Na łamach „PB” perspektywa wykorzystania zasobów gazu łupkowego gości stale. Dlatego szczególnie monitorujemy łupkowe rozgrywki w Parlamencie Europejskim (PE). We wtorek słychać było oddech ulgi polskich europosłów po przyjęciu raportu naftowo-gazowego przez komisję energetyczną. Trochę mniej optymizmu powiało po środowym raporcie komisji środowiska.
Minister Marcin Korolec w Brukseli nie ukrywał frasunku zapisem o zakazie szczelinowania hydraulicznego (to metoda wydobywania gazu łupkowego) na terenach wrażliwych i zagrożonych, czyli np. w kopalniach czy ujęciach wody.
Główna dolegliwość Polski polega na braku wolnych terenów, gdzie niekonwencjonalny gaz można by wyciągać. Wzorujemy się na Stanach Zjednoczonych, wciąż mających ogromne tereny niezamieszkane. Tymczasem u nas najbardziej korzystny geologicznie pas jest na powierzchni zabudowany i zagospodarowany. Dlatego ludzie mieszkający w miejscach teoretycznej eksploatacji złóż przyjmują środowiskowe obostrzenia z pełną akceptacją.
A co do raportów europosłów, to ich fetyszyzacja jest w znacznym stopniu bezzasadna. Parlament od traktatu z Lizbony został umocniony w procesie stanowienia unijnego prawa, ale najbardziej w… jego własnym mniemaniu. Przy podejmowaniu decyzji najbardziej strategicznych nic się nie zmieniło. Ponad zarówno PE, jak i Komisją Europejską stoi Rada Europejska, czyli szczyty szefów państw i rządów.
Dotyczy to i wieloletniej perspektywy finansowej 2014-20, i gazu niekonwencjonalnego. Nasza generalna linia brzmi: w sprawie łupków nie potrzeba dodatkowych regulacji wiążących ręce państwom członkowskim. I jeśli uda się to obronić na forum rady — po prostu tak będzie.