Zasadny jest brak zainteresowania nimi nie tylko polskich kibiców, lecz… mieszkańców Krakowa. Impreza w mieście wizerunkowo nie istnieje, poza obiektami sportowymi oraz dwoma wyjątkami w sercu grodu. Na rynku przy Sukiennicach rozgrywany jest na kortach w klatkach z pleksi padel, zaś tuż obok na wygiętych stołach – teqball. Drugim punktem igrzyskowym jest plac przed Galerią Krakowską, na który przeniesiony został ze stadionu znicz zapalony w środę podczas otwarcia. Z logo stylizowanym na wawelskiego smoka stalowa konstrukcja jest nieekologiczna, albowiem płomień przez 12 dni spala nie wodór – obecnie taki już jest standard – lecz propan-butan z butli.

W pełnych uniesień relacjach TVP z igrzysk przemycany jest termin – olimpijskie. To absolutnie nieuzasadnione nadużycie. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) czuje się strażnikiem czystości idei i w Karcie Olimpijskiej precyzyjnie uregulował prawo do wykorzystywania symboliki pięciu kółek. To najcenniejszy marketingowo znak na świecie, centrala w Lozannie nie pozwala nikomu podbierać jej miliardów, dlatego zwalcza tzw. marketing pasożytniczy. Za zgodą MKOl piątkę kółek wstawiły do swoich logotypów wszystkie komitety narodowe. Takie same uprawnienia uzyskały również organizacje kontynentalne, w tym utworzone w 1968 r. Stowarzyszenie Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC) – przy czym główny element jego logo stanowi kolista mozaika z 50 kawałków, bo tyle komitetów EOC skupia.
Absolutnie jednak ani kółka, ani światowa terminologia olimpijska nie mogą być wykorzystywane przez igrzyska kontynentalne! Dlatego III edycja europejska posługuje się wyłącznie jej logotypem smoczym oraz mozaiką EOC. Podczas rozwlekłej i momentami nudnej ceremonii otwarcia kółka olimpijskie jedynie śladowo mignęły na fladze EOC oraz w tle wystąpienia Thomasa Bacha, prezydenta MKOl, który pozdrowił Kraków tylko ekranowo z Lozanny. Zakaz olimpijskości to nie jakaś dyskryminacja akurat III Igrzysk Europejskich, identycznie traktowane są np. wrześniowe XIX Igrzyska Azjatyckie w chińskim Hangzhou. Właśnie tam odbędzie się największa tegoroczna impreza sportowa na świecie, bijąca Kraków/Małopolskę na głowę rozmachem, frekwencją, budżetem, zadęciem etc. Dlatego teza prezydenta Andrzeja Dudy oraz ministra sportu Kamila Bortniczuka o tegorocznym prymacie naszego eventu to czysto propagandowa niedorzeczność.
Radykalna różnica między igrzyskami olimpijskimi a produktem zastępczym obejmuje również wątek protokolarny. Karta Olimpijska dopuszcza podczas ceremonii otwarcia/zamknięcia wystąpienia wyłącznie prezydenta MKOl oraz szefa komitetu organizacyjnego, absolutnie wykluczone są jakiekolwiek inne osoby, a szczególnie politycy. Głowa państwa wypowiada wyłącznie suchą formułę „Ogłaszam otwarcie igrzysk….”. Widowisko na stadionie w Krakowie nie podlegało olimpijskim rygorom, zatem – hulaj dusza, karty nie ma. W korowodzie mówców publiczność potraktowała lekkimi gwizdami powitalnymi najpierw prezydenta miasta Jacka Majchrowskiego (przed stadionem trwał lokalny protest przeciwko wycince drzew), a potem Andrzeja Dudę, ale też na początku, wystąpieniem się obronił. Natomiast gigantyczny gwizd zagłuszył całą absolutnie zbędną mowę ministra Jacka Sasina, nikt nie dosłyszał, o co w ogóle mu chodzi i czemu nawet w tak uroczystej chwili uprawia polityczną samochwalbę. Gwizdała nie żadna „grupka hejterów”, lecz cały stadion, który zapełnił się zainteresowanymi wyłącznie otwarciem imprezy bez precedensu w Polsce, a nie wysłuchiwaniem przemów wyborczych.
