu, że Amerykanie przepracowali mniej godzin w ostatnim miesiącu, a to jest oznaka spowolnienia gospodarki. W ogóle z danymi makro teraz jest tak, że dopóki pierwszy raz rynek nie zareaguje przerażeniem na złe to będą lekceważone.
Przyszły tydzień jest dosyć ubogi w raporty makro. We środę są dane o sprzedaży detalicznej w październiku. Oczekiwany jest spory wzrost, a ja wcale tego nie byłbym pewien. Czwartek to cotygodniowe dane o bezrobociu. Piątek to dane o inflacji (CPI), co zbyt istotne nie jest, bo nie ma na razie takiego problemu, chociaż CRB lekko odbija. Ciekawa jest sytuacja na rynkach ropy. OPEC zapowiedział, ze od 1.12 ograniczy wydobycie o 1,5 mln baryłek, a Rosja oświadczyła , że też ma zamiar mniej sprzedawać. Nie znaczy to, że cena ropy dramatycznie wzrośnie, ale niewątpliwie przestanie spadać. Również w piątek dowiemy się, jakie było wykorzystanie potencjału produkcyjnego i dynamika produkcji przemysłowej w październiku. Te dane musiałyby być tragiczne, żeby mieć negatywny wpływ na rynek.
Inwestorom mogą dodać animuszu ostatnie sukcesy anty-talibańskiej opozycji. Myślę jednak, że sukces w Afganistanie jest już w cenach akcji. To oczywiście nie rozwiązuje problemu terroryzmu, chociaż im więcej czasu upływa od 11.09 tym bardziej ludziom wydaje się, że zagrożenie się zmniejsza. Nie sposób odpowiedzieć na pytanie czy terroryści po prostu nie mają możliwości działania czy czekają na okazję. Najgorsze jest to, że w krajach muzułmańskich wzrasta poparcie dla bin Ladena i nienawiść do USA. Nie chodzi tu oczywiście o rządy, ale o zwykłych obywateli (chociaż ostatnio mnożą się nieporozumienia między USA, a Arabią Saudyjską). Arabia Saudyjska to w ogóle osobny temat. Sytuacja w tym kraju jest prawie dokładnie taka jak w Iranie przed obaleniem szacha. Poza tym ten właśnie kraj (sojusznik USA) jest wylęgarnią kadr fundamentalistów. Przejęcie władzy w Arabii Saudyjskiej jest chyba nawet groźniejsze od podobnego zdarzenia w Pakistanie. Wystarczy wyobrazić sobie, jakie reperkusje miałoby uderzenie USA na kraj, na którego terenie leżą święte miejsca muzułmanów Mekka i Medyna.
Obraz indeksów oglądany przez pryzmat analizy technicznej jest niejednoznaczny. DJIA ugrzązł na poziomie 9600 pkt. - może powstać podwójny szczyt z linią szyi na 9060 pkt., a przełamanie 9600 pkt. otwiera drogę do 10.180 pkt. Pokonanie 9060, a szczególnie 9000 pkt. otwierałoby drogę do spadku przynajmniej do 8500 pkt. Lepiej sytuacja wygląda na S&P 500. Tutaj oporem jest 1120 pkt., ale sam indeks wyszedł z konsolidacji 1050 –1100 pkt. co daje większe szanse wzrostu przynajmniej do 1150 pkt. Poważny opór to 1165 pkt. NASDAQ znalazł opór na 1830 pkt. Przełamanie otwiera drogę do 1950. Wsparcie 1750.
W Reutersie w tym tygodniu był bardzo ciekawy opis poglądów S.Roach’a głównego ekonomisty banku inwestycyjnego Morgan Stanley. Mam dokładnie takie samo zdanie i od dawna je prezentuję. W skrócie: nie ma szans na wyjście z recesji typu V, a seria obniżek stóp nie uchroni świata przed recesją. Modlić się trzeba o to, żeby to był typ U, a nie L (z kształtu literek widać, o co chodzi). Wniosek z tego jest prosty: nie ma uzasadnienia fundamentalnego dla wzrostów. Jedynie koniec roku daje szansę na dalsze zwyżki. W pewnym, niezbyt odległym momencie, inwestorzy dojdą do wniosku, że przesadzili. Niestety nie potrafię określić czy nadszedł już ten moment. Obecnie zdarzyć się może zarówno korekta jak i dalszy wzrost.
Z Polski
Na naszym rynku do środy trwała korekta, ale potem rozpoczął się wzrost wywołany przez dużo większe niż oczekiwano obniżki stóp w Anglii i Eurolandzie. Ruch ECB był bardzo mocny i o tyle nieoczekiwany, że poprzednio bank nie wykazywał w ogóle chęci do cięcia stóp. Widać strach przed recesją również w Europie. Dane z tego tygodnia w dalszym ciągu nie dają podstaw do optymizmu. Sektor usług w Europie kurczy się, co potwierdza indeks aktywności notując największy spadek w 3. letniej historii, indeks nastrojów w gospodarce był najniższy od 1997 roku a wskaźnik koniunktury był najniższy od pięciu lat. Do tego produkcja przemysłowa Niemiec spada, a w Japonii rząd oficjalnie przyznał, że trwa recesja, a PKB w roku obrachunkowym spadnie o 0,9 proc. Nic dziwnego, że kto może ten tnie stopy.
RPP będzie głosowała w sprawie obniżki stóp 27-28.11 a wyjścia Rada nie ma: stopy obniżyć po prostu musi. Pytanie tylko czy wreszcie będzie to cięcie większe czy znowu nic nie znaczące. Nasze stopy są bezsensownie wysokie i chyba najwyższe na świecie w stosunku do inflacji. Dla rynku ważne jest jednak to, że będzie czekał na duże cięcie (200 pkt.). Nawet takie cięcie zapewne złotego nie osłabi. Jeśli posługiwać się teorią Elliotta i traktować obecne wzmocnienie jako korektę (falę C), to z równości A i C wynikałoby, że złoty może się wzmocnić nawet do 3,60/$. Nie muszę chyba pisać jak silny złoty jest dla naszej gospodarki szkodliwy – zarówno dla eksportu jak i budżetu. Przewidywanie decyzji Rady jest utrudnione przez panujące wokół niej zamieszanie. Żądania finansowe członków RPP oczywiście obróciły się przeciwko całej Radzie. Oprócz Platformy Obywatelskiej RPP nie ma już obrońców i musi się to zakończyć obniżką wynagrodzeń. Jedynym honorowym wyjściem dla tych 6 członków byłoby podanie się do dymisji, a z pewnością powinien to zrobić pan B.Grabowski, który już pół roku temu groził, że właśnie tak postąpi. Nawiasem mówiąc truizmem jest stwierdzenie, że polityką pieniężną powinni rządzić ludzie mądrzy. Retoryczne pytanie: czym wykazało się 6 członków RPP składając do sądu pozew w takiej sytuacji i przy takich nastrojach, jaki jest w kraju? Dymisja niektórych członków Rady niewątpliwie doprowadziłaby to do sporego rozgardiaszu.
We wtorek poznamy, jakie są decyzje rządu odnośnie podatków, ale to już chyba dzisiaj jest przesądzone. Nie wiadomo tylko, co z podatkiem importowym. Wprowadzenie tego podatku byłoby według mnie wybitnie szkodliwe. Martwi mnie, że premier nie wyklucza takiej decyzji. To znacznie pogorszyłoby sytuację eksporterów. Tak, eksporterów, bo przecież większość naszego importu to import zaopatrzeniowy. Poza tym wzrosłaby inflacja. Mam nadzieję, że takiej decyzji nie będzie.
Od pewnego czasu piszę o sytuacji w Argentynie. Co prawda nie działa ona na nasz rynek, bo na razie nie działa na rynek turecki, ale trzeba sytuację śledzić bardzo dokładnie. Rząd co prawda przedstawił program zamiany zadłużenia, ale po pierwsze agencje ratingowe oświadczyły, że jest on równoznaczny z bankructwem, a po drugie opozycyjni gubernatorzy prowincji wcale nie wyrażają na ten program zgody. W czasie weekendu minister finansów D.Cavallo oraz prezydent Fernando de la Rua są w USA wyjaśniając szczegóły planu i szukają poparcia. Znaczne pogorszenie sytuacji w Argentynie i w Turcji z całą pewnością miałoby negatywny wpływ na nasz rynek ze względu na obecny udział kapitału zagranicznego.
W zeszłym tygodniu publikowane dane o portfelach OFE pokazały, że miały one duży udział w październikowych wzrostach. Pytanie tylko, co było wcześniej: jajko czy kura? Czy wpierw zaatakowali spekulanci zagranicznie, obudziły się OFE i zaczęły kupować, co pozwoliło wyjść zagranicznym z zyskami, czy wręcz odwrotnie ruch zaczęły OFE, a dołączyła się zagranica. Wbrew pozorom to nie jest sprawa bez znaczenia, kto zaczął wzrosty. Jeżeli to OFE i dołączyła się zagranica to ma ona dosyć drogie akcje i musi wywołać dalsze wzrosty, żeby z nich wyjść zanim złoty nie zacznie słabnąć. Jeśli zaczęli spekulanci zagraniczni to, jeśli nawet mają akcje, to po niskich cenach i wychodzić mogli w miarę włączania się OFE i teraz.
Na naszych indeksach sytuacja jest również niepewna. Indeks cenowy przymierza się do przełamania linii trendu w układzie logarytmicznym, co byłoby ostatecznym sygnałem zmiany trendu. Równie prawdopodobny jest jednak podwójny (potrójny?) szczyt. WIG jest dokładnie w tej samej sytuacji. Przełamanie 14.000 pkt. byłoby sygnałem kupna. Przełamanie 13.500 – sprzedaży. WIG-20 podobnie. Pokonanie 1266 nie dopuściłoby do powstania podwójnego szczytu, a przełamanie 1320 pkt. definitywnie zmieniłoby trend. Pokonanie 1210 pkt. w cenach zamknięcia wykreowałoby podwójny szczyt i otworzyłoby drogę przynajmniej do 1150 pkt.
Mam nadzieję, że inwestorzy w Europie zaczną rozumieć, iż lekko przesadzili w swoim optymizmie i że należy się przynajmniej odpoczynek po tak dużych wzrostach. Poza tym nie ma już na co czekać, obniżek stóp w Eurolandzie długo nie będzie, a Fed już prawie wyczerpał magazynek, a czekanie na to czy będzie, albo nie ożywienie w przyszłym roku jest zajęciem dosyć frustrującym. Indeksy nie muszą jednak spadać. Zapasu do wzrostów jest jeszcze na około 8 proc., a wszystko zależy od USA, gdzie sytuacja jest taka jak opisałem wyżej. Na indeksach światowych jest jeszcze sporo miejsca do wypełnienia się formacji RGR .
W tej sytuacji ciężko mi pisać o wzrostach indeksów na WGPW, szczególnie, jeśli zakładam, że nie jest to w żadnej mierze usprawiedliwione tym, co czeka nas w przyszłym roku. Jednak zostało około 2 tygodni do posiedzenia RPP, zbliża się koniec roku, a wraz z nim oczekiwanie na efekt stycznia. Dodatkowym, ważnym elementem jest to, że jedynie rynek giełdowy będzie w przyszłym roku zwolniony z podatku dochodowego. Nie ma wyjścia – jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego na froncie walki z terrorem to kursy będą rosły.