Turniej przesunięty o rok, rozrzucony po dziesięciu krajach i przy trybunach wypełnionych tylko w małej części ze względu na pandemiczne obostrzenia. Tak wyglądały poprzednie piłkarskie mistrzostwa Europy, które reprezentacja Polski zakończyła szybko i mało efektownie po porażkach ze Słowacją i Szwecją oraz remisie z Hiszpanią. Złoto wywalczyli Włosi, którzy triumfowali tak bardzo, że aż nie zakwalifikowali się na mistrzostwa świata rok później.
Od piątku, 14 czerwca, 24 europejskie reprezentacje będą walczyć w 10 niemieckich miastach w kolejnym turnieju. Widzów czeka 51 meczów, a na koniec... wygrają Francuzi. Takiego zdania jest znakomita część przedstawicielek i przedstawicieli biznesu, których dziennikarze PB poprosili o wytypowanie wyników mistrzostw. W pierwszej fazie naszej zabawy pytamy o to, jak biało-czerwoni poradzą sobie z Holendrami, Austriakami i Francuzami właśnie, oraz jak daleko zajdą.
Hurraoptymistów nie ma: w historyczny polski triumf na niemieckiej ziemi nie wierzy absolutnie nikt, choć aż w półfinale — co byłoby najlepszym osiągnięciem polskiej piłki na Euro — widzi kadrę Probierza Przemysław Sztuczkowski z Cognoru. Dominuje przekonanie, że nie wyjdziemy z grupy, a z Francuzami przegramy wysoko. Są jednak głosy odrębne. Na to, że ostatni grupowy mecz Polacy zakończą zwycięstwem, stawiają m.in. przedsiębiorcy zawodowo — w taki czy inny sposób — związani ze sportem: Tomasz Salski, główny akcjonariusz ŁKS, i Mateusz Juroszek, który przez lata kierował bukmacherskim STS-em.
Pierwsza weryfikacja prognostycznych umiejętności ludzi biznesu przyjdzie w niedzielę, 16 czerwca, gdy o 15:00 polscy reprezentanci wybiegną na boisko w Hamburgu. Wielu uczestników naszej zabawy typuje remis, tylko trzech obstawia zwycięstwo, ale dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe — nawet to, że kolejne pokolenia Polaków będą mogły słuchać przez dekady o wspaniałym turnieju Polaków w Niemczech w 2024, a nie w 1974 r.

