Banków nie stać na exodus z Węgier

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 13-01-2012, 00:00

Trzy największe zagraniczne instytucje straciłyby 11 mld EUR, gdyby spełniły groźbę wobec Viktora Orbana.

Zagraniczne banki działające na Węgrzech grożą rządowi, że zamkną działalność w tym kraju, co mogłoby spowodować paraliż sektora finansowego. Wygląda jednak na to, że premier Viktor Orban może spać spokojnie — banków nie stać na spełnienie tych gróźb. Jak policzył Citigroup, trzej najmocniej zaangażowani na tym rynku pożyczkodawcy (austriackie Erste i Raiffeisen oraz belgijski KBC) straciliby na takiej operacji ponad 11 mld EUR — musiałyby sprzedać aktywa po zbyt niskiej cenie w stosunku do realnej wartości i do zainwestowanego kapitału. Ponadto, musiałyby zrezygnować z dochodowych segmentów biznesu. Według Citi, w obecnej sytuacji w europejskim sektorze bankowym jest to koszt nie do udźwignięcia dla tych banków.

— Koszt, który musiałyby ponieść te instytucje, znacznie przekroczyłby sumę zysków, jakie osiągnęły ich węgierskie oddziały od momentu powstania. Żaden z trzech banków nie może sobie na to pozwolić — twierdzi Stefan Nedialkov, analityk sektora bankowego w londyńskim Citigroup.

Zagraniczne banki działające na Węgrzech są w konflikcie z rządem Viktora Orbana i czują się szykanowane. W 2010 r. rząd wprowadził najwyższy w Europie podatek bankowy, a w 2011 r. ustawowo zamroził bankom kurs walut zagranicznych, po którym spłacane są kredyty hipoteczne. Koszt osłabienia forinta został w całości przeniesiony z kredytobiorców na banki.

— W 2011 r. Erste i Raiffeisen musiały z tego powodu wpompować w węgierskie oddziały 1 mld EUR — twierdzi analityk Citigroup. Mimo to bardziej opłacalne dla banków jest znaczne ograniczenie działalności i osiąganie przez jakiś czas strat, niż gwałtowne wycofywanie się z rynku. O podważanie zasad demokracji i wolnego rynku oskarża Viktora Orbana też Komisja Europejska (KE). Wczoraj jej przewodniczący Jose Barroso stwierdził, że KE skorzysta ze wszystkich uprawnień, które skłonią Węgry „do respektowania zasad i wartości Unii Europejskiej”.

— Jestem spokojny o to, że ten cel osiągniemy — przekonuje Jose Barroso. Węgierski rząd przyjął w ostatnich miesiącach ustawy, które m.in. ograniczają niezależność banku centralnego, osłabiają rolę Komisji Fiskalnej (ktora dba o to, by deficyt budżetowy nie był zbyt wysoki), ograniczają wpływ konsultacji społecznych na kształt ustaw (umożliwiają stworzenie i przyjęcie ustawy w ciągu jednego dnia) czy wprowadzające sankcje wobec dziennikarzy za „niezrównoważone politycznie” publikacje. Węgierski rząd zadeklarował w ostatnich dniach, że jest skłonny rozważyć wycofanie się z części wprowadzonych zmian, po tym jak KE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy odmówiły podjęcia rozmów w sprawie uruchomienia programu pomocowego, o który Węgry wystąpiły w listopadzie. Możliwe jest też zawieszenie unijnych dotacji dla Węgier. Konflikt sprawił, że rentowności węgierskich obligacji są rekordowo wysokie, czyli rząd musi płacić wysoki koszt obsługi długu.

— Węgry posuwają się w dół po równi pochyłej. I w dużej części robią to z własnej winy — twierdzi Agata Urbańska, ekonomistka HSBC na Europę Środkową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, Bloomberg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu