Biznes już zarobił na meczu

Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 1999-10-08 00:00

Biznes już zarobił na meczu

Gdyby drużyna Anglii we wrześniu wygrała w Warszawie, to polski biznes z pewnością nie byłby usatysfakcjonowany. Mecz Polaków w Sztokholmie byłby spotkaniem, które nie wzbudzałoby dużych emocji. A na emocjach — zwłaszcza na piłkarskich — można nieźle zarobić. Z pewnością z nerwowego zamieszania wokół występu biało-czerwonych skorzysta Wizja TV. Na razie ta cyfrowa telewizja sprzedała około 170 tys. zestawów do odbioru telewizji satelitarnej. Jej szefowie liczą na to, że kibice kupią następne, byle tylko w domowym zaciszu obejrzeć zmagania dwóch jedenastek. Ci, których nie stać na cyfrówkę, być może wybiorą się do pubów. Ich właściciele zapewne już ściągają z hurtowni zapasy trunków, by ochłodzić gardła rozkrzyczanych kibiców piłkarskich, wymachujących szalikami przed ekranami telewizorów.

Znajdą się też tacy, którzy wybiorą się do Sztokholmu. Tu swoje usługi — z błogosławieństwa Polskiego Związku Piłki Nożnej — oferują dwa biura podróży: Air Tours Poland oraz Sindbad, którego szefem jest notabene czynny sędzia piłkarski Ryszard Wójcik. I znów wraca przewrotna myśl, że gdyby Anglicy w Warszawie wygrali z Polską, to pewnie niewiele z około trzech tysięcy wejściówek na sztokholmski stadion zostałoby sprzedanych. Krótko i żartobliwie mówiąc, remis w Warszawie nakręcił koniunkturę. Podgrzewa ją jeszcze Janusz Wójcik, sugerując, że jest to mecz ważniejszy od sukcesów złotej jedenastki Kazimierza Górskiego.

Co by było gdyby Polska przeszła przez baraże i pojechała po raz pierwszy w swej historii na Mistrzostwa Europy...? Wprawdzie jedna z businesswoman twierdzi, że to nierealne, ale w końcu fuksy czasem się zdarzają. Można sobie wówczas wyobrazić, w jaki korzystny sposób polski biznes wykorzysta zawody odbywające się w Belgii i Holandii, w których będzie kopać jedenastka Wójcika.