Biznes człowieka szczęśliwego

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 01-03-2012, 00:00

Łukasz Bald miał być prawnikiem, a został bankowcem. Po kilkunastu latach odszedł z korporacji, by spełniać swoje pasje i marzenia. Fascynują go piękne miejsca i ekskluzywne rezydencje. Na nich opiera swoje biznesy.

Colonial & Riviera Properties i Easy Times to najmłodsze firmy Łukasza Balda. Pierwsza pośredniczy w kupowaniu luksusowych apartamentów m.in. na Karaibach, w Portugalii i na południu Francji. Druga realizuje wakacje marzeń w najpiękniejszych zakątkach świata pod hasłem „bosy luksus”, który zapewnia hotel butikowy na odludziu lub własna willa z rajską plażą bez tabunu wczasowiczów w pobliżu. Do utworzenia tych firm wiodła długa droga. Nie zabrakło też przypadku.

Szturmem na bank

Łukasz Bald po prawniczych studiach na Uniwersytecie Łódzkim trafił do amerykańskiej kancelarii Hogan & Hartson i wszystko wskazywało na to, że zostanie wziętym adwokatem. Po dwóch latach doszedł jednak do wniosku, że praca w kancelarii nie odpowiada jego temperamentowi.

— Zrozumiałem, że doradzanie ludziom i pomoc w rozstrzyganiu ich problemów już mi nie wystarcza. Chciałem sam kreować wydarzenia biznesowe — tak tłumaczy swoją pierwszą decyzję o zmianie zawodu. Wybrał bankowość — jak mówi, trochę z przypadku. Zobaczył ofertę pracy w charakterze asystenta członka zarządu, zaryzykował i niemal z marszu poszedł na rozmowę. Rzadko się zdarza zaczynanie kariery bankowej na poziomie zarządu, ale jemu się udało. Mógł od początku nowej drogi zawodowej poznawać pracę bankową na najwyższym szczeblu strategicznym. Trudno było nie skorzystać z takiej okazji. Zwłaszcza że finanse, może nie zawodowo, ale hobbystycznie, zawsze go pociągały. Decyzję podjął więc bez wahania i przeniósł się z Warszawy do ukochanej Łodzi. W ten sposób przesądził o kolejnych 17 latach zawodowego życia, które wiodło go przez pięć różnych instytucji finansowych, z których dwiema kierował.

Odzyskanie niepodległości

Trzy lata temu postanowił po raz drugi zmienić swoje życie.

— Doszedłem do wniosku, że chcę realizować własne pomysły pod własnym szyldem i we własnym imieniu — wyjaśnia. Podjęcie decyzji ułatwił mu rynek finansowy, który po kryzysie 2008 r. stał się bardzo trudny, a prowadzenie biznesu bankowego mniej satysfakcjonujące. Nie znaczy to, że kryzys bezpośrednio wpłynął na odejście Łukasza Balda z bankowości, bo taki plan miał już wcześniej. W ten sposób, jak sam mówi, odzyskał niepodległość. Dziś przyznaje, że zawsze chciał prowadzić interesy związane z nieruchomościami — ale zagranicznymi zajął się przypadkiem.

— Nie sądziłem, że zidentyfikuję popyt na tego rodzaju usługi, które teraz prowadzę — to znaczy pomoc w kupowaniu ekskluzywnych rezydencji w pięknych miejscach na świecie — opowiada.

Wszystko zaczęło się od inwestycji we własny dom na Karaibach. Okazało się, że wiele osób z otoczenia bankowca było zainteresowanych jego pomocą przy finalizowaniu podobnych transakcji. Łukasz Bald znalazł więc rynkową niszę i ją wykorzystał. W ten sposób realizuje swoje pasje i prowadzi dobrze prosperującą firmę. Ceny domów, które sprzedaje na południu Francji, zaczynają się od 190 tys. euro, a na karaibskiej wyspie Antigua od 670 tys. dolarów. Chętnych jednak nie brakuje.

— To jest nie tylko bardzo dochodowy, ale i bardzo wdzięczny biznes. Daje pretekst do odwiedzania przepięknych miejsc, a ja jestem człowiekiem przestrzennym. Fascynują mnie miejsca, budowle, architektura. To je przede wszystkim pamiętam — mówi były bankowiec. Z rozbawieniem wspomina, że nigdy nie pamięta nazwisk, co w bankowości, zwłaszcza amerykańskiej, było dla niego dużym utrudnieniem. — Tam nie można nie pamiętać, jak nazywa się człowiek, z którym rozmawiało się trzy lata wcześniej. Co z tego, że wiedziałem, gdzie on mieszka albo gdzie studiował. Ludzie kojarzyli mi się tylko z miejscami. Pewnie dlatego robię interesy związane z przestrzenią — śmieje się.

Przepis na własne eldorado

Na pytanie, ile trzeba mieć pieniędzy, by połączyć hobby z biznesem i z tego żyć, odpowiada przewrotnie.

— Trudno mówić o kwotach, bo w przypadku każdego biznesu są one inne. Sprzedaż nieruchomości za granicą nie wymaga nakładów finansowych. Raz na jakiś czas dajemy reklamę, ale to są wydatki rzędu kilku czy kilkunastu tysięcy złotych — zapewnia. Przyznaje też, że jest ekstremalnym przypadkiem, bo sam był swoim pierwszym klientem. Kupił domy na Karaibach i w Portugalii. Wszystko więc przećwiczył na sobie.

— Jeżeli założyć, że źródłem sukcesu tego przedsięwzięcia jest moje doświadczenie w kupowaniu nieruchomości, to trzeba mieć tyle pieniędzy, żeby je kupić, czyli kilka milionów dolarów, ale nie jest to warunek konieczny — dodaje. Nie ukrywa jednak, że rozkręcenie każdego biznesu wymaga takich oszczędności, które wystarczą na życie przez kilka lat bez stresu.

— Nie znam biznesu, który wypaliłby w kilka miesięcy od jego założenia. Przynajmniej mnie to się nigdy nie udało. Nie wierzę w łatwe sukcesy i w znajdowanie łatwych rozwiązań. Przepis na sukces według Łukasza Balda to inwestować, budować i cierpliwie czekać na owoce. Żyć tym, co się buduje, zastanawiać się, czy się idzie we właściwym kierunku, czy nie należy czegoś zmienić, bo pierwotna koncepcja nigdy nie jest idealna — opowiada. Na pytanie, czy zamierza rozwijać kolejne firmy, zdecydowanie zaprzecza. Ceni swój czas i podkreśla, że jest bardzo rodzinnym człowiekiem, więc lubi spędzać go z żoną i dziećmi. Często też razem podróżują.

Łukasz Bald

Rozpoczynał karierę w kancelarii adwokackiej, potem przez 17 lat pracował w bankowości. Był prezesem GE Banku Mieszkaniowego i Dom Banku. Dzisiaj jest właścicielem Griffin’s Estate, firmy zajmującej się rewitalizacją nieruchomości w Łodzi, biura sprzedaży nieruchomości za granicą Colonial & Riviera Properties i biura podróży Easy Times. Tylko piękne miejsca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EWA BEDNARZ

Polecane