Ich tortownice, blachy i formy do pieczenia znają w całej Polsce. Większość tworzących je pracowników to niewidomi lub niedowidzący.
Ryszard Zyskowski ma 55 lat, dokładnie tyle co spółdzielnia SNB. Zaczął w niej pracować, gdy miał kilkanaście lat. Przez ten czas przeszedł wszystkie szczeble kariery i dziś jest prezesem.
— Znam ten zakład od podszewki — mówi Ryszard Zyskowski.
SNB to firma wyjątkowa. Na 265 pracowników aż 170 to osoby niewidome lub w znacznym i umiarkowanym stopniu niedowidzące. To jeden z nielicznych w Polsce zakładów, w którym większość kadry to osoby niepełnosprawne.
— Na otwartym rynku pracy mają one ogromne problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Niepełnosprawnych przyjmuje się niechętnie, a tymczasem są pełnowartościowymi pracownikami. Trzeba tylko zapewnić im odpowiednio przystosowane stanowisko pracy czy wprowadzić lepiej oznaczone ciągi komunikacyjne. I już mogą wydajnie pracować — zapewnia prezes Zyskowski.
W SNB są zatem specjalnie pomalowane schody, co ma zapewnić ich lepszą widoczność, a także zmodyfikowane prasy.
— Chodzi o to, by maksymalnie ograniczyć zagrożenie wypadkiem — i to się udaje. Pracownicy są oczywiście bardzo ostrożni, bo mają świadomość, że to jedna z nielicznych firm, w których mogą liczyć na zatrudnienie. Praca jest na akord i to także motywuje — przekonuje Ryszard Zyskowski.
Mentalność zespołu
Od ponad pół wieku spółdzielnia dostarcza na rynek wiele artykułów gospodarstwa domowego. Jest znana w całej Polsce z produkowanych tortownic, blach i form do pieczenia. Dużą popularnością cieszą się także suszarki do domu i na balkon, a także trzepaczki i szczotki.
Niepełnosprawność większości załogi nie jest w SBN problemem — firma wciąż otrzymuje bardzo dobre opinie zarówno od hurtowni, jak i indywidualnych klientów.
— Udało nam się wypracować mentalność zespołu. Chodzi o to, by każdy pracownik zdawał sobie sprawę, że ma swój udział w produktach wychodzących z zakładu. I tak rzeczywiście jest — twierdzi prezes Zyskowski.
Spółdzielnia jest stale obecna na ogólnopolskich branżowych giełdach organizowanych w Zakopanem i w Jastrzębiej Górze. Jej wyroby znajdują uznanie nie tylko w kraju, ale także za granicą, m.in. w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Chorwacji, Rosji, na Łotwie, a nawet w dalekiej Japonii. SNB ma dla nich kilkaset produktów z wielu materiałów w najróżniejszych kształtach i wymiarach.
— Duże zróżnicowanie wymaga dobrej logistyki. Są przecież odbiorcy, którzy oczekują specjalnego pakowania i oznakowania w określonym języku. Niektórzy mają bardzo wysokie wymagania. Często się zdarza, że przed wysyłką klienci przyjeżdżają do nas i sprawdzają towar w czasie produkcji — opowiada Ryszard Zyskowski.
Dobrze dobrani
Profesjonalizm i atrakcyjność cenowa to według prezesa klucz do pozyskania klienta.
— Trzeba o niego także dbać, bo konkurencja nie śpi. Dlatego wciąż wprowadzamy nowe wzory. Branży nie zamierzamy zmieniać, bo w tej czujemy się bardzo dobrze, a od kilkunastu lat mamy stały wzrost. Tajemnicą sukcesu firmy jest także dobranie do stanowisk odpowiednich ludzi — podkreśla Ryszard Zyskowski.
Firma stale kształci kadrę na szkoleniach z języków obcych.
— Byłem bardzo zaskoczony, gdy okazało się, jak trudno znaleźć na naszym terenie fachowca z dobrą znajomością rosyjskiego. Wszędzie tylko angielski i niemiecki, a przecież żyjemy przy granicy i jesteśmy wręcz skazani na handel ze Wschodem — przyznaje prezes spółdzielni.
Trzeba być w formie
Ryszard Zyskowski zawsze lubił sport. Uprawiał pięciobój. Ma spore sukcesy. W 1980 r. na paraolimpiadzie w holenderskim Arnhem zdobył złoto w pięcioboju oraz brąz w rzucie dyskiem.
— Zawsze lubiłem być aktywny. Wcześniej dużo jeździłem na tandemie, chodziłem też na pływalnię, a teraz mam w domu bieżnię i staram się jak najczęściej z niej korzystać. W końcu ciągle trzeba być w formie — podkreśla prezes Zyskowski.
