Biogazownicy dokładają do biznesu

Biogazowi inwestorzy są pod kreską. Zamrażają kolejne inwestycje. I apelują o przepisy pozwalające na rozwój branży.

Walczymy o przetrwanie — alarmują biogazownicy. Nie tylko nowi, dopiero poznający ten biznes, ale ci najbardziej doświadczeni.

Zamrożone

— Obecnie mamy 8 instalacji biogazowych. W planach była budowa 7 kolejnych za około 100 mln zł. Miały ruszyć do końca przyszłego roku, ale z tych planów zrezygnowaliśmy, bo biogazownie dzisiaj nie są rentowne. Naszą przewagą jest to, że mamy własny substrat, a i tak nie umiemy tej rentowności osiągnąć. W jeszcze gorszej sytuacji są ci, którzy surowiec muszą kupować — mówi Grzegorz Brodziak, prezes Poldanoru, jednego z największych producentów trzody chlewnej. Spółka nie jest w tych decyzjach odosobniona.

— Inwestycję zamroziła również lubelska Wikana. Nie rusza nawet budowa tych biogazowni rolniczych, na których realizację przyznano sute dotacje unijne (z tzw. regionalnych programów operacyjnych, RPO). Tak jest np. w zachodniopomorskim, gdzie na dziesięć przyznanych dotacji z RPO do budowy tego typu obiektów tylko dwie zostały wykorzystane — twierdzi Jacek Krzemiński, ekspert portalu chronmyklimat.pl. Rezygnuje również sektor bankowy.

— Banki widzą dużą nieprzewidywalność dla obecnego rynku odnawialnych źródeł energii (OZE) i w związku z tym wycofują sie z finansowania nowych inwestycji, w tym biogazowni — dodaje Sylwia Koch-Kopyszko, prezes Unii Pracodawców i Producentów Przemysłu Biogazowego (UPEBI).

W Polsce działa obecnie 39 biogazowni (dane na koniec sierpnia). W budowie jest 40. Do ogłaszanych przez władze planów „Biogazownia w każdej gminie” jeszcze więc trochę brakuje, bo powinno ich być ponad 2 tys.

Bez wsparcia

Dzisiaj to nierealne założenia, a branża przyznaje, że czuje się oszukana. Powody są trzy. Pierwszy to zielone certyfikaty, czyli świadectwa potwierdzające wytwarzanie energii z odnawialnych źródeł, którymi producenci handlują. Nadpodaż tych certyfikatów doprowadziła do załamania się ich cen.

— Jest to wynik nadwyżki pochodzącej z pseudoodnawialnych źródeł energii, czyli współspalania [ spalanie biomasy z węglem — red.], które też uzyskuje takie wsparcie. Nasz kraj w zeszłym roku połowę wyprodukowanej energii odnawialnej odnotował właśnie we współspalaniu, które wykorzystywało stare, zamortyzowane kotły. W tym roku tak wyprodukowanej energii jest mniej. Zaczyna z tego powoli korzystać prawdziwa energetyka OZE, gdyż powoli wzrasta cena zielonych certyfikatów, co daje pewną nadzieję na lepszą drugą połowę roku dla branży — wyjaśnia Sylwia Koch-Kopyszko. Przedstawiciele branży przekonują, że ustabilizować sytuację mogłyby przepisy, które zróżnicują wysokość wsparcia w postaci zielonych certyfikatów dla poszczególnych technologii OZE (dzisiaj jest ono takie samo).

Drugi biogazowy problem to brak żółtych certyfikatów, przyznawanych za produkcję energii z gazu z zastosowaniem wysokosprawnej kogeneracji (czyli nie tylko produkcji prądu, ale również ciepła). — System ten wygasł z końcem 2012 r. Miał być przedłużony na kolejne lata, ale rząd spóźnił się z decyzjami w tej sprawie — twierdzi Jacek Krzemiński. Wciąż nie ma nawet ostatecznego projektu ustawy o OZE.

— Nie wiadomo, na jakie dokładnie wsparcie (i na jakich zasadach) będą mogły liczyć poszczególne instalacje OZE, w tym biogazownie. Bez tej wiedzy nie da się skonstruować sensownego biznesplanu i nikt nie zaryzykuje wydania milionów złotych, które pochłania taka inwestycja — dodaje Jacek Krzemiński. Zdaniem wielu ekspertów, to właśnie Polska ma jeden z największychbiogazowych potencjałów w UE.

— Według wyliczeń prof. Jana Popczyka z Politechniki Śląskiej, Polska mogłaby produkować rocznie ponad 10 mld m sześc. biogazu rolniczego — z odpadów z rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego oraz tzw. roślin energetycznych. Dla porównania — nasz kraj zużywa rocznie 14,3 mld m sześc. gazu ziemnego, z czego 4,3 mld pochodzi z krajowego wydobycia, a 10 mld to import, głównie z Rosji — wylicza Jacek Krzemiński. I pokazuje niemieckie dane.

— W Niemczech działa ponad 7 tys. biogazowni, które produkują energię wystarczającą do zaopatrzenia w prąd 5,3 mln niemieckich gospodarstw domowych. Roczne przychody tego biznesu sięgają 6,9 mld EUR, a w 2010 r. dawały 39 tys. miejsc pracy — wylicza Jacek Krzemiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu