Będzie czwarta stawka, więc będą odsetki

Magdalena Matusik
opublikowano: 2004-12-02 00:00

Po ewentualnym orzeczeniu trybunału zaliczki pobrane na 50-proc. PIT powinny być zwrócone podatnikom. I to z odsetkami.

O tym, że zaliczka na 50-proc. PIT będzie pobierana, już wiadomo. Problem w tym, jak ją odebrać z kasy skarbówki, gdy już sędziowie Trybunału Konstytucyjnego (TK) wydadzą korzystny dla podatnika wyrok. Ordynacja podatkowa przewiduje specyficzny tryb zwrotu podatku, w tym zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych.

— Do uzyskania zwrotu w przypadku nienależnie pobranych zaliczek niezbędne jest złożenie wniosku o zwrot nadpłaty, który rozpatrywany jest przez właściwy dla podatnika urząd skarbowy — tłumaczy Paweł Mazurkiewicz ze spółki doradztwa podatkowego Michalik Dłuska Dziedzic.

Nadpłatą będzie różnica między wartościami zaliczek płatnych zgodnie z przepisami obowiązującymi obecnie (stawka 40-proc.) i przepisami ewentualnie zakwestionowanej przez TK ustawy (wprowadzającej stawkę 50-proc.).

Fiskus i tak straci

Nadpłata podlega oprocentowaniu według stopy właściwej dla zaległości podatkowych i wynosi 16 proc. Oprocentowanie przysługuje za okres od dnia potrącenia podatku w zbyt wysokiej kwocie do dnia faktycznego zwrotu na rachunek bankowy.

— Wyjątek dotyczy „spóźnialskich”, gdyż jeżeli podatnik złoży wniosek o zwrot nadpłaty po upływie 30 dni od wejścia w życie orzeczenia TK, wówczas oprocentowanie przysługuje za okres od dnia potrącenia podatku do upływu 30. dnia od daty wejścia w życie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego — ostrzega Paweł Mazurkiewicz.

Sposób polubowny

Można również próbować uniknąć problemu, składając do urzędu skarbowego wniosek o zaniechanie pobierania zaliczek w wysokości przekraczającej 40 proc. Trudno jednak przewidzieć, czy organy podatkowe będą aprobować takie wnioski. Alternatywnym trybem jest wystąpienie w sprawie zwrotu zaliczek przez płatnika pobierającego podatek (zwykle pracodawcę).

— Z punktu widzenia sprawności działania organów podatkowych rozwiązanie takie byłoby najwłaściwsze: jeden płatnik mógłby załatwić sprawę za kilku podatników — dodaje Paweł Mazurkiewicz.

— Szkoda, że takie zamieszanie pojawia się właśnie teraz —przed wejściem w życie wiążących interpretacji podatkowych. Urzędnikom doda się więcej niepotrzebnej w tej sytuacji pracy — podsumowuje Łukasz Mazur, doradca podatkowy z Rödl & Partner.