Biura podróży czeka boom za... kilka lat

opublikowano: 11-02-2021, 20:00

W zeszłym roku na zagraniczne wakacje poleciało czterokrotnie mniej Polaków niż w 2019 r., w tym może poleci trzykrotnie mniej. Ale w 2025 r. może ich być 8 milionów!

TUI, Itaka i Rainbow miały w ubiegłym roku około 600 tys. klientów wobec 2,4 mln w 2019 r. Trzy największe biura obsługują trzy czwarte polskiego rynku zagranicznych wycieczek lotniczych, który w 2020 r. mógł skurczyć się do 800 tys. z 3,2 mln osób w 2019 r. Pogorszyły się też wyniki finansowe touroperatorów.

Smutne podsumowanie

Bardzo mocno skurczyła się Itaka, która miała najlepsze wyniki finansowe wśród biur. Jej spółka odpowiedzialna za działalność w Polsce, Nowa Itaka, w 2019 r. miała 2,79 mld zł przychodów, 19,1 mln zł zysku i 889 tys. klientów.

– Liczba klientów i obroty spadły o 80 proc. do, odpowiednio, 182,6 tys. i 555,9 mln zł. Był to okres najtrudniejszych decyzji w historii firmy, wymuszający dokonywanie strategicznych zmian pod presją czasu, w którym nie można było niczego zaplanować z jakimkolwiek wyprzedzeniem, co sprowadziło się do zarządzania kryzysem – mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.

TUI miał w 2019 r. 2,7 mld zł przychodów, 13,1 mln zł zysku oraz 981 tys. klientów - najwięcej wśród touroperatorów działających w Polsce.

– W 2020 r. mieliśmy 300 tys. klientów. Przychody spadły o około 70 proc. do 820 mln zł. Oczywiście zanotowaliśmy duże straty. Po pierwsze, traciliśmy na działalności operacyjnej, co w dużej mierze wynika z naszego modelu biznesowego. Stawiamy na dystrybucję własną, a to przede wszystkim koszty stałe. Taki model świetnie się sprawdza, kiedy jest co sprzedawać. Po drugie, jak wszyscy touroperatorzy w grupie TUI, zabezpieczamy się na okoliczność wahań kursu paliwa. Jego cena spadła, co oczywiście przełożyło się na duże straty z działalności finansowej – mówi Marcin Dymnicki, dyrektor zarządzający TUI Poland.

Giełdowy Rainbow miał po trzech kwartałach 2020 r. niecałe 418,4 mln zł przychodów, czyli o ponad 1 mld zł mniej niż rok wcześniej, i prawie 14,3 mln zł straty netto wobec 48,6 mln zł zysku w 2019 r.

– Wyniki za cały rok podamy pod koniec marca. Czwarty kwartał nie był łatwy dla branży, do większości destynacji albo w ogóle nie można było latać, albo podróż wiązała się z dużymi ograniczeniami, a w Polsce był szczyt zachorowań. Trudno więc oczekiwać odbicia wyniku w czwartym kwartale, zwłaszcza że w przypadku biur podróży nawet w dobrych latach w ostatnim kwartale działa się na granicy rentowności – mówi Maciej Szczechura z zarządu Rainbowa.

W 2019 r. Rainbow miał 1,6 mld zł przychodów, 37,2 mln zł zysku i 491 tys. klientów.

– W ubiegłym roku mieliśmy ponad 100 tys. klientów – twierdzi Maciej Szczechura.

Nieśmiałe nadzieje

Ostatnie tygodnie są dla branży bardziej optymistyczne.

– Widać wzrost zainteresowania. Obecnie benchmarkiem jest dla nas 2019 r. i w tym momencie sprzedaż stanowi ponad 60 proc. poziomu sprzed dwóch lat. Choć w wielu przypadkach to wyjazdy przepisane z ubiegłego roku, mamy wyraźnie więcej nowych rezerwacji, wizyt na stronie, telefonów do call center. Wszystko wskazuje na to, że kraje w basenie Morza Śródziemnego otworzą się szerzej niż w 2020 r., bo jest szczepionka i wszyscy są lepiej przygotowani do działania w dobie pandemii. Zakładamy, że w całym roku liczba klientów i przychody osiągną 70 proc. poziomu z 2019 r. – mówi Maciej Szczechura.

Marcin Dymnicki też obserwuje wzrost zainteresowania ofertą, ale nie chce przewidywać, jaki będzie ten rok dla TUI. W Itace oferta zimowa sprzedaje się na poziomie 25-30 proc. ubiegłorocznej, a wyjątkiem jest Zanzibar, na który nie trzeba robić testów (podobnie jak na Dominikanę). 10-dniowa kwarantanna po powrocie z zagranicy spowodowała chwilowe zahamowanie sprzedaży.

– Pozytywną zmianą jest wprowadzenie testów na lotnisku we Wrocławiu. Klienci wykonują je przed odprawą celną, negatywny wynik zwalnia z 10-dniowej kwarantanny. W tym kierunku idą też lotniska w Katowicach i Warszawie. Dotyczy to jednak wyłącznie turystów wracających z krajów poza strefą Schengen. Staramy się, aby wszyscy turyści mogli wykonywać testy po powrocie do Polski – mówi Piotr Henicz.

Nierychłe odbicie

Mniejszym optymistą jest Andrzej Betlej, prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelDATA.

– W tym roku głównym rozgrywającym sezonu może być nowa mutacja koronawirusa, która według epidemiologów jest znacznie bardziej zaraźliwa. Dlatego raczej nie będzie on tak dobry, jak przewidują biura podróży. Rynek turystyczny silnie odbije dopiero w 2022-23 r., a w 2025 r. nawet 8 mln osób może polecieć na wczasy z touroperatorami albo samodzielnie tanimi liniami lotniczymi – przewiduje Andrzej Betlej.

W 2019 r. pierwsza grupa liczyła 3,2 mln osób, a druga około 800 tys. Andrzej Betlej wymienia kilka czynników, które pomogą turystyce.

– Już dziś Polacy mają duże oszczędności, które urosły o 100 mld zł, czyli 10 proc. Do tego dojdzie znaczny odłożony popyt i optymizm konsumencki – dziś na niskim poziomie w porównaniu z innymi krajami Europy i zbyt niski, zważywszy na faktyczny stan gospodarki, ale spodziewam się tu poprawy. Przewiduję też umocnienie złotego, obecnie utrzymywanego na niskim poziomie m.in. przez interwencje NBP – mówi prezes TravelDATA.

Kto obsłuży tę olbrzymią liczbę klientów?

– Główni kandydaci to TUI, który otrzymał kilka miliardów euro rządowej pomocy, i tanie linie lotnicze. Polskie biura, o ile nie dostaną większego wsparcia - a na razie tylko Rainbow otrzymał 25 mln zł pożyczki, mogą mieć trudności z powalczeniem o klienta – uważa Andrzej Betlej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane