Biało-czerwoni zagrali tak, jak rywal pozwolił

Jarosław Sroka
opublikowano: 1999-12-24 00:00

Biało-czerwoni zagrali tak, jak rywal pozwolił

Reprezentacyjna kadra biało- -czerwonych nie grała w mijającym roku najlepiej. Powodów tak kiepskich wyników było kilka. Najpierw „naszym orłom” boleśnie dały się we znaki silne, przeciwne wiatry ze Wschodu, potem reprezentacja zmuszona była do odwrotu na własne pole karne pod naporem azjatyckiej grypy. Wielu graczy nie wykazało w tej sytuacji dostatecznego przygotowania kondycyjnego, zawodziły nerwy, brakowało umiejętności gry w zespole. Indywidualności gubiły się też w dryblingach. Zabrakło wreszcie silnego trenera, a ławka rezerwowych dramatycznie świeciła pustkami.

NA TLE słabo grających zawodników w polu zdecydowanie pozytywnie wyróżniał się bramkarz. Hanna Gronkiewicz-Waltz tradycyjnie zaprezentowała wysoką formę, szybki refleks, bezbłędnie skracała pole przeciwnikom, a wprowadzana do gry piłka prawie zawsze trafiała pod właściwe nogi. Na szczęście nie odniosła żadnej kontuzji, bo nie mamy równie utalentowanego rezerwowego. Problem jednak w tym, że ambicje pani prezes NBP sięgają daleko poza pole bramkowe.

TEGOROCZNE ustawienie graczy było wyjątkowo defensywne, stąd aż czterech obrońców oraz czterech pomocników. Trzon linii defensywnej stanowił zgrany (przynajmniej w oficjalnych meczach) ministerialny duet Emila Wąsacza i Alicji Kornasiewicz. Duet — co warto podkreślić — grający w zupełnie różnych stylach, bo pan Emil nie kryje swoich fascynacji futbolem brazylijskim, czyli zwinnością i sprytem (udowodnił to w trakcie kilku sparingów z połączoną ekipą BRE i BHW), a pani Alicja uwielbia angielskie wrzutki, nieźle gra głową i nie unika ostrych starć.

DEFENSYWĘ uzupełniają Jacek Socha, szef Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz członkowie Rady Polityki Pieniężnej z Grzegorzem Wójtowiczem na czele. Ten pierwszy z determinacją bronił dostępu do bramki spekulacyjnemu kapitałowi oraz pomagał sędziom w wychwytywaniu grających nie fair (inna sprawa, że sędziowe nie nadążali za ambitnym obrońcą). Pan Jacek na pewno wyróżnia się z całego zespołu wyszkoleniem technicznym, choć jego wślizgi bywają zbyt niebezpieczne. Z kolei Grzegorz Wójtowicz udanie godził w swojej grze dziesięć stylów piłkarskich RPP i umiejętnie podawał do bramkarza. Głową.

PRAWE SKRZYDŁO drugiej linii było mocno obsadzone przez Cezarego Mecha, szefa Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. To debiutant, który jednak dał się we znaki zarówno przeciwnikom, jak i... kadrowiczom, bo zdarzały mu się ewidentne kiksy. Komentatorzy dostrzegli, że pomocnik wymieniał się koszulkami tylko z wybranymi. Tuż obok niestrudzenie biegał minister gospodarki Janusz Steinhoff, który grę w reprezentacji musiał godzić z pracą społeczną w górniczych i hutniczych klubach kibiców na Śląsku. Słynie z finezyjnych zwodów. Z kolei Arkadiusz Krężel, szef Agencji Rozwoju Przemysłu, ma opinię pracowitego, ale niewidocznego gracza na murawie. Przyjmuje — i to na własną klatkę piersiową — wszystkie, nawet najgorsze, piłki i w miarę możliwości podaje do przodu. Raczej celnie. Niestety druga linia straciła w połowie meczu widowiskowego gracza. Był nim Stanisław Alot, szef Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Powód? Czerwona kartka i odsunięcie od gry za niebezpieczne faule.

ATAK mieliśmy niestety mało zgrany. Na lewym skrzydle brylował wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz. Grał jednak sam. A gdy został boleśnie sfaulowany, to okazało się, że nie ma go kim zastąpić. Ostatecznie pozostał jednak w grze, co nieznacznie podniosło morale ekipy. Stylu gry jednak nie zmienił. Pewnie byłoby to trudne, ponieważ biegający nieznacznie na prawo Jerzy Kropiwnicki, kierujący na co dzień Rządowym Centrum Studiów Strategicznych — bez wątpienia rasowy napastnik — czasem gubił się w gąszczu przeciwników i ostro strzelał, ale na własną bramkę. Trener w końcu tego nie wytrzymał i zesłał go na obóz kondycyjny.

NASI GRACZE nie wznieśli się na wyżyny rozgrywek europejskich. Nie zanosi się też na to, że lepiej pójdzie im w kolejnym sezonie. Zawodnicy nie powinni jednak zapominać, że przyszły rok będzie okresem przygotowań do transferów i wielu kadrowiczów może już nigdy nie założyć koszulki z białym orłem na piersiach. W szatni taktykę gry omawia już bowiem kolejna ekipa, która, sądząc po ostatnim zgrupowaniu w Warszawie, ma spore ambicje. Też jednak nie powinna zapominać, że boisko jest grząskie, piłkę znoszą obce wiatry, a kibice będą coraz mniej wyrozumiali.