Bezpieczna wizja ministra finansów

Paulina Sztajnert, Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2005-06-15 00:00

Rynek nie zareagował na założenia do budżetu 2006. Analitycy oceniają je jako ostrożne, lecz niezbyt precyzyjne.

Rząd przyjął wczoraj założenia do przyszłorocznego budżetu (patrz ramka). Zdaniem premiera Marka Belki, minister finansów podszedł do zagadnienia ostrożnie. Podobnie sądzą analitycy, choć zwracają uwagę na zbyt małą liczbę przedstawionych informacji, a także ich nieprecyzyjność.

— To zaledwie wierzchołek góry lodowej. A skoro nie widać jej całej, trudno ją ocenić — uważa Marcin Mróz, główny ekonomista Societe Generale.

Rynek najwyraźniej uznał podobnie i na wczorajsze informacje nie zareagował.

Ostrożnie i zaskakująco

Zdaniem Macieja Relugi, głównego ekonomisty Banku Zachodniego WBK, osiągnięcie założonych przez rząd 4-proc. wzrostu PKB i 1,5-proc. inflacji jest bardzo realne.

— Możliwe jest nawet uzyskanie lepszych wyników. Niespodzianką może być zmiana założeń dotyczących deficytu. Wcześniej minister zakładał, iż będzie to 30 mld zł, teraz natomiast przedstawił widełki 28-34 mld zł. Widać zatem, że asymetria skierowana jest raczej na zmianę tych pierwszych założeń, i to w kierunku zwiększenia deficytu. Poza tym górna granica wskazuje, że minister liczy się z możliwością 34 mld zł deficytu, mimo iż wcześniej zastrzegał, że do tego nie dopuści — zauważa ekonomista.

Podobne obawy ma Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.

— Najbardziej zaskakujące są nie same dane, ale ich przedziałowe ujęcie. Niestety, deficyt w dolnym przedziale jest mniej prawdopodobny niż w górnym. Nie znamy na razie szczegółowych założeń, ale realizacja niższego deficytu musiałyby wymagać zmian legislacyjnych, których nie ma. Na przykład powrotu do pomysłu podniesienia akcyzy na gaz i olej opałowy, co w przyszłym parlamencie raczej nie będzie możliwe do zrealizowania — mówi Janusz Jankowiak.

Cel: środek widełek

Sam Mirosław Gronicki zapewnia, że o 34-mld deficycie nie ma mowy.

— Będziemy dążyli do zmniejszenia go. Mamy nadzieję, że znajdzie się w środku widełek — powiedział minister.

Tymczasem Jacek Wiśniewski, szef działu analiz i prognoz rynkowych Pekao, uważa, że przedziałowe ujęcie założeń budżetowych jest dobrą praktyką.

— Ten rząd nie ma już bowiem mocy stanowienia pewnych rzeczy. Poza tym waga tych założeń budżetowych jest mniejsza, ponieważ nowy rząd może je odrzucić — twierdzi analityk Pekao.

Jak zauważa Janusz Jankowiak, pozostałe wielkości, jak przedziały dochodów i wydatków, nie pokazują wszystkiego dokładnie, a część z nich mogła zostać przerzucona do innych pozycji.

— Nie uwzględniają np. wydatków na waloryzację rent i emerytur. A to będzie około 5 mld zł brutto — zaznacza ekonomista BRE Banku.

Maciej Reluga zwraca natomiast uwagę na wydatki, które przy negatywnym scenariuszu mogą wzrosnąć o 6 proc.

— Zakładając inflację na poziomie 1,5 proc., mamy do czynienia z realnym wzrostem wydatków na poziomie 4,5 proc. Sądzę, że nawet biorąc pod uwagę planowaną waloryzację rent i emerytur, i tak jest to dużo — uważa ekonomista BZ WBK.

Remigiusz Grudzień z PKO BP sugeruje, że skoro pojawiły się widełki, oznacza to niepewność związaną np. z podatkami, a dokładniej — z akcyzą.

— Jeśli ostateczna wersja zależeć będzie od ministra, to można zakładać, że deficyt będzie się skłaniał ku dolnemu przedziałowi widełek. Jeśli jednak założenia zależeć będą od Sejmu, to raczej należy nastawić się na górną granicę 34 mld zł. W ostatnich miesiącach posłowie z pewnością skłonni będą do wydatków — uważa ekonomista PKO BP.