Biznes lekceważy kanał mobilny

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2014-11-05 00:00

Większość firm nie ma witryny, która dobrze prezentuje się w smartfonie

Jak przedstawić użytkownikowi tę samą treść na smartfonie co na komputerze PC? Wymaga to zastosowania różnych interfejsów i sposobów nawigacji. Bo jednak inaczej czyta się teksty i ogląda zdjęcia, grafiki lub filmy na 6-calowym monitorze, a inaczej na takim o przekątnej 30 cali. Rozwiązaniem są tzw. dedykowane strony mobilne (stworzone wyłącznie z myślą o użytkownikach gadżetów przenośnych) lub serwisy wykonane z wykorzystaniem technologii RWD (responsive web design), która pozwala dostosować zawartość, wygląd i elementy witryny do dowolnej wielkości urządzenia i rozdzielczości ekranu. Problem w tym, że — według najnowszego raportu firmy ActiveMobi — zdecydowana większość (93 proc.) stron internetowych polskich małych i średnich firm kiepsko się prezentuje na sprzęcie mobilnym.

WBREW POZOROM:
WBREW POZOROM:
Nowoczesna technologia mobilna wcale nie wymaga wiedzy technicznej i jest rozwiązaniem na kieszeń każdego przedsiębiorcy — mówi Grzegorz Miśta, dyrektor marketingu ActiveMobi.
Szymon Łaszewski

— Na 2937 przebadanych przedsiębiorstw tylko trzy miały tzw. dedykowaną stronę mobilną, a 204 stronę responsywną, czyli RWD. Najgorzej na monitorach telefonów wyglądają tzw. ciężkie elementy standardowych witryn, czyli wymagające długiego czasu ładowania, jak choćby obrazki o dużej rozdzielczości. Właścicielom smartfonów ułatwiłyby życie krótkie formularze rejestracyjne, duże przyciski, intuicyjna nawigacja ułatwiająca poruszanie się z każdej podstrony — wskazuje Grzegorz Miśta, dyrektor marketingu ActiveMobi.

Nie ma się czego bać

Dlaczego przedsiębiorcy tak rzadko myślą o klientach mobilnych? Zdaniem eksperta, decyduje o tym kilka czynników. Pierwszym jest brak wiedzy na temat różnic między klasyczną a mobilną wersją witryny. Drugim — przekonanie, że wdrożenia w tej dziedzinie oznaczają duże nakłady pieniędzy i czasu oraz konieczność zdobycia zaawansowanej wiedzy technicznej. Wreszcie biznesowi decydenci mają tak dużo obowiązków, że przystosowanie strony internetowej do wymagań urządzeń przenośnych schodzi na dalszy plan.

— Tymczasem wprowadzanie takich nowości wcale nie wymaga niesłychanych kompetencji cyfrowych. Nie dość tego — są to rozwiązania tanie. Dostępne na rynku kreatory pozwalają niemal każdemu na szybkie zbudowanie strony samodzielnie, bez znajomości programowania — przekonuje Grzegorz Miśta.

Dodaje, że korzyści z rozwiązań mobilnych znacznie przekraczają nakłady, które trzeba ponieść. Potwierdza to jeden z klientów MobiActive — Garry Baniecki, który w Australii prowadzi szkołę sztuk walki. Jak wspomina, przez lata korzystał z klasycznej strony WWW, ale uruchomił mobilną, gdy tylko ruch ze smartfonów i tabletów przekroczył 15 proc.

— Widziałem, że tracę klientów tylko dlatego, że moja strona internetowa nie wyświetla się dobrze na urządzeniach przenośnych. Stworzyłem więc sam w intuicyjnym kreatorze stronę mobilną. Podłączyłem do niej moją domenę i ustawiłem automatyczne przekierowanie użytkowników smartfonów i tabletów. Od tego czasu ruch w interesie znacznie się zwiększył — zachwala Garry Baniecki. A jeśli naprawdę ktoś nie czuje się na siłach, by samemu wykonać stronę mobilną?

— Wtedy pozostaje zwrócić się do ekspertów, którzy uporają się z tym w pięć dni. Koszt takiej usługi to około 1200 zł. W cenę wliczony jest nieograniczony dostęp do zarządzania treścią strony i roczny plan jej utrzymania — mówi Grzegorz Miśta.

To się opłaca

Jak inwestycja w stronę mobilną się opłaca, tak lekceważenie użytkowników przenośnychmoże odbić się negatywnie na wynikach przedsiębiorstwa.

— Obecność firmy w kanale mobilnym zaczyna być obowiązkiem. Skoro klienci za pośrednictwem telefonu sprawdzają pocztę, korzystają z systemu bankowego, zamawiają taksówki lub posiłki, nie ma najmniejszego powodu, żeby nie mogli za jego pomocą wyszukać informacji na temat interesującej ich firmy lub oferty — uważa Michał Berezowski, partner zarządzający firmy badawczej CubeResearch. Tym bardziej cieszy go rozpowszechnianie rozwiązań mobilnych w e-handlu.

— Wedle naszych badań, nieco ponad 40 proc. sklepów internetowych ma system w mniejszym lub większym stopniu dostosowany do sprzedaży w kanale mobilnym. Podobny odsetek planuje wdrożyć takie rozwiązania w najbliższym roku. Tylko co piąta placówka w ogóle o tym nie myśli — informuje Michał Berezowski. Zaznacza, że od takich inwestycji nie ma odwrotu. Powodem jest wielourzędzeniowość, czyli nowa tendencja konsumencka polegająca na zacieraniu się różnic między komputerami, telefonami i tabletami. Firmy, które będą umiały się komunikować się z klientami równie efektywnie na każdej z tych platform, zapewnią sobie rynkowy sukces. Natomiast przedsiębiorstwa odporne na zmianę zgotują sobie klęskę.