Jest kompromis pomiędzy firmą Barc i mieszkańcami osiedla Winnica. W miejscu wysokich budynków staną niskie bloki.
Deweloper zgodził się obniżyć wysokość w realizowanej przez siebie inwestycji. To skutek mediacji urzędu miasta, który interweniował w konflikcie toczącym się pomiędzy spółką Barc i mieszkańcami osiedla Winnica.
O sprawie pisaliśmy 3 kwietnia 2007 r. na łamach „Pulsu Biznesu”. Przedmiotem sporu była wysokość zabudowy. Obok niskich, kameralnych domów Winnicy deweloper chciał postawić kilkunastokondygnacyjne bloki.
Mieszkańcy osiedla poczuli się zagrożeni i zaprotestowali przeciwko proponowanej wysokości. Powód? Ich zdaniem, nie pasowały one skalą do istniejącej zabudowy, i co najważniejsze, nie były zgodne z miejscowym planem, który dopuszcza na tym obszarze zabudowę wielorodzinną pod warunkiem jej zharmonizowania z sąsiednią zabudową.
Deweloper był innego zdania. Według prezesa firmy Macieja Bratkowskiego, ustalenia planu były dla spółki korzystne. Określał jedynie minimalną wysokość zabudowy, nie mówił zaś nic o maksymalnej. Wniosek? Autorzy planu dopuścili na tym terenie wysoką zabudowę.
Wyjaśnienia prezesa nie przekonały naczelnego architekta miasta, który odmówił deweloperowi wydania pozwolenia na budowę. Jego zdaniem, projekt był niezgodny z miejscowym planem, a konkretnie z paragrafem 8 ust. 6, który nakłada na inwestorów obowiązek dostosowania projektowanej zabudowy do istniejącej.
Projekt nie miał również odpowiednich warunków i uzgodnień, m.in. decyzji środowiskowej, pozytywnej opinii układu komunikacyjnego i decyzji na lokalizację wjazdów koniecznych do obsługi inwestycji wraz z uzgodnionymi projektami budowlanymi wjazdów przez zarządców dróg publicznych.
Kompromis
Deweloper nie pogodził się z decyzją i odwołał się do prezydenta Warszawy, a także do wojewody mazowieckiego. W rezultacie na początku 2007 r. wojewoda uchylił decyzję o odmowie wydania pozwolenia na budowę do ponownego rozpatrzenia.
Procedura występowania o pozwolenie na budowę została wszczęta na nowo.
Mieszkańcy również nie dali za wygraną i odwołali się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Wystąpili też do urzędu miasta o zmianę planu zagospodarowania. Zaproponowali, aby uzupełnić go o zapis określający maksymalną wysokość i kubaturę budynków, które mogą powstać na tym terenie. Ich starania poparły władze i radni Białołęki.
Z kolei deweloper zagroził miastu pozwem. Działka na Białołęce, na której miała powstać inwestycja, została kupiona za 28 mln złotych, dlatego firma rozważała skierowanie pozwu o odszkodowanie.
Ostatecznie jednak dzięki staraniom władz miasta spór zakończył się porozumieniem. Do podpisania kompromisowych uzgodnień doszło w ratuszu 30 października 2007 r. Inwestor zgodził się na obniżenie projektowanej zabudowy do czterech kondygnacji w części sąsiadującej z osiedlem. W pozostałej wysoka zabudowa pozostanie bez zmian.
To oznacza, że deweloper już wkrótce otrzyma pozwolenie na budowę.