Bezzatrudnieniowy wzrost Polsce nie grozi

Paulina Kostro
opublikowano: 23-11-2017, 22:00

Postępująca robotyzacja nie ma wpływu na liczbę bezrobotnych w kraju — może natomiast zwiększyć konkurencyjność rodzimych przedsiębiorstw.

Wzrost gospodarczy wpływa na rynek pracy. Ów postęp nie jest jednak zależny wyłącznie od liczby pracujących osób — jest on bowiem możliwy przy zerowej, a nawet ujemnej liczbie pracowników. Mówimy wówczas o tzw. jobless growth, czyli bezzatrudnieniowym wzroście gospodarczym. Do tej pory za przyczynę jego powstania uważało się przede wszystkim postęp technologiczny i zastąpienie pracy człowieka maszynami.

BEZ OBAW: Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, podkreśla, że Polacy nie powinni bać się robotyzacji, bo może być ona receptą na zatrzymanie produkcji w kraju.
Zobacz więcej

BEZ OBAW: Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, podkreśla, że Polacy nie powinni bać się robotyzacji, bo może być ona receptą na zatrzymanie produkcji w kraju. Fot. Marek Wiśniewski

Szczebel wyżej

— Bezzatrudnieniowy wzrost to model rozwoju, który nie przyczynia się do poprawy sytuacji na rynku pracy — produkt krajowy brutto (PKB) rośnie, a poziom zatrudnienia utrzymuje się lub wręcz spada. Część ekonomistów twierdzi, że do tego zjawiska dojdzie wkrótce w większości krajów rozwiniętych na skutek spadku zatrudnienia w przemyśle i postępującej robotyzacji. Dane empiryczne jednak nie potwierdzają tezy o konieczności występowania tzw. jobless growth — uważa Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ).

Jak zaznacza, kraje najbardziej rozwinięte technologicznie mają najwyższe wskaźniki zatrudnionych. Jeżeli chodzi o Polskę, pod koniec września nasz kraj został przekwalifikowany przez agencję indeksową FTSE Russell z „rynku rozwijającego się” na „rozwinięty”. Co prawda decyzja ma wejść w życie dopiero za rok, jednak jest to ważny argument ku temu, że w Polsce nie mamy do czynienia z tym zjawiskiem. Tego zdania jest również Jan Guz, który podkreśla, że wzrost gospodarczy w Polsce skutkuje rekordowo niskim bezrobociem, obecnie na poziomie 7 proc.

— Można więc powiedzieć, że bezzatrudnieniowy wzrost nie jest koniecznością wynikającą z dynamiki przemian technologicznych. Zdarza się on natomiast jako wynik konkretnych decyzji politycznych. Może to być np. dążenie do automatyzacji tych sektorów rynku pracy, gdzie związki zawodowe są silne, albo przekierowanie inwestycji publicznych z jednej branży do innych. Tzw. jobless growth

może też dotyczyć sytuacji, gdy wzrost gospodarczy związany jest z branżami, które absorbują niewielki ułamek siły roboczej albo generują niestabilne zatrudnienie — tłumaczy Jan Guz. To, że w Polsce zjawisko jobless growth nie jest obecne, potwierdza też Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. — W czasach ożywienia gospodarczego w latach 2010-11 odnotowywaliśmy przyzwoity wzrost. Przekraczał on w pewnym momencie 4 proc. w skali roku, ale stopa bezrobocia stała w miejscu. Obecnie rozwój jest mniej dynamiczny, ale rynek tworzy imponującą liczbę miejsc pracy. Bezrobocie spadło do rekordowo niskiego poziomu. Przyjęliśmy ponad milion pracowników z Ukrainy, a i tak wciąż cierpimy na niedobór rąk do pracy — podkreśla Andrzej Malinowski.

Roboty nie pozbawią pracy

Jak podkreślają eksperci, rozwój technologii ma istotny wpływ na rynek pracy, jednak — jak zaznacza Jan Guz — niektóre diagnozy w tym obszarze są przesadzone, jak te związane z obawą całkowitej robotyzacji miejsc pracy. — Z najnowszych danych GUS wynika, że w Polsce nowoczesna gospodarka tworzy coraz więcej miejsc pracy i osiągnęła pod tym względem w 2016 r. imponujący wzrost — ponad 16 mln zatrudnionych. Nie ma więc prawidłowości polegającej na spadku zatrudnienia i zastępowaniu ludzi przez roboty — podkreśla Jan Guz. Natomiast zdaniem Andrzeja Malinowskiego, trudno dziś przewidzieć, czy w przyszłości część miejsc pracy zniknie za sprawą automatyzacji.

— Nie jest to tak bliska perspektywa, aby stwierdzić, czy w ich miejsce pojawią się chociażby nowe zawody. Obecnie zmagamy się raczej z problemem braku ludzi do pracy niż braku pracy dla ludzi — zauważa Andrzej Malinowski. Nie ma wątpliwości, że struktura rynku pracy się zmienia. Jest mniej osób zatrudnionych w przemyśle, a niektóre branże, jak handel czy bankowość, stopniowo się automatyzują.

— Warto pamiętać, że kluczową rolę ma tutaj do odegrania polityka nowoczesnych państw, które mogą i powinny stymulować wzrost zatrudnienia w wybranych branżach. Mam tu na myśli z jednej strony publiczne inwestycje w nowe technologie, a z drugiej wzrost wydatków i tworzenie nowych miejsc pracy w sektorze opieki i edukacji. Nie powinniśmy się więc bać przyszłości, ale uważnie śledzić działania naszych rządów, bo to od nich w dużej mierze zależy, jaki będzie rynek pracy za 10-20 lat — zaznacza Jan Guz.

Według niego Polacy nie muszą obawiać się automatyzacji — bo jest to jedyna szansa dla skuteczny rozwój gospodarki. Nie powinniśmy zapominać o tym, że aktualnie jesteśmy jednym z najmniej zrobotyzowanych krajów świata. Zdaniem eksperta, mechanizacja może być receptą na zatrzymanie produkcji w kraju, bo zwiększając konkurencyjność polskich firm, możemy zapobiec przenoszeniu produkcji do krajów o tańszej sile roboczej. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Kostro

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Bezzatrudnieniowy wzrost Polsce nie grozi