Bitwa o Stolicę trwa

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2003-06-09 00:00

Przedstawiciele głównego udziałowca firmy kurierskiej Messenger Service Stolica — funduszy inwestycyjnych Enterprise Investors (EI) — przypuszczają, że zostali oszukani przez prywatnych udziałowców tej spółki, w wyniku czego przepłacili wykupując 43 proc. jej udziałów. Jan Tkaczow, prezes Messenger Service Stolica, nie rozumie, dlaczego dokumenty, które według EI jeszcze dwa lata temu były w porządku, teraz budzą wątpliwości większościowego udziałowca.

Obecnie Enterprise Investors jest właścicielem 43 proc. udziałów MS Stolica. Pierwszego zakupu (około 23 proc.) fundusze dokonały w 2001 r., a kolejne udziały (20 proc.) odkupiły od prywatnych właścicieli w czerwcu 2002 r. Z nieoficjalnych informacji wynika, że wcześniej zainteresowana kupieniem tej firmy była również poczta francuska.

Podczas pierwszego zakupu, dokonanego przez Enterprise Investors, wycena udziałów Stolicy oparta była na wynikach spółki za rok 2000. Przy drugiej transakcji brano pod uwagę wyniki za rok 2001.

Jacek Siwicki, partner zarządzający w Enterprise Investors uzupełnia, że zanim została podjęta decyzja o wykupieniu udziałów, EI zasugerowało przeprowadzenie audytu przez znaną na rynku firmę konsultingową. Wybór padł na PriceWaterhouseCoopers. Audytor nie zgłosił żadnych zastrzeżeń do ksiąg Stolicy. W efekcie blisko 43 proc. udziałów spółki kurierskiej trafiło w ręce EI za łączną kwotę 10,4 mln USD. Już w 2001 r. w radzie nadzorczej Stolicy zasiedli przedstawiciele EI.

Pojawienie się nowego inwestora w spółce zwykle oznacza zmiany w jej władzach. Na wniosek EI w zarządzie Stolicy pojawili się nowi menedżerowie, którzy zastąpili zasiadających tam wcześniej trzech prywatnych udziałowców. Również w wyniku zmian kadrowych, na początku 2003 r., w firmie MS Stolica został zatrudniony nowy dyrektor finansowy.

— Wspólnie z prywatnymi właścicielami stwierdziliśmy, że dotychczasowy dyrektor nie spełniał oczekiwań zarządu ani rady nadzorczej. Zatrudniliśmy head huntera, który wytypował kilku kandydatów. Wspólnie wybraliśmy odpowiednią osobę — opowiada Jacek Siwicki.

Jego zdaniem, właśnie wtedy prawda wyszła na jaw. Po dwóch miesiącach urzędowania nowy dyrektor finansowy stwierdził wiele nieprawidłowości.

— Dotyczyły one głównie ksiąg za lata 2000-2001, czyli tych, na podstawie których spółka została wyceniona. Wniosek był prosty, skoro istnieje prawdopodobieństwo, że wycena spółki mogła zostać zawyżona, to znaczy, że przepłaciliśmy i chyba jasne jest, że zależało nam na wyjaśnieniu całej sprawy — mówi Jacek Siwicki.

EI wystąpiło z inicjatywą powołania biegłego z zewnątrz, który mógłby dokonać wnikliwej analizy ksiąg i historycznych faktur w celu określenia skali problemu.

— W przypadku stwierdzenia przez niego zawyżenia wyników w latach 2000-2001 domagalibyśmy się zwrotu części pieniędzy — zapewnia Jacek Siwicki.

Jan Tkaczow, obecny prezes Stolicy, zastanawia się, w jaki sposób dokumenty, które jeszcze dwa lata temu nie wzbudziły podejrzeń audytora, dziś podawane są w wątpliwość.

— Przedstawiciele EI przez pół roku przed zakupem wnikliwie badali wszystkie dziedziny działalności Stolicy. Dlaczego dopiero po dwóch latach zmienili zdanie? Tym bardziej że przez cały ten czas w radzie nadzorczej zasiadali dwaj przedstawiciele funduszy — zastanawia się Jan Tkaczow.

Odpowiedź Jacka Siwickiego jest prosta.

— Nie chcieliśmy uczynić z rady nadzorczej swoistej izby kontroli. Poza tym przy specyfice działalności takich firm jak Stolica, przychody i zysk generowany jest przez realizację setek tysięcy drobnych usług. Przeanalizowania wymaga zatem kilkaset tysięcy faktur. Aby sprawdzić wszystko, należy zaangażować kilka osób na długi czas. Jest to proces na tyle skomplikowany, że niewykluczone, iż coś umknęło podczas poprzedniego audytu — odpowiada Jacek Siwicki.

EI wystąpi z inicjatywą powołania biegłych, którzy mieliby dokonać sprawdzenia ksiąg firmy.

— Podczas posiedzeń rady nadzorczej prywatni właściciele Stolicy skutecznie blokowali jednak ten pomysł. Mogli to robić, ponieważ do powołania eksperta potrzebne są trzy głosy, a EI dysponuje tylko dwoma — mówi Jacek Siwicki.

Natomiast Jan Tkaczow zapewnia, że spółka właśnie pracuje nad wyjaśnieniem wszelkich nieprawidłowości.

— Aktualnie firma Ernst & Young przeprowadza audyt w Stolicy — dodaje Jan Tkaczow.

Jednak Jacek Siwicki podkreśla, że obecnie kontrolę nad weryfikacją ksiąg Stolicy mają osoby, które tworzyły zarząd w czasie, gdy ewentualne nieprawidłowości powstały.

— Wychodzi na to, że prywatni akcjonariusze są sędziami we własnej sprawie — podsumowuje Jacek Siwicki.

Na rynku pojawiła się opinia, że spór właścicieli Stolicy może oznaczać próbę dokonania wrogiego przejęcia spółki przez posiadające większościowy pakiet fundusze. Scenariusz takiego przejęcia jest prosty. Wystarczy doprowadzić do obniżenia wartości spółki przez wykazanie błędów czy rozpętanie burzy medialnej. Jednak Jacek Siwicki zapewnia, że nic takiego nie ma miejsca.

— Mamy poważne obawy, że scenariusz dotyczący wrogiego przejęcia może być prawdziwy — mówi Jan Tkaczow.

Dodaje, że nigdy wcześniej przedstawiciele EI nie zwerbalizowali chęci wykupu całości udziałów Stolicy.

— O takim pomyśle dowiedzieliśmy się dopiero po publikacjach prasowych. Zaskoczyło nas, że mimo niezadowolenia z dotychczasowej współpracy oraz niskiej oceny naszej firmy i jej wyników, fundusze nie są zainteresowane sprzedażą posiadanych udziałów, a wręcz odwrotnie — wykupieniem całej firmy — mówi Jan Tkaczow.

Obawy prezesa Stolicy potwierdza pragnący zachować anonimowość menedżer z branży TSL. Według niego, nie można wykluczyć ewentualnej próby przejęcia przez EI reszty udziałów spółki. Podkreśla on bowiem, że agresywne działania inwestycyjne są typową strategią funduszy takich jak EI. Jednocześnie wyraża on nadzieję, że przyczyną sporu między Stolicą a EI nie jest chęć zrekompensowania sobie przez fundusze ewentualnych strat poniesionych przez nie wskutek innych inwestycji.

— Wyjście jest jedno: nie oddamy Stolicy i sami znajdziemy kogoś, kto wykupi udziały EI. Partnerstwo nie jest możliwe. Trudno uwierzyć, że celem działania funduszy jest dobro naszej firmy — mówi Jan Tkaczow.

— Nie chcę wypowiadać się na temat przyszłości naszej współpracy do momentu, kiedy będziemy mogli stwierdzić — co tak naprawdę się stało. Chcemy mieć wgląd do wszystkich dokumentów i powołać odpowiednich biegłych. Nie mogę wypowiadać się na temat naszych planów, dopóki nie poznamy prawdziwej kondycji finansowej spółki Stolica. Złożyliśmy w prokuraturze doniesienie o próbie popełnienia przestępstwa, polegającego na działaniu na szkodę Stolicy. Chcemy mieć zagwarantowaną możliwość sprawdzenia stanu firmy — wyjaśnia Jacek Siwicki.

Mimo sporu między właścicielami Stolica działa normalnie i obsługuje wszystkich klientów na dotychczasowych zasadach, dostarczając przesyłki w terminach określonych w listach przewozowych.