Bezlitosna logika za krótkiej kołdry

opublikowano: 14-11-2012, 00:00

Rosnące unijne napięcie przed nadchodzącym budżetowym szczytem Rady Europejskiej przenosi się na podwórko krajowe.

W ostatniej chwili odwołane zostało wtorkowe posiedzenie Rady Ministrów. Tytuł naszego poprzedniego komentarza „Walec ratyfikacji zaczyna się toczyć” w pełni zachowuje aktualność, tyle że rozpoczęcie walcowania paktu fiskalnego odsuwa się o tydzień. Tak nagłe anulowanie planowego posiedzenia rządu, uzasadnione bytnością premiera Donalda Tuska w Brukseli, jest niezwykłą rzadkością. Problem zdarzających się czasami nieobecności szefa rządu od lat rozwiązywany bywa w sposób naturalny — obrady prowadzi wicepremier, zwłaszcza gdy dokumenty są przygotowane do czysto formalnego zatwierdzenia. Czyli nerwówka okazuje się znacznie większa, niż się dotychczas wydawało.

Wczorajsze spotkanie się w Brukseli tzw. grupy przyjaciół spójności nie posunęło unijnego budżetu do przodu. Premierzy z piętnastu państw będących beneficjentami potwierdzili, że chcą nadal nimi być. Warunkiem jest zatwierdzenie jak największych ram finansowych 2014-20. Zupełnie inne zdanie mają płatnicy netto, którzy licząc na sztuki, są w mniejszości, ale przecież to oni naprawdę utrzymują Unię Europejską. Skutkiem ich postawy jest pat decyzyjny już przy pilnej nowelizacji budżetu 2012 oraz kończącego obecną siedmiolatkę budżetu 2013.

Podsumowując wczorajsze spotkanie z polskiego punktu widzenia, premier Donald Tusk kładł nacisk na konieczność równoważenia cięć. Chodzi o to, żeby dotknęły różnych europejskich polityk, a nie tylko spójności, czyli głównego narzędzia nadrabiania cywilizacyjnego dystansu przez państwa na dorobku. Niestety, decydujące starcie budżetowe trafia na wyjątkowo niesprzyjający beneficjentom okres. W tych dniach gotuje się społecznie wiele państw, przede wszystkim grupa PIIGS, ale nie tylko. Bardzo silną presję wewnętrzną czuje także premier David Cameron, najbardziej naciskający na unijne oszczędności.

Osiągnięcie na szczycie Rady Europejskiej w przyszłym tygodniu porozumienia coraz bardziej przypomina kwadraturę koła. Z wielu stolic słychać pomruki grożącego weta, jako że wieloletnia perspektywa budżetowa wymaga jednomyślności. Pojawiają się także nowe wątki. Na przykład Werner Faymann, kanclerz będącej płatnikiem netto Austrii, zapowiedział bezwzględną obronę austriackiego rabatu w składce, który Komisja Europejska zamierzała zlikwidować. O rabacie głośno jest zawsze w kontekście brytyjskim, ale przecież podobne ulgi, co prawda kwotowo znacznie mniejsze, mają także Niemcy, Holandia i Szwecja, a domaga się ich Dania.

Od dzisiaj unijne rządy muszą przyjrzeć się najnowszej wersji perspektywy finansowej 2014-20. W stosunku do wyjściowej propozycji Komisji Europejskiej, zakładającej wydanie przez siedem lat około biliona euro (1033 mld w tzw. zobowiązaniach, a 988 mld w tzw. płatnościach), ratunkowa propozycja rozesłana przez Hermana Van Rompuya, przewodniczącego Rady Europejskiej, zakłada przycięcie około 75 mld EUR. Mniej dotknęłoby to politykę spójności, bardziej natomiast wspólną politykę rolną. Niestety, taka jest bezlitosna logika wspomniana w tytule…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu