Najpierw ustawę o biokomponentach zawetował prezydent. Później kolejną wersję skompromitował dopisek o „innych roślinach”, który „omyłkowo” nie został usunięty. A jeszcze później — z niewiadomych powodów ustawę, bardzo podobną do tej, którą wcześniej zawetował — prezydent podpisał. Podpisał, mimo że podstawowy brak, brak „zachowania prawa konsumentów do wyboru”, nie został usunięty. No cóż, nie tylko kobieta zmienną jest. Prezydent, jak się okazuje, także.
Stojąc na gruncie niezgodności ustawy o biopaliwach z Konstytucją (naruszenie jednego z podstawowych praw obywa- telskich — prawa swobodnego wyboru towaru) ustawę zaskarżył profesor Andrzej Zoll, rzecznik praw obywatelskich. Trudno sobie nawet wyobrazić, by Trybunał Konstytucyjny nie podzielił wątpliwości profesora Zolla. I będzie wstyd. Wstydzić powinni się posłowie — bo uchwalili złe prawo, prezydent, bo jest aż za bardzo elastyczny, producenci... No właśnie, wstyd wstydem, ale naprawdę zapłacą za to producenci. Bo znowu potrzebne prawo (ale sensownie skonstruowane, z poszanowaniem cywilizowanych zasad) nie wejdzie do praktyki, proces legislacyjny rozpocznie się od nowa i zapewne znacznie się przeciągnie. A kto się cieszy? Tak naprawdę nikt, chyba tylko — gdyby umiały — silniki. Im będzie trochę łatwiej. No i może trochę kierowcy.