Bartkiewicz piętnuje bankierów

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 27-07-2009, 00:00

Banki zamiast informować,

Prezes ING BSK apeluje do kolegów,

by przestali oszukiwać klientów

Banki zamiast informować,

wprowadzają w błąd.

Wzywam: dość

manipulowania — nawołuje

Brunon Bartkiewicz.

Tak mocnych słów o branży bankowej publicznie nie powiedział jeszcze żaden bankier. A już z całą pewnością prezes dużego banku. Brunon Bartkiewicz, szef ING Bank Śląski (ING BSK), nie zostawia suchej nitki na bankowej braci. Sam też bije się w piersi, kiedy trzeba, np. przy okazji kredytów frankowych, których zaczął udzielać na samym szczycie kredytowego szaleństwa. Pod adresem konkurencji ma jednak znacznie więcej zarzutów.

— Nikomu nie zabraniam prowadzenia działalności w taki czy inny sposób. Niech każdy robi, co chce. Tylko proszę pamiętać, że kwestią samobójczą jest naruszanie image’u sektora bankowego, przyczynianie się do kreowania wrażenia, że klient ma do czynienia z nieuczciwymi praktykami — przestrzega Brunon Bartkiewicz.

Manipulowanie reklamą

Szef ING BSK jest zbulwersowany poziomem komunikacji między bankami i w relacjach z klientami.

— Dzisiaj wiadomości, które przekazujemy klientowi, my, jako sektor bankowy, są często źle sformułowane. Banki nie informują, a wprowadzają w błąd. Dlatego mówię, dość manipulowania klientami. Dość. Wystarczy — mówi prezes Bartkiewicz.

Główny zarzut dotyczy manipulowania reklamą.

— Teoretycznie mamy jasny przekaz: lokata terminowa do 7 czy do 8 proc. Klient nie widzi gwiazdek. Dopiero potem, czytając regulamin, dowiaduje się, że oferta, owszem jest ważna, ale do pierwszych 3 tys. zł. Tak się nie robi — przekonuje prezes Bartkiewicz.

Szef ING BSK uważa, że banki konkurują w najgorszy z możliwych sposobów: brakiem przejrzystości oferty, spisanej w taki sposób, żeby klient nie połapał się, gdzie są ukryte haczyki.

— Banki mówią: drogi kliencie, jeśli założysz białe skarpetki i staniesz na głowie, to na lokacie trzymiesięcznej możesz dostać 0,5 proc. więcej. Przyjdź do mnie, dostaniesz 7 proc. Gdy już przyjdziesz, to i tak nie dostaniesz obiecanych 7 proc., ale 3 proc., bo nie masz takich skarpetek, jak chciałem — mówi prezes Bartkiewicz.

(Nie)uczciwa oferta

Masowy klient, ten najmniej wyedukowany, daje się złapać na takie haczyki. Lepiej zorientowani wczytają się w regulamin i prędzej czy później się połapią.

— Tyle że muszą włożyć w to pewien wysiłek, żeby ustalić, jaki jest koszt czy opłata. I oni mają do nas słuszne pretensje. Ale wciąż wielu klientów po prostu nie ma orientacji w świecie bankowości. Ci są wykorzystywani — mówi Brunon Bartkiewicz.

Za przykład niejasnej oferty prezes ING BSK uważa np. 8-procentową lokatę overnight, która w rzeczywistości daje 4 proc. rocznie. Wprowadził ją Alior Bank, a polega ona na tym, że pieniądze oprocentowane są przez pół doby. W efekcie klient dostaje tylko połowę odsetek, ale unika podatku Belki.

— To jest wykorzystanie luki podatkowej. W świetle jupiterów. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby wykorzystywać luki podatkowe, jeśli regulatorowi zależało, żeby one istniały i motywowały ludzi do takich działań. Tylko że to jest absurd. To nie jest uczciwa oferta — mówi Brunon Bartkiewicz.

Podobnie bałamutna jest też lokata na 10,5 proc. na 15 miesięcy, którą jesienią ubiegłego roku zaoferował PKO BP. Zdaniem prezesa ING BSK, wszystkie stopy procentowe powinny pokazywać rzeczywisty, pełny koszt i być prezentowane w jednolitym standardzie, czyli w przeliczeniu na stawkę roczną.

— To jest abecadło, nie wolno robić inaczej. Nie ma w tym oczywiście żadnej arytmetycznej złej wielkości, tylko że mówimy o odwoływaniu się do klienta masowego, którego, wbrew zapewnieniom, nikt nie edukuje — stwierdza prezes Banku Śląskiego.

Ubolewa, że w każdym rozwiniętym kraju są przepisy dotyczące zasad informowania klienta masowego. U nas jeszcze nie. Tylko, co stwierdza z naciskiem, przecież nie musimy czekać na implementację przepisów unijnych, żeby działać etycznie.

Podcinanie gałęzi

Dlaczego Brunon Bartkiewicz zdecydował się na wypowiedzenie cierpkich słów pod adresem własnej branży? Z dwóch powodów: po pierwsze, uważa, że banki podcinają gałąź, na której siedzą, bo jednym ze skutków dezinformacji jest systematyczny spadek zaufania do sektora bankowego. Po drugie: nie chce być wrzucany do jednego worka z postępującą nieetycznie konkurencją.

— Działamy na rynku jako ING BSK, a jesteśmy traktowani jako jeden z banków manipulujących informacją. Dlaczego? Ponieważ w obiegowej opinii wszystkie banki manipulują. Z zasady. Ja się z tym głęboko nie zgadzam. Nie zgadzam się z praktykami, które stosują moi konkurenci — wyjaśnia Brunon Bartkiewicz.

Dariusz Kozdra, rzecznik Alior Banku

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Reklama banku jest jasna. Informuje o korzyści, którą klient może faktycznie otrzymać, albowiem lokata nocna, będąca oddzielnym stosunkiem prawnym niż rachunek ROR, jest oprocentowana 8 proc. w skali roku. Konto osobiste z lokatą nocną to produkt innowacyjny na polskim rynku bankowym. Specyficzna konstrukcja produktu zapewnia klientowi możliwość bieżącego dysponowania środkami pieniężnymi przy jednoczesnym czerpaniu zysków z odsetek od tych środków zdeponowanych w nocy na lokacie. Alior Bank dołożył wszelkich starań, aby informacja o koncie z lokatą nocną była w sposób jasny i przejrzysty dostępna dla wszystkich odbiorców przekazu reklamowego. W reklamie telewizyjnej lektor informuje o możliwości przekazania na lokatę nocną maksymalnie połowy środków zgromadzonych na koncie. Informacja o realnym oprocentowaniu, jakie w skali roku uzyska klient utrzymujący środki na koncie z lokatą nocną, jest szczegółowo opisana w innych formach komunikacji, tzn. w prasie, ulotkach reklamowych oraz na stronie internetowej banku.

Walutowe kredyty hipoteczne powinny być zakazane — uważa prezes Bartkiewicz. Dla dobra klientów.

Była już propozycja prawnego ograniczenia maksymalnego oprocentowania lokat, żeby wyciszyć wojnę depozytową, ale dotąd nikt głośno nie zgłosił postulatu, żeby zakazać udzielania hipotecznych kredytów walutowych.

— Jestem zwolennikiem wolnego rynku, ale jestem za tym, żeby zabronić w Polsce udzielania kredytów frankowych. I uważam, że to jest ustalanie reguł gry, a nie zostawianie wolnej grze tak istotnego czynnika, który może nas tak drogo kosztować — mówi szef ING BSK, bo jak wyjaśnia, nie zgadza się ze stwierdzeniem, że klient indywidualny jest w stanie zrozumieć ryzyko kursowe, na jakie jest wystawiony.

— To, że w ostatnich dziesięciu latach to ryzyko się nie ziściło albo tylko w takim stopniu, że nie wywróciło polskiej gospodarki, nie przekonuje mnie, że takie kredyty nie powinny być zabronione — mówi Brunon Bartkiewicz.

Przyznaje, że również Śląski przyłożył rękę do rozpędzenia lokomotywy kredytowej, ale zastrzega, że w przeciwnym razie jego bank zostałby wypchnięty z rynku.

— Mówiłem, że banki nie powinny iść tak mocno w kredyty hipoteczne, sprzedając sztucznie tani produkt dostępny dla każdego. Wejście we franki szwajcarskie było ewidentnym błędem — przyznaje Brunon Bartkiewicz.

Błędem i jednym z przejawów mieszania w głowach klientom, którym wmawiano, że złoty będzie się wobec franka umacniał.

— Wyprodukowaliśmy klasyczny bąbel wysokich cen na rynku nieruchomości. Wszyscy o tym wiedzieli, a niektórzy się zachwycali — mówi prezes Bartkiewicz, który jest sceptyczny, czy obecny kryzys czegoś nauczy bankowców.

— Wydaje się, że po fazie spowolnienia znowu zacznie się windowanie rynku. Dlaczego? Ponieważ to, co teraz nazywamy kryzysem czy recesją, tak naprawdę nie dotknęło nas mocno. Odebraliśmy za słabą lekcję. Dostaliśmy w ucho, ale nie odebraliśmy lania. To, że nam się nie oberwało, nie wynika z naszej inteligencji. Mieliśmy ogromnie dużo szczęścia — stwierdza Brunon Bartkiewicz.

3 pytania do...

Bożeny Rusinek z delegatury UOKiK:

To jest niestety powszechna praktyka

1Banki manipulują reklamą?

Obecnie prowadzę dwa postępowania. Jedno jest na etapie postępowania właściwego i dotyczy BZ WBK, o czym już informowaliśmy. Drugie ma charakter postępowania wyjaśniającego. Chodzi o kredyt, od którego prowizja ma wynosić 0 proc. — tak jest w reklamie — ale okazuje się, że może też wynosić kilka procent.

2Haczyk czy brak pełnej informacji?

Przyjmujemy, że jest to raczej brak pełnej informacji, co jednak skutkuje tym, że konsument jest wprowadzany w błąd, ponieważ tylko część komunikatu jest prawdziwa.

3Czy coś odróżnia banki od innych branż? Czy podobne zarzuty dotyczące sposobu promocji i reklamy można odnieść też do innych?

Niestety, to jest powszechna praktyka. W przypadku banków konsument często zapoznaje się z warunkami dopiero w okienku bankowym. Jeśli jest to świadoma osoba, która wie, o co zapytać, wówczas otrzymuje wszystkie potrzebne informacje. Gorzej, gdy jest to konsument, który nie zna swoich praw, a gdy dodamy do tego, że 80 proc. osób nie czyta umów, które podpisuje, to duża część z nich podejmuje błędne decyzje, kierując się niepełną informacją.

Sektor bankowy stał się ostatnio przedmiotem szczególnego zainteresowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), czego wyrazem jest:

19

postępowań wyjaśniających

6

spraw

w Sądzie Ochrony

Konkurencji i Konsumentów

4

postępowania właściwe, czyli już przeciwko bankowi. Jedno z nich dotyczy zasad promocji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane