Odpowiedzi na tytułowe pytanie szukaliśmy z autorytetami rynku kapitałowego
Dobra spółka znajdzie inwestora nawet w ciężkich czasach, ale nie warto się spieszyć. Do giełdy trzeba solidnie się przygotować.
Czy w czasie bessy warto podejmować starania o wejście na giełdę? Uczestnicy debaty zorganizowanej przez "Puls Biznesu" we współpracy z Giełdą Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie uważają, że przeprowadzenie z sukcesem pierwszej oferty publicznej to dziś nie lada sztuka. Większość uczestników naszej debaty, która odbyła się w czwartek w Sali Notowań GPW, jest przekonana, że dobre spółki przy sprzyjających okolicznościach miałyby szansę przyciągnąć inwestorów. Z drugiej strony, nikt nie miał wątpliwości, że właściciele firm przy obecnych wycenach nie będą raczej skłonni wybrać się na poszukiwania nowych akcjonariuszy.
— Pamiętamy jeszcze bardzo wysokie wyceny z hossy. To za krótko, by właściciele firm pogodzili się z obecnymi, dużo niższymi cenami na giełdzie. Dlatego nie spodziewam się wielu debiutów — powiedział Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII).
Nie żałują, ale…
W tym roku na GPW pojawi- ły się tylko trzy nowe firmy. W ostatnich dwunastu miesiącach próbę debiutu podjęło jednak kilkadziesiąt. Kilka firm — jak Piecobiogaz, Hefal Serwis czy Krosglass — nie znalazło uznania w oczach inwestorów, mimo wielokrotnego wydłużania i przekładania terminu zapisów. Inni — jak Vimex, Elmo czy BPSC — po wysondowaniu popytu nawet nie podejmowali próby przeprowadzenia zapisów. Jeszcze inni —jak Marvipol, AD Drągowski czy Mirbud — uznali, że mimo wszystko warto wejść na giełdę, nawet jeśli nie udało się im sprzedać akcji.
— W czasie bessy także mamy debiuty na GPW. Nie spotkałem się z przypadkiem, by firma żałowałaby wejścia na giełdę. Nawet jeśli w ofercie publicznej zdobyła mało kapitału — powiedział Ludwik Sobolewski, prezes warszawskiej giełdy.
I wylicza korzyści: wzmocnienie pozycji na rynku w oczach kontrahentów, większa przejrzystość, profesjonalizacja zarządzania firmą.
Nie ma chętnych
Jacek Socha, partner w PricewaterhouseCoopers, niegdyś szef resortu skarbu, uważa jednak, że nie można nie wyciągać wniosków z pierwszych ofert publicznych przeprowadzonych w 2008 r.
— W tej chwili firmy finansują się przede wszystkim z funduszy własnych, w drugiej kolejności z kredytów, a dopiero na końcu myślą o rynku kapitałowym. Nic dziwnego, bo mało kto chce się sprzedawać na słabym rynku. Sądzę, że dopiero w drugiej połowie 2010 r. przyjdzie czas na rozważenie IPO — mówił Jacek Socha.
Na słabym rynku niewielu jest też kupujących. W ostatnich ofertach publicznych nie dopisywali bowiem ani inwestorzy indywidualni, ani finansowi.
— Ryzyko, jakie są dziś w stanie podejmować inwestujący na pierwotnym rynku publicznym, jest znacznie niższe niż to, które mogą zaakceptować np. fundusze private equity. Może więc inwestorów trzeba szukać gdzie indziej —zastanawiał się Jacek Radziwilski, wiceprezes Unicredit CA IB.
Podobną drogę podpowiadała Beata Stelmach, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.
— Nie zachęcam do podejmowania prób debiutu na głównym parkiecie GPW. Obecnie zwłaszcza małe spółki skazane są na porażkę. Paleta wyboru tanich spółek na rynku wtórnym jest dziś tak szeroka, że naprawdę trudno jest się przebić przez konkurencję — powiedziała Beata Stelmach.
Jarosław Dominiak z SII dodał, że dla krótkoterminowych inwestorów kluczowa jest w tej chwili kwestia płynności.
— Przy takiej zmienności rynku drobni gracze nie chcą zamrażać kapitału w ofercie pierwotnej, zwłaszcza że w wielu przypadkach nie dochodzą one ostatecznie do skutku. W tej sytuacji trudno się dziwić, że niewielu jest chętnych na udział w IPO — mówił Jarosław Dominiak.
Fundusze obserwują
Przedstawiciele inwestorów instytucjonalnych nie mówią "nie" ofertom z rynku pierwotnego.
— Chętnie spotykamy się ze spółkami, które szukają kapitału — deklarował Piotr Kwieciński z AXA Życie.
Szybko dodał, że w okresie bessy poprzeczka ustawiona jest jednak bardzo wysoko.
— W większym stopniu zwracamy uwagę na cele emisyjne. Chcemy też jak najwyższego dyskonta, a jednocześnie unikamy branż, które obarczone są dużym ryzykiem i nie rokują przyniesienia wymaganej stopy zwrotu — powiedział zarządzający AXA.
— Spółki muszą udowodnić, że są lepsze od już notowanych na GPW. Bardzo ważne jest też to, by zarząd wzbudzał nasze zaufanie — stwierdził Piotr Sieradzan, zarządzający OFE Pocztylion.
Jacek Radziwilski radzi, by firmy spokojnie przygotowywały się do wejścia na giełdę, tak, by były gotowe do oferty publicznej, jak tylko koniunktura na rynku wyraźnie się poprawi.
— Trzeba też pamiętać, że życie spółki giełdowej nie kończy się w dniu jej pojawienia na parkiecie. Kiedy GTC w 2004 r. wchodziło na giełdę, sprzedawało akcje po cenie równej wartości aktywów netto. Firma wykorzystała jednak szansę, rosła jej wartość i dzięki temu w kolejnych latach mogła przeprowadzać kolejne emisje i sprzedawać akcje dużo drożej niż w IPO — mówi Jacek Radziwilski.
Czym przekonać inwestorów w trudnych czasach
1 Jasną, wiarygodną strategią. Kandydat powinien udowodnić, że wejście na giełdę to niejedyny pomysł na życie. Spółka powinna przekonać, że wie, jak budować wartość dla akcjonariuszy.
2Dobrymi wynikami. Te liczą się zawsze — nieważne, czy jest hossa, czy bessa. W trudnych czasach dobre rezultaty wyróżniają firmę na tle konkurencji.
3Realistycznymi i atrakcyjnymi celami emisyjnymi.
4Zarządem godnym zaufania. Nie może być inaczej, skoro prosimy o kapitał inwestorów z zewnątrz.
5Znanym, szanowanym inwestorem w akcjonariacie. To nie jest konieczny warunek, ale dziś mile widziany.
6Główni inwestorzy pozostają na pokładzie. Wychodzenie z inwestycji przez giełdę w trudnych czasach nie jest mile widziane. Wyjątek to prywatyzacje.
W tej chwili nie zdecydowałbym się na wejście na giełdę. Jesteśmy blisko psychologicznego dna. Za kilka-kilkanaście miesięcy czas na IPO będzie lepszy.
Jacek Socha, partner i wiceprezes PricewaterhouseCoopers, były minister skarbu i były przewodniczący KPWiG
W czasie bessy wymagania wobec emitentów są znacznie wyższe. Nawet niska cena akcji nie wystarczy. Są też pewne branże — np. finansowa czy deweloperzy — które obarczone są dużym ryzykiem.
Piotr Kwieciński
dyrektor departamentu zarządzania aktywami AXA Życie
Dziś analitycy dużo rzetelniej podchodzą do spółek, które szukają kapitału. Przez gęstsze sito trudniej przejść, zwłaszcza małym spółkom.
Beata Stelmach prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych
Spółka z rynku pierwotnego musi pokazać, że jest dobra i lepsza od tych, które są już notowane na rynku wtórnym.
Piotr Sieradzan zarządzający OFE Pocztylion
Już dziś warto przygotowywać się do debiutu. Co jakiś czas pojawiają się okna inwestycyjne, które można wykorzystać do sprzedaży akcji.
Jacek Radziwilski wiceprezes Unicredit CA IB
Upłynęło za mało czasu od hossy. Pamiętamy jeszcze te bardzo wysokie ceny. To za krótko, by właściciele firm pogodzili się z obecnymi cenami na giełdzie. Dlatego nie spodziewam się wielu debiutów w najbliższym czasie.
Jarosław Dominiak prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
W czasie bessy także mamy debiuty na GPW. Nie spotkałem się z przypadkiem, w którym firma żałowałaby wejścia na giełdę. Nawet jeśli w ofercie publicznej zdobyła mało kapitału.
Ludwik Sobolewski, prezes GPW