Bez pewniaków do fotela szefa KNF

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2011-09-22 08:52

Faworyzowany od miesięcy Dariusz Daniluk dobrze radzi sobie w BGK i resort finansów nie chce go puścić na fotel szefa KNF. Bogusław Grabowski, wbrew informacjom "Parkietu", nie jest zainteresowany stanowiskiem.

Z końcem września upływa kadencja Stanisława Kluzy, szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Od miesięcy rynek gubi się w domysłach kto go zastąpi oraz czy w ogóle do zmiany przewodniczącego dojdzie.  Na giełdzie nazwisk pojawiło się kilka rozmaitych kandydatur, czasem dość niespodziewanych i nieprawdopodobnych, jak Jana Krzysztofa Bieleckiego, szefa rady gospodarczej przy premierze, Alicji Kornasiewicz, do niedawna prezes Pekao. Najczęściej w roli następcy Stanisława Kluzy pogłoska rynkowa wymieniała Wojciecha Kwaśniaka, byłego szefa Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego. Według naszych informacje szanse ma nikłe, a mówiąc dokładniej - nie jest obecnie brany pod uwagę. Inne głośne nazwisko wymieniane w mediach to Jerzy Pruski, szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, były prezes PKO BP, i były wiceprezes NBP. Postawienie na tę kandydaturę obarczone jest sporym ryzykiem.

- To świetny ekonomista, jednak osoba dość apodyktyczna, mało skłonna do kompromisu – mówi jeden z naszych rozmówców, zastrzegając sobie anonimowość.

Jerzy Pruski niezależność charakteru wykazał i podczas pracy w NBP, skąd odszedł na własne żądanie, poróżniwszy się z szefem banku,  jak też w PKO BP, kiedy skonfliktował się z ministrem skarbu, na tyle mocno, że rada nadzorcza doprowadziła do jego dymisji. Nie pomaga mu też znajomość z Leszkiem Balcerowiczem.

- PO nie ma zamiaru promować kandydata kojarzonego z człowiekiem, który przy okazji zmian w OFE walił w rząd mocniej niż opozycja – mówi cytowany już rozmówca.

Pech prezesa

Na faworyta do stanowiska w KNF od miesięcy uchodzi Dariusz Daniluk, były wiceminister finansów, a obecnie prezes Banku Gospodarstwa Krajowego. Początkowo bardzo popierał go resort, gdzie dał się poznać jako sprawny urzędnik i potencjalnie mógłby się też sprawdzić w Komisji. Plany te pokrzyżował jednak nieco transfer Daniluka do BGK, dokąd trafił w szczególnych okolicznościach, obejmując posadę po poprzedniku, odwołanym w trybie natychmiastowym przez radę nadzorczą.

- Uporządkował bank i usprawnił wiele spraw. Z pracy prezesa zadowolony jest resort skarbu, dla którego bank ma ogromne znacznie  – mówi jedno z naszych anonimowych źródeł.

Według naszych informacji nadal jest on jednym z dwóch faworytów do stanowiska przewodniczącego KNF. Drugim – to spora nowość – jest Bogusław Grabowski, prezes Skarbiec TFI. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie jego kandydaturę popierać ma m.in. Marek Belka, prezes NBP.

- Jeśli tak to jeszcze mi o tym nie powiedział. Nie miałem takiej propozycji i nie jestem nią zainteresowany – mówi Bogusław Grabowski, zaprzeczając pogłoskom o jego kandydowaniu do KNF.

- To byłby dobry kandydat, aczkolwiek nie wiem, czy chciałby przyjąć tę posadę. Kiedyś oferowano mu stanowisko prezesa NBP i jej nie przyjął. To świetny makro ekonomista, znający przy tym problematykę regulacyjną z praktyki, bo jako szef TFI zna wszystkie bolączki instytucji, borykających się z KNF – mówi znajomy Bogusława Grabowskiego.

Zobaczymy po wyborach

Nasze źródła twierdzą, że pod uwagę nie jest już brana kandydatura obecnego przewodniczącego KNF. Choć tak naprawdę nic nie jest jeszcze przesądzone. Nasi rozmówcy twierdzą, że przed wyborami raczej nie dojdzie do zmiany przewodniczącego komisji i Stanisław Kluza będzie pełnił funkcję p.o. Co będzie po wyborach – wiele zależy od ich wyniku. Żadna opcja nie jest szczególnie korzystna dla przewodniczącego Kluzy.

- Do obsadzenia jest funkcja sprawowana przez pięć lat bez możliwości odwołania. W KNF jest około 600 etatów. Dobre miejsce, żeby przechować część działaczy, gdyby wybory nie poszły po myśli PO – mówi jeden z rozmówców.
Jeśli Platforma sformułuje rząd wówczas też niekoniecznie będzie skłonna oddawać tak ważną funkcję.