Sesja zaczęła się od przeceny, ale szybko inicjatywa powróciła do rąk strony popytowej. Zapału bykom nie starczyło jednak na zbyt długo. Jeszcze przed połową sesji, indeksy zeszły poniżej poziomów z środowego zamknięcia.
Znów rozczarowały dane z rynku pracy. Liczba osób po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych zamiast spaść do prognozowanych 405 tys. wzrosła o 2 tys. do 414 tys. Z kolei niższy niż oczekiwano deficyt w handlu zagranicznym (w lipcu wyniósł 44,8 mld USD), nie stanowił istotnego wsparcia dla obozu byków.
Negatywnie przyjęte też zostały słowa szefa Fed. Odpowiedzialny za prowadzenie polityki monetarnej oficjel nie przedstawił żadnych nowych planów, a nawet nie zasugerował takowe, odnośnie podsycenia wzrostu w największej gospodarce świata. Powiedział jedynie, że Fed jest gotowy do kontynuowania wspierania gospodarki jeśli będzie to konieczne, ale jakie dokładnie środki mogą zostać użyte nie wyjaśnił.
W indeksie S&P500 silnie spadły walory przedstawiciela sektora finansowego. Była to najmocniej przeceniana grupa spośród 10 tworzących wskaźnik. Wśród mocno przecenianych były m.in. papiery JPMorgan Chase, Wells Fargo a także Bank of America, którego szef zapowiedział redukcję zatrudnienia i aktywów w celu łatwiejszego zarządzania instytucją.
Ostatecznie, na finiszu sesji indeks Dow Jones IA spadał o 1,04 proc.
wskaźnik S&P500 tracił 1,06 proc. zaś Nasdaq 0,78 proc.