Bankowe zyski, smutek w hotelach

Eugeniusz Twaróg, GRA
opublikowano: 2009-08-28 00:00

Opłaciło się zbierać depozyty. Teraz jest z czego pożyczać. A PKO BP pożycza, choć rękę wcale ma nielekką.

PKO BP został lokomotywą kredytową

Opłaciło się zbierać depozyty. Teraz jest z czego pożyczać. A PKO BP pożycza, choć rękę wcale ma nielekką.

Ten wynik — 1,15 mld zł z dwóch kwartałów — idzie na konto byłego prezesa PKO BP, Jerzego Pruskiego. Gdyby przed rokiem nie postawił na depozyty, dzisiaj nie byłoby takich efektów. Można się spierać, czy PKO BP nie mógł wystartować z ofertą depozytową wcześniej, np. zanim ING Bank Śląski ruszył z kampanią prezydencką. Niemniej udało mu się pieniądze z rynku zebrać. Dość agresywna walka o depozyty odbiła się na wyniku odsetkowym, który w PKO BP spadł (-22 proc. r/r) więcej, niż prognozował rynek. Tyle że wojna na procenty odbiła się czkawką prawie całej branży. Ale za to bank pokazał ładny wynik na prowizjach (+1,8 proc. r/r). I nie jest to zasługa tylko podwyżek cen w PKO BP.

— Bank zrobił dobry wynik na prowizjach od sprzedaży kredytów — chwali Marek Juraś, szef działu analiz w DM BZ WBK.

Dochodowe kredyty

I tu znowu wracamy do depozytów. Gdyby bank nie zaczerpnął płynności, nie mógłby sprzedawać kredytów. A trzeba przyznać, że akcja kredytowa w PKO BP rozwija się prawie jak za dobrych czasów. Przy tym po zupełnie innych cenach.

— Nie mówimy o wzroście marży w procentach, lecz krotnościach — mówi Wojciech Papierak, p.o. prezesa PKO BP.

Przyznaje, że depozyty pozwoliły na sfinansowanie akcji kredytowej, która przyrosła prawie o 30 proc. rocznie.

— Jesteśmy przekonani, że ta dynamika miała wpływ na całą gospodarkę — mówi prezes Papierak.

Chwali się, że PKO BP ciągnie np. rynek kredytów hipotecznych. W II kwartale sprzedał ich za 2,7 mld zł.

— W samym lipcu ponad miliard. Sierpień, sądzę, też zakończymy dobrymi wynikami — mówi Wojciech Papierak.

Tymczasowy szef banku twierdzi, że 30 proc. miesięcznej produkcji w hipotekach przypada na PKO BP.

— W ostatnim miesiącu, zdaje się, udało nam się przekroczyć 40 proc. — mówi Wojciech Papierak.

Marek Juraś przyznaje, że PKO BP — zawsze silny w tym segmencie rynku — w ostatnich miesiącach mocno odsadził konkurencję.

— Po I półroczu udziały banku w sprzedaży kredytów hipotecznych wynosiły 29 proc. Drugi Pekao miał 11 proc. — wlicza Marek Juraś.

A Millennium, które jeszcze przed rokiem brylowało, zamknęło półrocze z udziałem… 1,9 proc.

Generalnie PKO BP wykorzystuje kryzys, żeby sięgać po coraz większy kawałek rynkowego tortu. Nie tylko w hipotekach. W kredytach korporacyjnych udziały banku wzrosły z 16,1 proc. do 16,4 proc.

— Kilkanaście miesięcy temu martwiliśmy się spadającymi udziałami. Od kilku miesięcy trend udało się zatrzymać, a w kilku przypadkach odwrócić — opowiada Wojciech Papierak.

Kredobank — kula u nogi

Marek Juraś zwraca uwagę, że chociaż bank rozwija akcję kredytową, to wcale nie ma zbyt lekkiej ręki do pożyczania pieniędzy.

— PKO BP prowadzi konserwatywną politykę oceny ryzyka — ocenia Marek Juraś.

6,8 proc. — taki jest odsetek złych kredytów w portfelu PKO BP. Wojciech Papierak nie spodziewa się, żeby miał się on zacząć dramatycznie psuć.

Paskudnie wygląda natomiast portfel Kredobanku. PKO BP znowu musiał utworzyć na ukraińską spółkę rezerwy — tym razem 120 mln zł.

— W każdym miesiącu tego roku bank osiąga dodatni wynik operacyjny, ale jesteśmy pod presją starego portfela kredytowego i otoczenia makroekonomicznego — mówi Bartosz Drabikowski, wiceprezes PKO BP.

Największa w Polsce grupa hotelarska oświadczyła, że nie widzi symptomów poprawy na rynku podróży biznesowych.

Hotelarska grupa mocno odczuwa kryzys, który ze szczególną siłą uderzył w branżę turystyczną. W rezultacie pierwsze półrocze Orbis zamknął stratą netto na poziomie 11,5 mln zł. Ale to i tak lepiej niż spodziewał się rynek. W samym drugim kwartale Orbis zanotował 11,6 mln zł czystego zysku, podczas gdy konsensus analityków mówił o 8,8 mln zł.

— Pozytywnie należy ocenić efekty restrukturyzacji polegającej na dostosowaniu struktury grupy do sytuacji na rynku. Pozwala to uzyskać pewne oszczędności i ograniczyć negatywny wpływ spadku sprzedaży. Tym tłumaczymy wyniki lepsze od oczekiwań rynku — komentował wczoraj Michał Sztabler, analityk DM PKO BP.

Jeśli chodzi o najbliższe miesiące, to zarząd Orbisu prezentuje ostrożny pesymizm. Tak przynajmniej wynika z jego wypowiedzi dla analityków.

— Władze firmy oświadczyły, że nie widzą symptomów wskazujących na odwrócenie negatywnego trendu w segmencie podróży biznesowych. Dopiero po analizie danych z września i października będą w stanie przedstawić szczegółowy obraz tego segmentu. Dlatego na razie nie zamierzają rewidować prognozy — mówi Robert Maj, analityk KBC Securities.

Tegoroczne szacunki zarządu mówią o 220 mln zł zysku operacyjnego wypracowanego przez segment hotelarski. Po półroczu wynosi on 80 mln zł. Prognoza nie uwzględnia wydarzeń jednorazowych, czyli np. sprzedaży nieruchomości. Ale w tym roku na razie takich transakcji nie było.

Kiepsko wiedzie się spółce zależnej Orbisu — biuru podróży działającemu pod nazwą Orbis Travel. Po półroczu ma 10 mln zł straty netto. Lepiej radzi sobie Orbis Transport, zajmujący się wynajmem samochodów. Po półroczu jest na niewielkim plusie, podczas gdy rok wcześniej miał 1,6 mln zł straty.