Giełdy rosną, dolar słabnie, złoty się wzmacnia, ale to raczej odreagowanie spadków, niż wiara w słowa szefa Fed
Trzeba zacisnąć zęby i przetrwać jeszcze 2-3 kwartały. Wtedy będzie jasne, czy ci, którzy wieszczą rychły koniec recesji, mają rację.
To był kolejny dobry dzień na rynkach finansowych. Indeksy warszawskiej giełdy poszły w górę, podobnie było w Europie Zachodniej, a pod znakiem wzrostów rozpoczął się też handel na Wall Street. Mocnym akcentem w nowy tydzień wszedł również złoty, który przez większość dnia zyskiwał do wszystkich głównych walut. Rano za euro płacono 4,5 zł, a później nawet o 6-8 groszy mniej. Notowania franka szwajcarskiego spadły nawet poniżej 2,90 zł. Dolar mocno tracił do euro (więcej o giełdach i notowaniach walut na str. 23).
Więcej optymizmu
Do poprawy nastrojów przyczynił się Ben Bernanke, szef Rezerwy Federalnej (Fed), który uważa, że recesja w Stanach Zjednoczonych, rozpoczęta pod koniec 2007 r., może skończyć się w tym roku. Jego zdaniem, ożywienie gospodarki rozpocznie się już na początku przyszłego roku. Ale nie bezwarunkowo: do tego potrzeba stabilizacji w systemie bankowym. Prezes Fed uważa, że Stanom Zjednoczonym udało się uniknąć depresji przypominającej kryzys z lat 30. ub. wieku.
— Myślę, że mamy to już za sobą — powiedział Ben Bernanke w programie 60 minut telewizji CBS.
Ben Bernanke zastrzegł jednak, że w tej chwili najważniejszym zadaniem pozostaje nakłonienie banków do łatwiejszego udzielania kredytów oraz normalizacja sytuacji na rynkach finansowych. Zapewnił równocześnie, że wielkie banki amerykańskie nie upadną, a rząd będzie kontynuował działania mające szczegółowo ustalić, jakie są rozmiary udzielonych przez nich złych i ryzykownych kredytów. Instytucje finansowe będą też restrykcyjnie kontrolowane pod kątem wykorzystania udzielonej im pomocy pochodzącej z pieniędzy podatników.
— Bez wątpienia dostrzegliśmy już pewien postęp na rynkach finansowych, ale do czasu ich ustabilizowania i rozpoczęcia normalnej pracy ożywienie nie nastąpi — dodał szef amerykańskiego banku centralnego.
— Poprzednie wypowiedzi szefa Fed były bardziej pesymistyczne. Tę można odczytywać jako silne wsparcie dla tej grupy ekonomistów, którzy uważają, że ożywienie gospodarcze nadejdzie już pod koniec tego roku. Obóz przeciwny spodziewa się recesji trwającej jeszcze 2-3 lata — mówi Ernest Pytlarczyk, ekonomista BRE Banku.
Aby do III kwartału
Ernest Pytlarczyk uważa, że po tak szybkim spadku wskaźników makroekonomicznych dno zostanie wkrótce osiągnięte, a od trzeciego kwartału w Ameryce można już liczyć na dodatnią dynamikę produktu krajowego brutto.
— Gospodarki takie jak amerykańska czy brytyjska zapewne już na przełomie 2009 i 2010 r. zaczną wychodzić z kryzysu, oczywiście przy realizacji mocnego, ale możliwego do spełnienia założenia, że odblokuje się system finansowy. Na szybkie, gwałtowne odbicie nie ma jednak co liczyć, a wysokie bezrobocie w USA będzie się utrzymywać bardzo długo – mówi Janina Świątkowska, ekonomistka PKO BP.
Za wcześnie na fanfary
Jej zdaniem, najpóźniej za 3-4 kwartały przypadnie także dno trendu pogarszania się wskaźników makroekonomicznych na całym świecie, także w Polsce.
— Na ożywienie w naszym eksporcie można będzie liczyć w pierwszej połowie 2010 r., dłużej przyjdzie poczekać na poprawę popytu konsumpcyjnego — przewiduje Janina Świątkowska.
Ernest Pytlarczyk prognozuje, że po dwóch kwartałach spadku wartości polskiego PKB (w ujęciu rocznym), nad kreskę wyjdziemy w ostatnich trzech miesiącach roku. Później będzie już tylko lepiej.
Czy taki scenariusz uzględniają ostatnio giełdowi inwestorzy? Ekonomiści są ostrożni i uważają, że mamy raczej do czynienia z odreagowaniem po głębokich spadkach.
— Zmniejszenie awersji do ryzyka sprzyja polskim akcjom, obligacjom i złotemu. Nie jestem jednak przekonany, czy to już koniec rynku niedźwiedzia — mówi Ernest Pytlarczyk.
Dobry ruch G20
Specjaliści podkreślają, że ważnym sygnałem zwiększającym szanse na lepsze postrzeganie rynków naszego regionu jest zapowiedź wzmocnienia kapitałowego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, złożona na spotkaniu ministrów finansów grupy G20. Fundusz objął już pomocą Węgry i Ukrainę, a wkrótce może też wesprzeć Łotwę i Rumunię. Polsce — przynajmniej na razie — taka pomoc nie jest potrzebna.